ehhh...obiecałam napisać wczoraj, ale tak jakoś mi zeszło na robieniu niczego, że się nie wyrobiłam...hehe:D dziś relacja z opuszczającego mnie pecha...zaczynamy!:D
Sooooooo....31.01.2010...bez komentarza! dokładnie, ze szczegółami pamiętam 31.12.2009!!!! nie wiem gdzie są te dni! no po prostu nie mam najmniejszego pojęcia:( od dziś zostały mi 3 tygodnie do wyjazdu...ehhh...ale nie mówmy o tym...;p
Powróćmy do pecha...więc! woda i ogrzewanie wróciły już w poniedziałek, więc nie było źle:) jakoś przecierpieliśmy, ale ulga była niesamowita, gdy David, myjąc swoje naczynia sprzed 2 tygodni wypowiedział słowa "Jest ciepła woda!". aaaa...co do mycia naczyń...to pudełka wielorazowego użytku stały brudne 2 tygodnie, więc jak bałaganiarz wziął się za mycie to myślałam, że je umyje. A on, żeby się czasami nie przemęczyć, po prostu je wyrzucił!!!:D Myślałam, że padnę jak to zobaczyłam! Weszłam do kuchni, spojrzałam i zaczęliśmy się śmiać! LENISTWO I BAŁAGANIARSTWO TO DWIE CECHY HISZPANÓW!!!! no, ale nic...kuchnia wróciła do normalnego wyglądu po 2 tygodniach!:p
W czwartek zrobiłyśmy pięknie projekt z Andreeą! po środowej imprezie, dzięki której powrócił mój dobry humor, umówiłyśmy się o 13 na robienie projektu, z myślą, że skończymy go za dnia i będzie spokój. no tak...o 13 to ja byłam u niej, ale projekt skończyłyśmy o 3 nad ranem!;/ i to nie dlatego, że wymagało to tyle czasu, ale dlatego, że plotki, robienie pysznych pączków, a później towarzystw Merve były dla nas ważniejsze:D;p Tak naprawdę zabrałyśmy się do tego ok. 20 no i tak nam do 3 zleciało! ale projekt skończony, zrobiony, zamknięty na ostatnii guzik!!!:D:D:D jupiiii..!!!
W czwartek również dowiedziałam się, że zdałam egzam z tego niepotrzebnego do niczego przedmiotu..:D 13 dopowiedzi na 20 dobrze:D no jesteśmy z siebie naprawdę dumne!!!:D jeszcze jutro jedziemy przedstawiać nasze zadania, które robiłyśmy, a tak właściwie które zrobiły nasz kochane Hiszpanki- Laura i Lara, no i kolejny przedmiot zaliczony!
Od środowej imprezy mój humor uległ dużemu polepszeniu! Spotkałam się z moimi kochanym ludkami, byliśmy na imprezie, bawiliśmy się do rana! tego potrzebowałam!:) odstersowania się, pośmiana się z nimi i myślenia o czyś innym, a nie o nauce! byliśmy, jak zwykle w środę w Geographic-u na Orzanie, bo tam robią erasmusowe party! oczywiście już pod koniec nie było sie gdzie ruszyć, ale bardzo fajnie się bawiłam!:)
Czwartek już wiecie! projekt i nocka u Andreei...no właśnie...a a propo tego tematu. To uwielbaim Erasmusa za to, ze mogę robić, co chcę, gdzie chcę, kiedy chcę...i nikomu nie muszę się tłumaczyć! zostałam u Andreei na noc, co było kompletnym spontanem i nie musiałam wysłać żadnego sms, nie miałam pytań "dlaczego? po co?" itp. ehhh..jak to dobrze:)
No w piętek to była latanina! Wybrałyśmy się z dziewczynkami na zakupy! uffff....jak dobrze, że tym razem nic na mnie nie pasowało;p Byłam tylko, albo aż, doradcą:) i bardzo mnie ta rola satysfakcjonowała zwłaszcza, że nie straciłam ani jednego euro:) Po zakupach miałam robić moje kokosowe kuleczki w czekoladzie, ale że wróciłyśmy bardzo późno, to zdecydowałyśmy się na tapas. "Platino", 1,4 euro, piersi z kurczaka plus ziemniaczki smażone i byłyśmy w niebie:) bez gotowania, czekania, w pełni usatysfakcjonowane:) skończyłam ten dzień ok 2.30 w nocy gdyż jeszcze o 24 wybrałam się do Maji i Beaty na imprezkę pożegnalną( wyjeżdżają w piątek:(!!!). Było duuuużo ludzi i pyszna Sangria...niczego nam więcej nie było trzeba!:) czas spędzony, jak zwykle bardzo fajnie! Później chcieli mnie na imprezę wyciągnąć, ale naprawdę nie miałam siły! Byłam w pełni usatysfakcjonowana czasem spędzonym w mieszkaniu dziewczyn!
A wczoraj...pobudka była o 13.00!!!! później próba zrobienia projektu, a której nic nie wyszło, no i później imprezka:D Wcześniej, przed przyjściem gości, zrobiłam obiecane kuleczki...ehhhh....MNIAM!!!! zjedzone wszystkie...a ja jak zwykle byłam z siebie mega dumna..hehe:D ok 1.30 wyruszyliśmy na miasto. Andreea, Merve, Alina, Serkan, Sezgin i ja:) pogoda była nie za bardzo, ale daliśmy radę. Pierwsze kroki do "Agua" - ale ludzi nie za dużo, muzyka nie za fajna, więc poszliśmy do "Tandemu"...no i to był dobry wybór!!!:D Dużo, ale nie za dużo ludzi, muzyka jak najbardziej nam odpowiadająca, więc zabawiliśmy tam do 4 rano:D Póżniej jeszcze raz spróbowaliśmy do "Agua", ale tym razem nie mieli dla nas miejsca:) więc poszliśmy zobaczyć ocean, to 2 kroki, a gdy zaczęło padać wróciliśmy do domku. ok 5.30 poszłam spać, bardzo zadowolona z przebiegu ostatnich dni:)
Więc jak widzicie pech gdzie sobie poszedł...i oby już nie wrócił. We wtorek idziemy rozmawiać z zakręconym i wkurzającym nas profesorem, w piątek przedostatni egzamin...no i jakoś to leci:)
Zaraz wybieram się do kościółka....:)
aaaaaaaaa....w czwartek będą u Andreei usłyszałam, że bardzo dobrze mówię po castellano (nasz hiszpański) oczywiście, nie do końca w to wierzę, ale miło takie coś usłyszeć!:) autorem komplementu była Veronika - współlokatorka Andreei:) koniec i kropka...
besos:*:*:*
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz