Czas na, myślę, ostatnią notkę w tym roku...hehe:D
Święta, święta... i po świetach:D
Zaczęło się we wtorek (22.12.2009r.) zakupy, ostatnie przygotowania do przygotowań, spotkania, ustalania itp...latanie jak w Polsce. Z małą, a jednocześnie dużą różnicą! Bez samochodu, mamy, któa zawsze wiedziała co, gdzie i za ile kupić, za to z pełną dezorientacją, ciężkimi siatkami pełnymi niezbędnych produktów i obawami czy dam radę zrobić to, co do mnie należało... Nie dość, że nie miałam zielonego pojęcia jak zabrać się za gotowanie, to jeszcze miałam problem z prezentem dla Serkana. Mianowicie wymyśliłam. że stworzę dla niego zdjęcie wydrukuje i oprawie w ramkę, a do tego Sangria...:D no to pomysł był świetny, ale gorzej z realizacją bowiem, gdy zdjęcie zostało wydrukowane miało wiele niedoskonałości. No, ale dzięki Tomkowi i Asi, którzy w Dolce Vita w Media Markt odkryli mozliwość normalnego wywołania zdjęć prezent został pomyślnie zakończony w środowe popołudnie...:D:D:D
W środę przedpołudnie i chwilę popołudnia spędziałam w Dolce, później kolejne 2 godz zakupy spożywcze i ok 14.30 wzięłam się za gotowanie!:D Dzięki Bogu ktoś wymyślił Skypa i mama mogła mi cały czas służyć radą:)
Zaczęłam więc od kapusty z grzybami...poszło jak z płatka..:D az sama się zdziwiłam, że to takie łatwe! wiadomo..do polskiej kapusty jeszcze dużo brakowało, ale impitacja była niemalże perfekcyjna...:D:D:D poczułam się dumna!
Jako drugi rzecz...placek! offfff...zaczęło się strasznie, gdyż białka nie chciały ubić się naszym domowym blenderem! byłam zrozpaczona...wszystko kupione, chęci duże, a jajka ubić się nie chciały;/ naturalnie mama posłużyła radą...skończyło się jednak na tym, że wzięłam kolejne 5 białek i postanowiłam je ubić ręcznie znalezioną w domu "trzepaczka";p nawet nie potrafię opisać tego jaka była moja radość, gdy po kilku minutach jaka były idealne...hahaha..:D:D:D no to dodałam wszystkiego co trzeba i ciasto z jabłkami wylądowało w piekarniku!!!! mega, mega z siebie zadowolona, z dumą w głosie oświadczyłam to mojej mum, ale zostałam ostudzona faktem, iż teraz nie wiadomo czy się upiecze:) jednak już 15 min potem ciasto zaczęło rosnąć, a godzinkę póżniej wyciągnęłam z piekarnika wysokie, upieczone, pięknie wyglądające ciasto z jabłkami!!!!!! moje zadowolenie z siebie osiągnęło szczyt, gdy pokazałam je mamie i słyszałam autentyczny podziw i zdziwienie, że jej córka, któa nigdy wczesniej piec nawet nie próbowała, stworzyła coś tak ładnie i smacznie wyglądającego...:D:D:D!!!! jak się póżniej okazało było tak smaczne jak wyglądało...hahaha..:D duma nie opuściła mnie do dziś...;p;p;p
3 potrawą były pierogi...:D również zaskoczyły nas swoją "łatwością" wykonania..:D razem z dziewczynkami, Martą i Asią, dałyśmy radę:D ciasto, farsz, gotowanie...poszło jak z płatka:D
kapusta z grzybami, placek, pierogi...i zakończyłam swój dzień ok godz 23.00:D mega zadowolona, mega dumna...i w ogóle szczęsliwa:D
W dzień Wigilii od rana było jeszcze trzeba załatwić kilka drobnostek( m.in. sałatka z tuńczyka)...no i zaczęły się przygotowania pełną parą. ok 17 przyszły dziewczyny, aby dokończyć gotowanie barszczu. hahaha...:D:D:D nie wiem jak one to zrobiły, bo nikt z nas nie miał najmniejszego pojęcia jak gotuje się barszcz. W tym przypadku, było ok. 6 kucharek...i do jedzenia był mega duży gar dobrego barszczu. Byliśmy bardzo zadowoleni, zwłaszcza, że zasięgnęłyśmy porad prawdziwego kucharz, który niestety nie miał pojęcia jak gotuje się barszcz z ugotowanych już buraków, a my dałyśmy radę.!!!!:D:D:D na Erasmusie niemożliwe staję się możliwe...hehe:D
Do stołu pełnego wielokulturowego jedzenia( turecki ryż, tureckie ciasto, rumuńskie gołąbki, rosyjskie sałatki...polska reszta!) zasiedliśmy ok godz 20.00:D była modlitwa, czytanie Ewangelii w 3 językach, a później dzielenie się opłatkiem:D Nasi tureccy przyjaciele wzięli udział we wszystich obrządkach poza modlitwą, co jest oczywiste! Było mega sympatycznie...zanim 15 osób nawzajem życzyło sobie wszystkiego najlepszego trochę czasu upłynęło. Ale wszyscy cierpliwie czekali no i zasiedliśmy w końcu do kolacji. MNIAM, MNIAM, MNIAM...nie da się tego określić! było jak w domu...pysznie, bogato, z uśmiechem i stołem pełnym świątecznego rozgardiaszu:D
Naturalnie, po kolacji przyszedł czas na prezenty, najbardziej oczekiwany moment dla Serkana i Barisa...hehe...:D i tu też było jak w domu...czekaliśmy, aż wszyscy zjedzą i tym razem ostatnią osobą była Asia...:D no, ale dotrwaliśmy! prezenty rozdawałam ja...jako gospodyni domostwa...haha:D Wszyscy zadowoleni zabraliśmy się do jedzenia ciasta, picia kawy, herbaty, soku, spiewania kolęd...i wszystkiego co świąteczne! Nawet Agata, która była w Polsce nam towarzyszyła...w dobie internetu, to nie problem..:D
No i o 24:00 zebraliśmy się na Pasterkę. Jak jeden mąż ( łącznie z Merve, Barisem i Serkanem oraz prawosławnymi dziewczynami) pomaszerowaliśmy do kościoła znajdującego się 2 minuty drogi od mojego mieszkania( mówiłam, że wszędzie mam blisko...hehe!). Msza zupełnie inna niż w Polsce...nasza polska naturalnie lepsza:D!!! Było jednak ciekawie...zwłaszcza, gdy Baris z mega zdziwieniem na twarzy zapytał co się dzieje, gdy ksiądz rozdawał komunie!!! hehehe...:D:D:D różne narodowości, różne kultury, różne religie...wiele się można nauczyć, wiele dowiedzieć...bezcenne!
Po Pasterce ponowna wizyta u mnie...no i ok 2:00 w nocy niektórzy zebrali się na imprezę, niektózy poszli do domów...ja nie poszłam nigdzie, gdyż byłam u siebie, a na imprezę mi się nie uśmiechało w Wigilię. Moje kochane tureckie chłopaki pomogły mi sprzątać i zostałam sama z Asią! Położyłam się do łóżka ok.4:00 nad ranem po sprzątnięciu kuchnii i przygotowaniu stołu na pierwszy dzień świąt, który również odbywał się u mnie z racji tego, że było co jeść.
25.12.09 przywitałam pierwszych gości po godz 15. Naturalnie wszyscy spóźnieni:D o 15 obiad miał się zacząć, a pierwsi przyszli po 15..;p no, ale nic...poczekaliśmy do 16 i zasiedliśmy do stołu...jednak tylko garstą ludzi...haha:D Ostatni przyszli ok. 18 dlatego nie czekaliśmy. Najważniejsze, że wszyscy się najedli i atmosfera ponownie była wspaniała. Był obiad, ciasto, kolędy...i ok.21 zebraliśmy się na mini spacer! do mieszkania Julity i Doroty, które zaprosiły nas poprzedniego dnia...na kawę i ciasto:D! tak! tego nam było trzeba...haha...:D no więc jak przystało w święta wypiliśmy kawę, zjedliśmy przepyszne ciasto Julity i ok. 1:00 zebraliśmy się do domu!
Kolejny świąteczny dzień zakończony jak należy...jedzeniem i piciem...haha:D Tym razem położyłam się spać ok.5:00 nad ranem...plotki z Serkanem na MSN zabrały mi dużo czasu...hehe:D
2 dnia świąt wstaliśmy po południu i o 15:45 spotkaliśmy się na przystanku- czas na łyżwyyyyyyyyyy...:D:D:D obawiałam się o moje umiejętności, ale dałam radę...ponad 2 godziny bez wywrotki:D! nawet pomagałam Merve i Serkanowi, gdyż były to ich początki! Ale dali radę! naprawdę myślałam, że jest z nimi gorzej! Serkan był bardzo wyrwały, gdyz chce opanować umiejętność łyżwiarstwa niemalże do perfekcji na stopniu podstawowym...jeszcze kilka lekcji i da radę...hehe!:D
przed 20 opuściliścmy lodowisko i już po chwili czar radości prysł! przynajmniej dla mnie! Okazało się, że zgubiłam mój UKOCHANY kolczyk!:( nie mogłam powstrzymać sie od płaczu. Baris zrobił dla mnie ową zgubę z kółeczka do kluczy, ale to nie to samo...! To nie był tylko kolczyk...to był sentyment i przecudowne wspomnienia...no cóż...zostawiwm w Hiszpanii cząstke siebie! Zakończyłam dzień rycząc w poduszkę...ehhh..
W niedzielę odwiedziłam Merve, któa zrobiła PRZEPYSZNĄ turecką potrawę:D! była prosta, więc któregoś dnia ja postaram się ją stworzyć! posiedziałyśmy, poplotkowałyśmy, porozmawiałyśmy o tureckich tradycjach i po powrocie do domu zabrałam się do oglądania Gossip Girl...:D:D:D dzien skończył się nad ranem!:D
Wczoraj Merve była u mnie na obiadku. Później wybrałyśmy się na spacer! hmm..naturalnie skończyłyśmy w sklepie i nie omieszkałyśmy kupić sobie kilku rzeczy...;p jesteśmy kobietami...mamy do tego pełne prawo:D gorzej z finansami, ale co nam...raz się żyje...haha:D Wieczór zakończyłam naleśnikami z czekoladą u Asi i plotami z Martą, Beatą i Mają ok 4:00 nad ranem!
A dziś piżamowy dzień! Gosiip Girl zakończone, pranie zrobione, blog napisany, połączenie z rodzinką zrealizowane i chęci na zrobienie czegoś pożytecznego nadal są...gorzej z realizacją:D:D:D no, ale cóż...hehehe!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz