Co do poprzedniego posta to miałam wyjaśnić kilka spraw, więc wyjaśniam!
1) orejas...słodycze w kształcie uszu, z czego wywodzi się nazwa (orejo- ucho). Naprawdę typowe dla Hiszpanii, bo nawet nie potrafię opisać co to za ciasto. Ni to francuskie, ni to takie jak na faworki...nie wiem! no, ale w każdym razie jakoś tam szału smakowego nie ma!;p 1 Euro kosztowało mnie spróbownie kolejnej hiszpańskiej tradycji:)
2) fijoas...również typowe dla Hiszpanii, ale tego już nie spróbowałam! Widziałam i wyglądały jak nasze polskie naleśniki, więc doszłam do wniosku, że nic specjalnego to to nie będzie.
3) karnawał...ehhh...w Hiszpanii naprawdę widać, że to karnawał!:D:D na ulicach mnóstwo poprzebieranych ludzi, ale o tym już pisałam. Co do wtorku-ostatniego dnia karnawału. Oprócz tego, że ok. godzi 19:30 dostawałam białej gorączki, gdyż nie mogliśmy się zgrać, to później było naprawdę fajnie:) Parada...hmmm...myślałam, że po prostu grupa ludzi przejdzie przez ulicę i na tym się skończy..ale nie!!!:) pozytywnie się zaskoczyłam! Mianowicie w parku, w centrum miasta została postawiona scena, na którj, oprócz śpiewów od czasu do czasu, odbyłam się konkurs na najlepsze przebrani w różnych kategoriach! Chętnych na nagrodę było naprawdę mnóstwo od dzieci, po starszych ludzi! niesamowite!!!!:) a my chodziliśmy i robiliśmy sobie zdjęcia z przebierańcami:) było naprawdę fajnie! Nawet Alina została porwana do tańca z rycerzem na środku ulicy..:) a parada wyglądała tak, że grupki poprzebieranych ludzi(czarownice, czarodzieje, pielęgniarki, policjanci, itp), z całym swym sprzętem różnorakim przechodziły się po ulicach tańcząc, śpiewając, śmiejąc się i ogólnie robiąc mnóstwo hałasu...:) baaaardzo fajnie!:) naprawdę poczuć można było, że to karnawał!:)
Ok. 22 zebraliśmy się do domku, bo naprawdę było zimna, a Sezgin, Serkan i Baris w swoich letnich kurteczka juz prawie byli zamarznięci;/ moje rękawiczki troszkę ich poratowowały, ale i tak zamarzali!
Chcieli mnie naciągnąć na zrobienie im czegoś do jedzenia, ale w końcu wyszło tak, że to oni przygotowali dla mnie jedzonko..hehe..:) poszliśmy do Open cor'a (otwartego każdego dnia) kupili chleb, bo bez tego nie potrafia jeść i pospacerowaliśmy do mieszkania Serkana - pierwszy raz tam byłam:)
Sezgin nawet się z kurtki nie rozebrał i już usiadł do jakiegoś wypasionego play station i zaczął grać w nogę, a chłopcy dzielnie gotowali:) po pół godzinie na stole znalazł sie pyszny makaron z warzywami:) mniam, mnim...niby nic, a jednak! na Erasmusie z odpowiednimi ludźmi wszytsko smakuje wyśmienicie:)
no i tak nam zleciało do ok. 1:oo w nocy:) siedzieliśmy gadaliśmy, graliśmy w nogę! szczerze powiedziawszy to oni grali a ja byłam uczniem i kibicem! Naturalnie nie omieszkałam spróbować swoich sił, jak się okazało marnych-tak jak przypuszczałam zresztą:);p ale Baris dzielnie próbował mi wyjaśnić do czego służą dane przyciski i ile jest rodzajów podań..:) było śmiesznie i, jak zwykle z nimi, bardzo miło!
Wczoraj cały dzień spędziłam z Asią i Martą, dla której ten dzień był tutaj ostatnim:( najpierw uczelnia, załatwianie reszty dokumentów (oczywiście tych najważniejszych nie mamy, gdyż przyślą nam dopiero w marcu;/;/;/!), później biblioteka i książki oraz artykuły na licencjat (poszukiwania zakończone sukcesem), zdjęcia przy drzewie cytrynowym i kiwi..:D no i pożegnaliśmy się z uniwersytetem! Spacerkiem (ponad godzinę, w ramach oszczędności) wróciliśmy do domku! Niestety przyszło nam się toczyć, aż na drugi koniec A, La Corunii, gdyż tam właśnie mieszkają dziewczyny, a ustaliliśmy, że obiadek u nich!:)
Opłacało się...makaron z sosem pomiedorowym, cebulką, pomidorem oraz żółtym serem wyszedł pierwszorzędnie:) Cały czas zastanawialiśmy się co zrobić i Martą, jej bagażem i kwestią dostania się na autobus! Miała spać u mnie, później miała tylko dostaryczyć do mnie bagaże i spać u siebie, a na końcu wyszło tak, że razem z bagażami została u siebie:)
AAAAAAAAAAAAAAAAAAAA...mega ważna kwestia wczorajszego dnia!!!!! bowiem....ZDAŁYŚMY egzamim u Ricardo! a ja nawet na 4...:D:D:D nasza radość była nie do opisania! Ten egzam był najgorszym, najgłupszym i najbardziej stresującym, ale gdy wczoraj zobaczyłam wyniki cały kamień spadł mi z serca!!!!!:D:D:D:D fakt faktem nie mam jeszcze 2 wyników, ale zdane jest na 99 proc., więc tym już się nie martwię:) ufffffffffff...:):):):) ulgę czuję do dziś...lalalala...hahahaha..:D:D:D I PO SESJI!!!!!!!
Dziś pobudka po 8, spacerek do hotelu (nh Atlantico) spod którego Marta odjeżdżała do Santiago na lotnisko, póżniej śniadanie z Asią, no a teraz ściemniam!:)
Tak w sumie to powiennam sie zabrać za przeglądanie wypozyczonych ksiżek, ale jakoś nie mam nastroju..;p pewnie za 2 godzinki znowu wleci Asia z kupionymi dla mnie ciasteczkami, a ok. 20 idę do chłopaków zrobić obiecany borek:) czyli zapowiada się symaptyczny wieczór:)
offfffff...od jutra zaczynam pakowanie...aleeeee wciąż mam cały dzień, więc...;p
aha....podobno słowo borek odmienia się: kto? czego? borekA, a nie boreku...hehe:) przepraszam za błędy w ostatnim poście, Karolino dziękuję za uświadomienie mnie..:)
no, to idę...zrobić coś do jedzenia i obejrzeć kolejny odcinek najlepszego z najlepszych polskich seriali komediowych "39 i pół" a licencjat??? może trosinkę później?:P