ehh..no to zaczęło się zwiedzanie pełną parą..hehe:)
Tydzień temu byłam z Andreea w Santiago..:) naturalnie, jak to w Galicji, 2 dni padało, ale dałyśmy radę, tzn. ja dałam, bo Andreea była troszkę chora, po całych dniach spacerowania w deszczu;/ no, ale Santiago piękne:D zwłaszcza stare miasto i katedra! ehh..nie mogłyśmy się nadziwić, jak ludzie w tamtych czasach mogli zbudować coś tak wielkiego, pieknego i w ogóle cudownego! No i dzięki moim kochanym wspólokatorom pojechłyśmy i wróciłyśmy z Santiago autem..hehe:D
A dziś o 11.oo wróciłam z mojej ukochanej Barcelony. Naturalnie planowałam ten wyjazd wcześniej...ale tylko planowałam;p decyzje, o tym, że jadę podjęłam w dzień wyjazdu, czyli piątek:D Nie miałam miejsca do spania, gdyż pisałam do Yacina ( mojego przewodnika) a ten nic, no ale stwierdziałyśmy z Andreea, że na pewno coś znajdę będąc w Barcy od 9 rano..:D ok...kwestia spania rozwiązana...została kwestia biletów. No, ale jak okazało się na dworcu, nie było żadnego problemu z kupnem biletów...jak dobrze...pojechałam do Barcy z uśmiechem na twarzy.
No i zaczęło się...w sobotę o 9.00 rano ( po 15 godzinach w pociągu) wysiadłam na Barcelona Sants bez pomysłu na to gdzie iść. No, ale wyciągnęłam mapę, zapytałam o ulicę, którą sobie upatrzyłam no i w drogę! Zaczęłam cudowny spacer po Barcelonie, a że dzień był piękny nigdzie sie nie śpieszyłam:D
Oczywiście już na początku mojego zwiedzania nie mogłam się powstrzymać przed kupnem pięknego szalika:D i jakiś tam drobiazgów:)
Hmm...zadzwonił telefon...spojrzałam...sms od Baraki ( brata Yacina) standardowo " Cześć. Jak się masz? przyjeżdżasz dziś do Barcelony?" hmm..troszkę się zdziwiłam, że to właśnie on do mnie piszę, ale ten sms mógł oznaczać tylko jedno: miejsce do spania, w znanym bezpiecznym pokoju..:D:D:D:D więc, już w głebi duszy się ucieszyłam;p naturalnie odpisałam, że "bardzo dobrze! że jestem już w Barcelonie. Dlaczego pyta itp?" no i zadzwonił...że jeśli chcę to naturalnie mogę u nich spać, że mają wolny pokój, a na moje zdanie, że pewnie, że chcę, ale nie mam pojęcia, o której godzinie tam dotrę, usłyszałam standardowe "Tu, no te preocupes!"( Ty się niczym nie martw!) więc...cudownie!!!! byłam w Barcelonie, był piękny dzień i miałam miejsce do spania..ehh..czego można chcieć więcej?;p
Po zwiedzeniu wszystkiego co chciałam (Parc Joan Miro, Placa de Espanya, Caixa Forum, Fira de Barcelona, Palau Nacional de Montjuic, Anella Olimpica i kilku parków), po podziwianiu, po zjedzeniu na barcelońskiej ławeczce torilli i bagietki ( supermarketowy standard Domi i Ani:D!) udałam się na dobrze mi znaną uliczkę: Calle Provenca! Jak Baraka powiedział, dałam mu znać, gdy byłam przed domem! Troszkę poczekałam zanim dotarł, ale w żaden sposób mi to nie przeszkadzało, gdyż spędziłam to pól godziny na ławeczce z widokim na Sagrada Familia:) ehh....
Gdy Baraka przybył pod dom, zadzwonił no i po 2 minutach się spotkaliśmy, wymieniliśmy tradycyjne dwa buziaki i zapytaliśmy "Que tal?":D. Zostłam poinformowana, że niestety nie ma on kluczy do domku co, w tym przypadku, oznaczało wycieczkę na skuterze, w bliżej nieokreślone miejsce..hehe:) no to kaski na głowy i w drogę..:D
Jak się okazało pojechaliśmy do lokalu ( przyszłego salonu fryzjerskiego, kosmetycznego i masażu), którego właścicielem jest Baraka:) Tam zastaliśmy Yacina oraz wujka chłopaków pracujących "w pocie czoła". Oczywiście nie obyło sie bez zaskoczenia. No bo w Polsce, jak się coś urządza, no to najpierw się maluje, wszystko się przykręca ( lampy, półki itp.) no i na samym końcu przywozi się meble itp. Natomiast w Hiszpanii nie jest to, tak oczywiste:D Bowiem, w salonie Baraki, gdzie wiercili, aby powiesić lampy, itp, stały już meble oraz wisiały lustra, które naturalnie tylko sie kurzyły..hehe:D uśmiechałam się do siebie w duchu, bo praca szła powoli, bez stresu...w Polsce nie potrafię sobie tego wyobrazić. Spędziłam tam ok 3. godzin, a oni zdążyli powiesić 2 lampy, z czego byli bardzo dumni haha..:D;p ehh..no cóż!
Miałam zamiar tego wieczoru obejrzeć grające fontanny (główny powód, dla którego pojechałam do Barcelony), ale niestety mi nie wyszło;( jakoś tak czas zleciał...no cóż...,ale mam powód, aby jeszcze raz pojechać do Barcy..hehe:D Po zakończeniu pracy poszliśmy z Yacinem spacerkiem do domku. Oczywiście była filozoficzna rozmowa na temat religii ( on jest muzułmaninem), ale nie doszliśmy do żadnego porozumienia..hehe:D skończyło się na jego stwierdzeniu, że muszę więcej poczytać o różnych religiach..hehe:D
Zaszliśmy do domeczku..chwilę pościemnialiśmy no i poszłam spać- wykończona po 15 godz w pociągu, kilkunastu godzinach spacerów, ale z mega dużym uśmiechem na twarzy.
W niedziele rano zostałam obudzona głośnym pukaniem do drzwi. Gdy otworzyłam, ujrzałam "hiszpańską mamę" oznajmującą mi, że muszę wstać, gdyż za chwilę przyjdą ludzie oglądać pokój, w którym przebywam:D:D Baraka chce wynająć 3 pokoje w swoim mieszkaniu, gdyż "hiszpańska mama" wyprowadza się w inne miejsce! No więc wstałam..ale nie zdążyłam się obrócić, a wkroczył Baraka z potencjalnymi wynajemcami..haha..naturalnie uśmiechnęłam się w duchu i szybko zmyłam do łazienki..hahaha..:D oczywiście dla niego nie było żadnego problemu, że jestem w piżamie, że dopiero wstałam, że cokolwiek...pokazał im pokój i poszli..;p
Później przyszedł do mnie pytając "jak mi się spało?" i ucięliśmy sobie małą pogawędkę( podaczas, której zauważyłam znaczną poprawę mojego hiszpańskiego:D!), po czym zostałam zaproszona na kawę z mlekiem!:) hmm...tak właściwie to tu nie ma kawy z mlekiem, tu jest mleko z kawą! 3/4 kubka to mleko, reszta to kawa. Wyobrażam sobie moją kochaną mamunię pijącą taką kawe..hehe:D noooo..usiedliśmy w salonie zagraconym wszystkim, co chyba tylko możliwe( 2 mega duże telewizory, tapczan, 2 fotele, komputer, segment itp. w jednym małym pokoiku! a to wszystko oczywiście efekt przeprowadzki "hiszpańskiej mamy":D!), pościemnialiśmy chwilę no i Baraka wrócił do pracy w swoim salonie, gdzie już od rana pracowali Yacin z wujkiem;p! jakąś godzinę później ja się ogarnęłam i poszłam kolejny spacer po Barcelonie, z nadzieją, że grające fontanny można zobaczyć również w niedziele!
No to wybrałam się na spacerek( wcześniej już obmyśliłam trasę!) ok godz. 15:) piękna sobotnia pogoda zniknęła bez śladu..:( ale co tam...dzielnie ruszyłam nie obawiając się pierwszych kropel deszcze zwłaszcza, że było ciepło:D no ale później...w środku mojej planowanej trasy zastała mnie burza i ulewa..hehe..:D postałam chwilkę w jakiejś bramie (nie wiem dlaczego, ale wszyscy sie gapili jakbym nie wiem co tam robiła:D..noooooo...i nie obyło sie bez kilku męskich usmiechów w moją stronę..haha Hiszpani są tacy śmieszni myśląc, że każda dziewczyna zwraca na nich uwagę;p) i postanowiłam zapytać w najbliższym punkcie informacji czy dziś można obejrzeć pokaz fontann czy nie? no i okazało się, że nie:( zadecydowałam, więc, że skrócę swoja drogę i przez Plaza de Espana pójdę na dworzec, gdzie poczekam na pociąg.
Swoją drogą nieźle sobie poradziłam. Jestem z siebie dumna, gdyż przez dwa dni używałam mapy i nigdzie na zabłądziłam...hehe:D
W drodze na dworzec spotkała mnie jeszcze jedna bardzo miła, typowo hiszpańska przygoda..:) Zobaczyłam stoisko z jakimiś chrupkami i z churros..:D a, że wcześniej tego nie posmakowałam postanowiłam sobie kupić. Przede mną jakiś pan również poprosił o churros, więc wiedziałm, że można to kupić "na sztuki". Nie będąc jednak pewną, jak to smakuje i ile kosztuje poprosiłam o jedną sztukę. Niestety, jak się okazało jednej sztuki nie sprzedają, no to chciałam poprosić o więcej...ale nie zdążyłam nic powiedzieć ,a pan kupujący przede mną stwierdził, że on tyle nie zje (miał 3 sztuki:D!) i, że mam się poczęstować..haha:D było mi tak dziwnie, ale "bardzo"prosił, więc wzięłam..:D mmmmmmmmmmmm.....churros są PRZEPYSZNE!!!! muszę wyczaić w A Corunii gdzie można to kupić..mniam mniam!!!!:D:D:D no więc po zasmakowaniu churros, z paczką hiszpańskich chrupek( kupiłam je już sama;p!) w dłoni wyruszyłam na Sants Estacio! tam po ponad godzinie czekania wsiadłam w pociąg do Corunii...no i teraz wszystko opisuję!
Kurcze...nie wiem dlaczego, ale Barcelona ma dla mnie naprawdę jakąś magie w sobie! Czuję się tam jak w domu! Nie boję się chodzić po ulicach, nie boję się ludzi...nie boję się niczego! Barcelońskie miejsca, zabytki, uliczki...wszystko jest dla mnie jak sen. Moim marzeniem było zobaczyć Barcelonę, a teraz gdy ono się spełnia, nie mogę w to uwierzyć. Wiem, że to głupie, ale gdy tylko pomyślę Barcelona na mojej twarzy pojawia się uśmiech! Już dziś jestem pewna, że będę tam wracać jak tylko będę mogła...bo do takich miejsc zawsze chcę się wracać! ehhh...:D:D:D
Obiecałam sobie, że następnym razem, czyli za ok 2, 3 miesiące, jak znowu pojadę do Barcelony skorzystam z usług salonu wryzjerskiego Baraki..hehe:D może być ciekawie..;p
no cóż...teraz czekam na wyjazd do Portugalii (5-8.12), później Madryt (13-16.12.), później święta...a dalej już nie chcę myśleć..ten czas tak tu szybko ucieka..:( ehhh...
Zabieram się za pisanie notatek...bo wieczorem idę na mini imieninowe party ( przy okazji andrzejkowe party;p:D!) z gorącym winem i rumuńskim ciastem z jabłkami...offfff...i jak tu sie odchudzać?;/
Buziaki dla wszystkich, którzy mieli cierpliwość to przeczytać..hehe;p jak widzicie, żyje mi się cudownie, więc nie ma o co się martwić...:D:D:D
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz