01.10.09.:)
Nieeeeeeeeeeee noooooooooooooooo muszę to opisać na świeżo, bo jutro jak wstanę to nie będę mogła tego wyrazić...hehe:D
Więc…dzień zaczęłyśmy z moją wybawicielka Dominiką o godz 9 rano. Hmm…1.10 to trzeba by jechać na uniwerek… no tak też zrobiłyśmy. Dominika na swoje zajęcia ja do biura Erasmusów. Na pieszo do przystanku ok. 10 min. Naturalnie troszkę zmachane bo w Corunii urokiem są ulice Arria czyli pod górkę…hmm w niektórych przypadkach pod górę..:D dobra..kupiłam pięknie bilet na autobus (1,06ϵ), no to jedziemy. Wysiadamy, Dominika powiedziała gdzie mam iść, spoko luz. Wchodzę do tego biura…po uprzednim minutowym błądzeniu i widzę jakieś 2 laski się produkują. Dobra przychodzi czas na mnie no to mówię, że jestem z Erasmusa i że chcę dostać jakieś info. Odpowiedź to „ Vale! Proszę się wpisać na listę i wtedy otrzyma pani info.” No, ok., ale lista na 6.10…myślę sobie to, co do 6 mam nie chodzić na zajęcia? No, ale co tam…dobra moja…:D wpisałam się wychodzę, a tam te laski zastanawiają się co dalej począć. No to zapytałam…i gadałyśmy troszkę po ang. Troszkę po hiszpańsku…:D:D:D szczerze powiedziawszy to miałam już większy problem z angielski niż z hiszpańskim:D no ale dogadałyśmy się, w sumie rozmowa o niczym…no i pojechałam do domeczku
A tam calusie popołudnie spędziłam przed kompem korzystając z okazji, że miałam się przeprowadzić i to był ostatni moment kiedy mogłam popisać maile itp…:D:D:D większość czasu spędziłam przed skype nadrabiając zaległości zwłaszcza z Aniołem moim kochanym:*
Maile popisane, wiadomości zdobyte..ok:D!
Dominika ambitnie pojechała dziś na 5 zajęć z czego miała 1, bo na resztę profesorowie nie przyszli…:D biedna spędziła na uczelni prawie cały dzień nic praktycznie nie załatwiając.
Hmm…no tak miałam się dziś przeprowadzić, ale tak: najpierw z 6 przełożyłam to na 9, a później to już stwierdziłam, że mi się nie chce i zostanę u Dominiki jeszcze jedną nocke tak mi tu u niej dobrze..:) Napisałam do mojej przyszłej współlokatorki, że perdon, ale jednak będę jutro w czym ona, naturalnie, nie widziała żadnego problemu ehh…Hiszpania i jej urok manaňa:D
No to wieczorem Dominika pyta czy nie pójdę z nią na spotkanie z jej znajomymi Hiszpanami. Hmmm…nie miałam pojęcia jak się dogadam, ale ok.:) najpierw coś zjedliśmy w chińskiej knajpie. Tzn myślałam, że to będzie coś, ale to była mega wielka wu(c)hta jedzenia!!!! Jeszcze nigdy, nigdzie tyle nie zamówiłam. Przystawka, pierwsze danie, drugie danie no i na końcu deser. Nie zjadłam nawet połowy i nie mam pojęcia, jakim cudem Luiz zjadł wszystko, co zamówił. Jedzonko naprawdę dobre, pomimo krewetek itp.:D. Ale najlepsza ze wszystkiego była Sangria…ymmmmmmmmmmmmm…tego nie da się opisać! Przepysznie przepyszna!:D po jedzonku poszliśmy pić na ogródki! I znowu moja pomyłka, bo wyobraziłam sobie ogródki takie jak w Polsce. Ktoś ma teren, z ławeczkami, trawką siadamy w 8 i pijemy nie wiedziałam jeszcze co…;p! no ale w Corunii ogródki to coś w stylu parku miejskiego, w środku miasta:D Jak zobaczyłam, nie wiem ilu ludzi, siedzących na chodnikach, laski odwalone jak w Polsce na najlepszą imprezę siedzące na ścieżkach parkowych to byłam w mega ogromnym szoku…hahaha! Okazało się, że pijemy jakieś tanie wino z colą (oryginalną!:D!) i syropem z jeżyn! Powiem Wam, że niezłe! Postaliśmy, pogadaliśmy, ja wciąż w mega szoku, ale była super! Laski chciały, żebyśmy szły bailar con ellos, ale my już opadłyśmy z sił, więc do domku. Oczywiście nie obyło się, bez hiszpańskiego pożegnania: hasta luego itp. Spacerkiem do domku (ok. pół godz.) no i spanko ok. 4 rano..:D
Kolejny mega udany hiszpański dzień.
niedziela, 11 października 2009
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz