niedziela, 11 października 2009

ehh...

no tak jak się spodziewałam! nie ma czasu na pisanie itp!:)

na uczelnii jakoś tam poszło, naturalnie nie obyło się bez problemów typu błędne info na temat ECTS, ale już sytuacja opanowana:) więc luuuuuuuuuuzik:):*

a tak poza tym, to szkole języki ( hiszpański i angielski) z racji tego, że nie wszyscy mówią po hiszpańsku no i po angielsku jest na prościej:D dajemy radę!!! Nowe znajomości, nowe miejsca..wszystko tu jest nowe, fajne i w ogóle. Dni lecą tak szybko, że szkoda gadać. no, ale jak żyje się nocą, a śpi w dzień to nie dziwne:) ehh..no skoro tak trzeba:D 

Wczoraj: oglądanie filmów u lasek mieszkających na drugim końcu miasta, gdzie szłyśmy na pieszo;/, w menu były naleśniki z owocami i bitą śmietaną- mniam:D No a póżniej imprezka:) i tak zakończyliśmy dzień jakoś nad ranem:)

Dziś leniwy dzień z Domi i zaraz zbieramy się do kościółka...jak należy w niedziele..hehe:D

4.10.09
No to sobie pięknie mieszkam! Bardzo, ale to bardzo mi tu dobrze!:) wczoraj hiszpańskie party z Aśką i Martą, a wcześniej „hiszpański” obiad: pizza i piwko galicyjskie:D, ale to w 4 popołudnie troszkę na plaży, później zakup pizzy- 2 w cenie jednej ( istotna info dla osobnika, który zawsze śmieje się, że kupuję wszystko w promocji…hehe jak widać w Hiszpanii także!:D!) i Gadis ( hiszpańska Biedronka!) no i przesiedziałyśmy resztę popołudnia na fajnych kanapach u Asi i Marty plotkując jak to bywa, gdy spotykają się 4 baby. No i ok.1 w nocy imprezka. Było mega fajnie dopóki Tito nie zabrał nas do rock pubu, zupełnie nie moje klimaty, ale szybko się zmyłam:D
Dziś pobudka ok. południa, ale tak to tu jest!:D cały dzień przed TV w ramach nauki hiszpańskiego i przy książkach w tym samym celu! Później Aśka na plotach. No i poznałam mojego 3 współlokatora, został jeszcze 1. No i David od razu wymyślił, że skoro nie jadłam, nic hiszpańskiego to oni zrobią dla mnie hiszpańską kolację… oczywiście pomysł przeszedł i we wtorek, zapewne mega późno, będę opychała się hiszpańskim żarełkiem:D mniam...już mi ślinka leci! Są CUDOWNI!!!!!!!!!!:D:D:D:D
Ehh…no i Alba znalazła w moich polskich książkach mapkę…naturalnie zaproponowała mi, że jak będę miała ochotę to oni pokażą mi kilka miejsc, bo oczywiście w wielu mają prywatne domy…no tak, nocleg za darmo…hehehehe:D nie no, na serio mam w życiu mega wielkie szczęście! Ale Hiszpanie są niesamowicie pomocni no i chwalą mój hiszpański, który jest łamany, ale mnie rozumieją!:D no nic, idę spać w mega dobrym humorze..:D:D:D:D:D:D 
2.10.09.
  Piszę już w nowym mieszkanku! 
Dominika, mój wybawicielu, pomocna dłonio( chyba nie istnieje taki słowo, ale co tam!!!), mega fajna osobo…DZIĘKI ZA WSZYSTKO!!!!!!!!!!!!!:*:*:*:* bez Ciebie nie dałabym rady i jestem tego więcej niż pewna! Oprócz tego, że mam ogólnego fuksa w życiu mam też fuksa to świetnych ludzi!:D aaaaa…i już troszkę tęsknię, za naszym wieczornym paplaniem…hehe
  Dziś spotkanie z dziewczynami z Polski. Ustaliłyśmy, że pójdziemy po najmniejszej linii oporu i zrobimy tutaj 5 fakultetów po 6 pkt. ECTS! Co daje 30, a to oznacza, że semestr będzie zaliczony:D w końcu naszym głównym celem nie była nauka, tylko zwiedzanie Hiszpanii i poznawanie jej uroków. Plan ułożony, trzeba jeszcze tylko zobaczyć czy to przejdzie i z głowy jedno. Świetnie…:D:D:D
  Plan na jutro…o 12 plaża, później obiad u lasek i może wieczorem imprezka…się zobaczy!
  A teraz idę spać, bo jestem troszkę zmęczona!:) moje nowe łóżeczko( materac na podłodze!) wypasione…nie no tu jest cudownie!!!!:D:D:D hmmm…pewną osobę kręgosłup bolałby jutro na pewno!:D:*:*:*
  Muszę zamknąć okno, bo gdzieś tam w tle głośna fiesta..ehh..Espania:D 
01.10.09.:)
Nieeeeeeeeeeee noooooooooooooooo muszę to opisać na świeżo, bo jutro jak wstanę to nie będę mogła tego wyrazić...hehe:D
Więc…dzień zaczęłyśmy z moją wybawicielka Dominiką o godz 9 rano. Hmm…1.10 to trzeba by jechać na uniwerek… no tak też zrobiłyśmy. Dominika na swoje zajęcia ja do biura Erasmusów. Na pieszo do przystanku ok. 10 min. Naturalnie troszkę zmachane bo w Corunii urokiem są ulice Arria czyli pod górkę…hmm w niektórych przypadkach pod górę..:D dobra..kupiłam pięknie bilet na autobus (1,06ϵ), no to jedziemy. Wysiadamy, Dominika powiedziała gdzie mam iść, spoko luz. Wchodzę do tego biura…po uprzednim minutowym błądzeniu i widzę jakieś 2 laski się produkują. Dobra przychodzi czas na mnie no to mówię, że jestem z Erasmusa i że chcę dostać jakieś info. Odpowiedź to „ Vale! Proszę się wpisać na listę i wtedy otrzyma pani info.” No, ok., ale lista na 6.10…myślę sobie to, co do 6 mam nie chodzić na zajęcia? No, ale co tam…dobra moja…:D wpisałam się wychodzę, a tam te laski zastanawiają się co dalej począć. No to zapytałam…i gadałyśmy troszkę po ang. Troszkę po hiszpańsku…:D:D:D szczerze powiedziawszy to miałam już większy problem z angielski niż z hiszpańskim:D no ale dogadałyśmy się, w sumie rozmowa o niczym…no i pojechałam do domeczku
  A tam calusie popołudnie spędziłam przed kompem korzystając z okazji, że miałam się przeprowadzić i to był ostatni moment kiedy mogłam popisać maile itp…:D:D:D większość czasu spędziłam przed skype nadrabiając zaległości zwłaszcza z Aniołem moim kochanym:*
Maile popisane, wiadomości zdobyte..ok:D!
  Dominika ambitnie pojechała dziś na 5 zajęć z czego miała 1, bo na resztę profesorowie nie przyszli…:D biedna spędziła na uczelni prawie cały dzień nic praktycznie nie załatwiając.
  Hmm…no tak miałam się dziś przeprowadzić, ale tak: najpierw z 6 przełożyłam to na 9, a później to już stwierdziłam, że mi się nie chce i zostanę u Dominiki jeszcze jedną nocke tak mi tu u niej dobrze..:) Napisałam do mojej przyszłej współlokatorki, że perdon, ale jednak będę jutro w czym ona, naturalnie, nie widziała żadnego problemu ehh…Hiszpania i jej urok manaňa:D
  No to wieczorem Dominika pyta czy nie pójdę z nią na spotkanie z jej znajomymi Hiszpanami. Hmmm…nie miałam pojęcia jak się dogadam, ale ok.:) najpierw coś zjedliśmy w chińskiej knajpie. Tzn myślałam, że to będzie coś, ale to była mega wielka wu(c)hta jedzenia!!!! Jeszcze nigdy, nigdzie tyle nie zamówiłam. Przystawka, pierwsze danie, drugie danie no i na końcu deser. Nie zjadłam nawet połowy i nie mam pojęcia, jakim cudem Luiz zjadł wszystko, co zamówił. Jedzonko naprawdę dobre, pomimo krewetek itp.:D. Ale najlepsza ze wszystkiego była Sangria…ymmmmmmmmmmmmm…tego nie da się opisać! Przepysznie przepyszna!:D po jedzonku poszliśmy pić na ogródki! I znowu moja pomyłka, bo wyobraziłam sobie ogródki takie jak w Polsce. Ktoś ma teren, z ławeczkami, trawką siadamy w 8 i pijemy nie wiedziałam jeszcze co…;p! no ale w Corunii ogródki to coś w stylu parku miejskiego, w środku miasta:D Jak zobaczyłam, nie wiem ilu ludzi, siedzących na chodnikach, laski odwalone jak w Polsce na najlepszą imprezę siedzące na ścieżkach parkowych to byłam w mega ogromnym szoku…hahaha! Okazało się, że pijemy jakieś tanie wino z colą (oryginalną!:D!) i syropem z jeżyn! Powiem Wam, że niezłe! Postaliśmy, pogadaliśmy, ja wciąż w mega szoku, ale była super! Laski chciały, żebyśmy szły bailar con ellos, ale my już opadłyśmy z sił, więc do domku. Oczywiście nie obyło się, bez hiszpańskiego pożegnania: hasta luego itp. Spacerkiem do domku (ok. pół godz.) no i spanko ok. 4 rano..:D
  Kolejny mega udany hiszpański dzień.  

czwartek, 1 października 2009

dzień drugi, 27.09.09

Wstałam bardzo późno ze względów oczywistych, ale Yasin czekał na mnie cierpliwie, gdyż miała mi pomóc doładować tel…no ale już po 5 min wyjścia z domu okazało się, że chce być moim darmowym, prywatnym przewodnikiem…nie miałam nic przeciwko naturalnie więc zwiedziliśmy Sagrada Familia, Casa Batllo, Casa Mila i ulice Barcelony, nie wiem ile godz. łaziliśmy po Barcelonie i nie mam pojęcia jak, ale cały czas porozumiewaliśmy się po hiszpańsku( tu mina dumna!) oczywiście Yacin musiał się nieźle nagadać tłumacząc mi wszystkie słówka, których nie rozumiałam, ale był mega cierpliwy…wieczorem musiał coś tam załatwić, więc ja sobie pięknie odpoczywałam. W nocy, nie mając już siły na zwiedzanie poszliśmy na imprezę noooooooooo..było super i śmiesznie. Yasin wypił troszkę za dużo, ale nadal tłumaczył wszystko, czego nie rozumiałam i był świetnym przewodnikiem…hmm…do czasu. Kiedy już wysiedliśmy z odpowiedniego busa mój Amigo wymyślił sobie, że w nocy ja jestem przewodnikiem. I to był hit…ponad 3 godz łaziliśmy blisko domu bo za Chiny nie wiedziałam, która to nasza ulica…:D:D:D no i naturalnie nie wiem jak, ale gadaliśmy ze sobą cały czas!!! W końcu się nade mną zlitował ( hmm…była już 5 rano, czego nie zauważyłam tak nam czas zleciał!) i trafiłam do mojego łóżeczka kochanego…ehh...zasnęłam ok. 5.30! niesamowity dzień i niesamowita noc :D

początek

  No to zaczynam Wam opisywać moją pięciomiesięczną przygodę z Hiszpanią. Mam nadzieję, że nikt się nie zanudzi i że komuś to moje pisanie sprawi frajdę albo nawet pomoże.
Więc...pierwsze, co Wam chciałam powiedzieć to LUDZIE JEDŹCIE NA ERASMUS!!!:D

Przygoda zaczyna się już w Polsce kiedy wsiadasz do samolotu i mieszają się, tak jak w moim przypadku 2 skrajne uczucia. Pierwsze to „ zostawiam całą rodzinę, znajomych, wszystko, co mam ( za wyjątkiem bagażu, który ciągnie się ze sobą naturalnie!:)!)” natomiast drugie uczucie jest o wiele przyjemniejsze „ Jadę w świat, poznam nowych ludzi, język itp., sprawdzę siebie….” W moim przypadku łzy mieszały się z uśmiechem…, ale jak wsiadłam do samolotu byłam mega szczęśliwa, że się na to zdobyłam.

aaaaaaaaaaaaaaa...proszę nie zwracać uwagi na daty, gdyż swoją przygodę zaczęłam 26.09. ale posty zamieszczam dopier teraz. Postaram się być na bieżąco, ale to strasznie trudne;p

  Moją przygodę z Erasmusem zawdzięczam Karolinie A.:) kompanowi z licealnej ławki, przyjaciółce, mega zakręconej osobie..:) pierwotny zamysł był taki, że jedziemy do Turcji ( pomysł Karoliny, z racji jej miłości do tego kraju), chłopakom, którzy pomogli mi w kupnie biletu no i Marteczce ( kompanowi z liceum, przyjaciółce, osobie, która wierzyła we mnie i której porady okazały się niezbędne!) która wspierała mnie z całych sił i robi to nadal. No niestety, tzn. teraz już stety dla mnie, nie dostałam się na wyjazd do Turcji po rozmowie kwalifikacyjnej- miałam za mało punktów. Karolina, owszem, dlatego teraz spędza równie cudowny czas, co ja, ale właśnie w tym kraju. Trochę nam przykro, że przygodę życia przeżywamy osobno, ale co tam…znajomi w dwóch fajnych, ciepłych krajach to jest coś…hehe

  No to zaczęłam od kupna biletu…i tu wielkie dzięki dla Bartosza i Budzynia! Ryanair, 150 zł Poznań Ławica do Girony. Stamtąd musiałam przedostać się do Barcelony, była 23.30. Łaziłam po tym lotnisku bez celu zastanawiając się sama nie wiem, nad czym. Dobra…podchodzę w końcu do kolesia, bardzo przystojnego, w okienku i pytam, po angielsku, jak mogę dostać się do Barcelony. No to mi powiedział, że busem ( o czy już wiedziałam, ale miałam nadziej, że może powie mi coś więcej) i, że w Barcelonie jest teraz fajnie, bo jest duuuża fiesta Ok., fajnie, pomyślałam, więcej ludzi do pomocy...hehe:D. No cóż, poszłam na ten dworzec, pięknie kupiłam bilet(12ϵ) dogadując się po angielsku no, ale pojawił się mały problem, mianowicie, którym busem jechać, bo było ich sporo, ale został szybko rozwiązany, zapytałam no i poszłam za tłumem.:) po, ponad godzinie znalazłam się w Barcelonie. Ehh…wysiadłam na dworcu no i…zaczęła się pierwsza przygoda. Oczywiście ja, jak to ja, hotel niezarezerwowany, nie za bardzo wiedziałam, w którą stronę iść, ale dzięki Bogu spisałam nazwę ulicy, na której znajdował się mój potencjalny hostel do spania, na kartce. Po prostu pokazywałam, o jaką ulicę chodzi grupka Hiszpanów mówiących trosinkę po angielsku poleciła metro i powiedziała, dokładnie na jakiej stacji mam wysiąść. Ok., fajnie…znowu problem z kupnem biletu, ale dałam radę sama, tym razem bez pytania innych. Zapytałam tylko skąd odjeżdża linia numer 2 i to wszystko. Wysiadłam na przystanku Universidad…ale nie wiedziałam jak wydostać się z podziemnego metra i w którą stronę iść…śmiałam się sama do siebie, chociaż teraz nie rozumiem co było śmiesznego w taszczeniu ze sobą mega ciężkiej walizki, torebki i laptopa..;/:D no dobra wydostałam się z metro, popytałam gdzie ulica, której szukam, przeszłam kawałek pieszo…i jest hostel! Wywieszka…wolne pokoje od 19ϵ...myślę sobie super, no to mam nocleg. Hmm…już po chwili mój entuzjazm padł, gdy pani przez domofon bardzo niegrzecznie poinformowała mnie, że pokoi nie ma..;/ stałam tam jak taki słup, ale po chwili koleś, Murzyn, pijany, idący na dyskotekę zapytał czy mi nie pomóc. Streściłam mu historię…ok stwierdził, że pomoże mi poszukać noclegu. Łaziliśmy po Barcelonie nie wiem ile…godz., dwie po czy stwierdził, że jest za dużo ludzi w Barcelonie, że bardzo ciężko z tanim noclegiem i że jak chce to mogę spać u niego jedną noc, a jutro pomoże mi szukać habitacion. Nooooo yyyyy...nie zgodziłam się;) przygoda przygodą, ale bez przesady…stwierdził, że mam wziąć taxi i jechać na stacje, a stamtąd do A Corunii, miejsca, w którym będę studiowała, bo innego wyjścia nie ma. Nie dał sobie wytłumaczyć, że nie chce jechać taxi, bo po pierwsze za drogo, a po 2 co ja miałam robić o 3 nad ranem na stacji, na którą nie można było wejść bo zamknięta do 5 lub 6..;/ na odczepnego powiedziałam mu, ze ok. wezmę to taxi. Poszedł sobie, a ja ruszyłam w samotny, pieszy rejs po nocnej Barcelonie. Pytałam ludzi gdzie jest Sants Estació i, o dziwo, wszyscy wskazywali to samo miejsce. Wiem, na szczęście z doświadczeń koleżanki, że Hiszpanie ten sam adres potrafią wskazywać w zupełnie innych kierunkach...hehe no, ale ok. wszyscy mówili to samo, więc szłam, szłam i szłam…aż nie spotkałam ICH idę sobie, patrzę stoi dwóch miłych kolesi, pomyślałam „Nie no już 5 raz nie zapytam o tą głupią stację..” i zapytałam...hehe. Nawiązała się rozmowa, dlaczego idę na pieszo, dokąd jadę, dlaczego nie zostaje w Barcelonie itp…na szczęście Baraka mówił troszkę po angielsku, bo, jak się później okazało jego brat Yacin, nie mówił nic w tym języku. No to po raz kolejny streściłam im moją historię, powiedziałam, że chciałam zostać, ale że nie ma miejsca w hostelach itp. na co, Baraka mówi, że on wie gdzie są tanie noclegi i że będą na bank. No to ja, chociaż trochę zdziwiona skąd on taki pewien, się ucieszyłam bo to oznaczało, że zostaję w Barcelonie tak jak zamierzałam. No i Baraka mówi ok., poczekaj pójdę po auto i jedziemy…w tym momencie decyzja została podjęta:D. Zapytałam tylko czy to nie będzie problem odpowiedź wiadomo jaka „Nie” Świetnie miałam tani pokój, blisko wszędzie, czego chcieć więcej? Poszłam spać nie wiem o której. Oczywiście uzyskałam odpowiedź na wszystkie pytania, które zadałam trochę po angielsku trochę po hiszpańsku no i zasnęłam mega spokojna ok. 5 rano...:D koniec dnia pierwszego!