poniedziałek, 25 stycznia 2010

...Bosh...pech, pech, pech...grrrr...;/;/;/;

ehhhh....nie pisałam zaledwie kilka dni, a mam naprwdę duże zaległości. Był pech, teraz zaczyna się jakoś układać, a już niedługo do domu..:( no cóż...zacznijmy od początku...:) chociaż w sumie początek juz znacie...profesor robiący egzamin i informujący nas o tym tydzień przed...cd.

Pewnego dnia dostałam od Marteczki(:*) niepokojącą wiadomość, że nasze dokumenty przyślą dopiero w lipcu, a to za późno, żeby się bronić, zdawać na magistra(w moim przypadku) i odebrać dyplom ukończenia studiów (w przypadku moim i dziewczyn). No to się zdenerwowałyśmy, ale że informację przekazała nam Beata, postanowiłam nie przejmować się za bardzo i napisałam do naszej pani prodziekan. hmm...jak się okazało, niestety, Beata miała rację. Mianowicie nasza pani prodziekan odpisała, że bez wszytskich niezbędnych dokumentów z Hiszpanii, nie ma opcji, żebyśmy się broniły...;/ jednak w drugim mailu zaznaczyła, że pomoże nam jak tylko będzie mogła, a my też mamy zrobić wszystko co możemy, aby te dokumenty przyszły na czas i jakoś to będzie. No w tej kwestii nie pozostaje nam nic innego jak tylko iść, błagać, prosić, a w najgorszym przypadku płakać i grozić..hehehe:D Postanowiłyśmy, że musimy mieć te dokumenty i koniec!:) OBY się udało, bo nie chciałabym robić sobie rocznej przerwy w studiach. Pozostaje wiara, której mamy niemało:)

Co do pecha to było kilka rzeczy, w które po prostu nie mogłam uwierzyć się, że się dzieją.

Po pierwsze w zeszły weekend nie miałam ciepłej wody, ani ogrzewania;/;/;/;/ z piątku na sobotę spałam u Aśki i Marty, więc luzik, ale w sobotę i w niedzielę już musiałam kąpać się w zimnej wodzie czego nienawidzę z całego serca!!!!!!;/ ogrzewanie jakoś przeżyłam, bo nie było tak straszliwie zimno, ale woda....;/ na szczęcie w poniedziałek już była...odetchnęliśmy z ulgą! jak to niewiele człowiekowi do szczęścia potrzeba:D

Pech nr. 2...mianowicie okazało się, że pociąg, o którym myślałam cały czas, że pojadę nim do Barcelony został odwołany!;/ myślałam, że padnę jak to zobaczyłam! teraz będę musiała 13 godzin przesiedzieć w Barcelonie na lotnisku w oczekiwaniu na lot do Berlina! nie wiem jak ja to zrobię, ale...no jakoś trzeba! Żyję nadzieją, że znajdę tam gnizadko do ładowania mojego laptopa i spędzę wieczór...hmmm...całą noc z "Dr. Housem"! no bo co innego będę miała robić? ehhhh...dłuuuuga podróż do domku mnie czeka!

Pech nr. 3...w poniedziałek, nie dość, że musiałam wstać o świcie i jechać na zajęcia, to jeszcze rano moja żarówka odmówiła całkowitego posłuszeństwa. o 7 rano chciałam zapalić światło, a ona po prostu pękła! myślałam, że się popłacze!!!!;/ rozprysnęła się po połowie mojego pokoju, więc nie dość, że musiałam ubierać się po ciemku, to jeszcze sprzątać musiałam, a później nieźle się namęczyłam, żeby ją wymienić;/;/;/ ale udało się...mina dumna..;p

aaaaaaaaaaaaa...zapomniałabym o najważniejszym!!!! zabrakły mi DWA punkty, żeby zdać jeden z egzaminów i okazało się, że prezentacja nad którą siedziałam cały zeszły weekend nie jest taka jaką sobie zażyczył pan profesor;/ myślałam, że wyjdę z siebie!!!!! przysięgam! to był mój pierwszy i najprawdopodobniej jedyny i ostatni raz na Erasmusie, gdzie myślałam, że wyjdę z siebie ze złości;/ no, ale napisałyśmy do niego konkretnego maila( zaraz po otrzymaniu wyników...tak, tak to ten profesor od egzaminu!) i we wtorek idziemy na rozmowę. Vamos a ver (zobaczymy...), ale mamy nadzieję, że nam zaliczy...! tzn. wiemy na bank! że w końcu nam zaliczy tylko pytanie brzmi "Po co nas tak strasznie wkurza?????" Bo to profesor, który sam nie wie czego od nas chce, co chwilę zmienia zdanie, a ja np. tego nie cierpię!!!! Ehhhh....

A no...i Marteczka kupiła sobie torbę, na którą już dawno polowałyśmy. Z 9 euro przecenili na 3...byłam załamana jak to zobaczyłam, bo ona wzięła ostatnią, ale dziś miałąm okazję kupić taką samą, jednak stwerdziłam, że nie mam do czego jej nosić i dałam sobie spokój:)

no...to idę na domowe good bye party Beaty i Maji:(:(:(:( nie mam dziś sił na imprezę...ale jutrooooo...:D:D:D owszem, owszem..:)

aaaaaa...jutro też napiszę o tym, że pech powoli ode mnie odchodzi ( dzięki Bogu)!:)

kisssssssseeeeeeesssssss...:):*:*:*:*

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz