<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-8267270800328840685</id><updated>2011-07-30T23:10:31.442-07:00</updated><title type='text'>Erasmus hiszpański A Coruna</title><subtitle type='html'></subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://erasmushiszpanski.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8267270800328840685/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://erasmushiszpanski.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><author><name>Anka Muszyńska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11645509299983834540</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://1.bp.blogspot.com/_-wnWrbwB0HA/S0Z01k36HaI/AAAAAAAAAAs/IZZmv8X9jhM/S220/SDC17268.JPG'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>28</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8267270800328840685.post-8249237360440644177</id><published>2010-03-01T05:51:00.000-08:00</published><updated>2010-03-01T07:58:28.294-08:00</updated><title type='text'>...Polska, Polonia, Poland...</title><content type='html'>&lt;p&gt;...ehhhh...tydzień temu ryczałam na stacji autobusów, gdyż były to moje ostatnie chwile z NIMI!!!!:(&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Minęło 6 dni od kiedy jestem w domu...i nie ma dnia, ani nawet godziny, żebym nie pomyślała "ciekawe co teraz robią w Corunii?":) ehhh...tak bardzo chciałabym tam wrócić! W Spaniiii życie po prostu się toczyło, nie musiałam zastanawiać się nad tym, gdzie powinnam iść, co powinnam zrobić, sprzątałam kiedy chciałam, jadłam kiedy chciałam, żyłam jak chciałam...teraz? Reguły, muszę to, muszę tamto, wypada to, nie wypada tamto, a co inni powiedzą...i to BEZNADZIEJNE I DOPROWADZAJĄCE do szału "no muisz się przyzwyczaić!" tam było taaaaaaaaaaaak fajnie...!!!&lt;/p&gt;&lt;p&gt;no, ale moja podróż powrotna była ciekawa i udowadniająca mi, że mogę zrobić wszytsko i znieść wiele, więc troszkę opowiem!&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Pakowanie...zaczęłam w sobotę z pomocą Bożą i Dominiczkową jakoś poszło!:) matko co ja bym tam zrobiła bez Domi to nie wiem! na serio! ona była moją jedyną nadzieję na spakowanie walizki...:) w poniedziałek przed wyjściem z domu obstawiali ile będzie ważyła...nikt nie zgadł...jak włożyliśmy ją na wagę na stacji autobusów okazało się, że 12 kg nadbagażu...;o;o;o;o;o;o myślałam, żę padnę tam trupem! ale coś tam powyciągałam i pojechałam z nadbagażem ok 29 kg...cóż...miałam 17 godzin na zastanowienie się co wyciągnąć na lotnisku..;p&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Podróż autobusem to była decyzja the best!!!! ryczałam, spała, słuchałam muzyki...i tak w kółko! minęło bardzo szybko!&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Wysiadłam na Barcelona Sants z rozwaloną( już w Corunii urwała się rączka do noszenia i do trzymania, gdy się ciągnie) walizką, dwoma reklamówkami, laptopem i mega ciężkim bagażem podręcznym! O dziwo wysiadłam z autobusu o 7:05 i na mojej twarzy zagościł uśmiech! Byłam w moim magicznym, ukochanym mieście Barcelonie!!!!!:D:D:D&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Przedostałam się na Sants, które było bliziutko, kupiłam bilet na bezpośredni pociąg ( 3 euro), przedostałam się przez kilkadzisiąt schodów (dzięki temu kto wymyślił ruchome schody!), wsiadłam do pociągu i po jakiś 15 min wysiadłam na lotnisku! było ciężko z tym wszystkim, ale dałam radę! Choć w pewnym momencie już nie miałam sił!!! myślałam, że usiądę i zacznę ryczeć, gdy okazało się , że mój terminal jest na samiutkim końcu..:(:(:( Jakiś przystojny facet chyba zauważył, że ledwo żyje i zaproponował pomoc! dzięki mu wielkie, bo przeszedł ze mną 2 terminale, a żeby dostać się na 3 wzięłam już wózek, którego wcześniej nie znalazłam...;/ i przedostałam się tam gdzie być powinnam:) no to zaczęło sie przepakowywanie: co założe na siebie, co do podręcznego, a co można wyrzucić...jak już upchnęłam wszystko i poszłam nadać walizkę okazało się, że wciaż mam 6 kg nadbagażu. Wzięłam ją, coś tam wyrzuciłam...i ostatecznie zostałam odprawiona z 5, 5 kg nadbagażu..;p tak, tak wiem...mój fuks ponownie o sobie przypomniał.&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Póź niej odprawa, rozbieranie się ze wszystkiego co na sobie miałam, a było tego dużo:D, wyciąganie laptopa, itp. no i obeszło się bez problemów.:) ostanie drzwi...modliłam się, aby pozwolili mi przejść z laptopem osobno, a nie, jak być powinno w bagażu podręcznym! Moje modlitwy zostały wysłuchane! Bez problemów zostałam wpuszczona na pokład spóźnionego samolotu! EASY JET THE BEST!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!:D:D:D:D&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Potem był lot, ok. 2 godz i wylądowałam w Berlinie, gdzie czekało na mnie bardzo miłe powitanie!!!!!:D&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Wieczorem zawitałam do domku...mama przywitała mnie płaczem radości, a reszta mocno wyściskała:) Po rozdaniu prezentów, które na szczęście bardzo sie podobały zasiedliśmy do uroczystej kolacji..hehe:) i były tulipanki na powitanie..:)&lt;/p&gt;&lt;p&gt;No i od środy rana biegam...non stop...Poznań, uczelnia, spotkania, odwiedziny, maile, oczekiwanie na wyniki z Hiszpanii...i tęsknota!!!!!! bardzo duża tęsknota za tym, co zostawiłam w A Corunii!&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Za 5 miesiącami pełnymi wrażeń, wyzwań, sprawdzania siebie, pełnymi przecudownych znajomych, imprez, spotkań...za życiem, które odpowiadało mi w każdym, nawet najmniejszym szczególe...ehhhh...!!!!!!!!!!&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Dzięki wszystkim za wszystko..:*:*:*&lt;/p&gt;&lt;p&gt;A teraz? Nowe wyzwania, licencjat do napisania, praca do poszukania...itp....ale...mam nadzieję będzie ok..:) tzn. wiem, że będzie...musi...:) w końcu jakoś inni przeżyli po Erasmusie nie?:) dobra...idę pokazywać zdjęcia po raz, nie wiem który!:)&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8267270800328840685-8249237360440644177?l=erasmushiszpanski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://erasmushiszpanski.blogspot.com/feeds/8249237360440644177/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://erasmushiszpanski.blogspot.com/2010/03/polska-polonia-poland.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8267270800328840685/posts/default/8249237360440644177'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8267270800328840685/posts/default/8249237360440644177'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://erasmushiszpanski.blogspot.com/2010/03/polska-polonia-poland.html' title='...Polska, Polonia, Poland...'/><author><name>Anka Muszyńska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11645509299983834540</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://1.bp.blogspot.com/_-wnWrbwB0HA/S0Z01k36HaI/AAAAAAAAAAs/IZZmv8X9jhM/S220/SDC17268.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8267270800328840685.post-2405272645840475946</id><published>2010-02-18T04:39:00.000-08:00</published><updated>2010-02-18T05:28:58.423-08:00</updated><title type='text'>...karnawał, egzaminy...i zbliżający się koniec....</title><content type='html'>&lt;p&gt;Co do poprzedniego posta to miałam wyjaśnić kilka spraw, więc wyjaśniam!&lt;/p&gt;&lt;p&gt;1) orejas...słodycze w kształcie uszu, z czego wywodzi się nazwa (orejo- ucho). Naprawdę typowe dla Hiszpanii, bo nawet nie potrafię opisać co to za ciasto. Ni to francuskie, ni to takie jak na faworki...nie wiem! no, ale w każdym razie jakoś tam szału smakowego nie ma!;p 1 Euro kosztowało mnie spróbownie kolejnej hiszpańskiej tradycji:)&lt;/p&gt;&lt;p&gt;2) fijoas...również typowe dla Hiszpanii, ale tego już nie spróbowałam! Widziałam i wyglądały jak nasze polskie naleśniki, więc doszłam do wniosku, że nic specjalnego to to nie będzie.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;3) karnawał...ehhh...w Hiszpanii naprawdę widać, że to karnawał!:D:D na ulicach mnóstwo poprzebieranych ludzi, ale o tym już pisałam. Co do wtorku-ostatniego dnia karnawału. Oprócz tego, że ok. godzi 19:30 dostawałam białej gorączki, gdyż nie mogliśmy się zgrać, to później było naprawdę fajnie:) Parada...hmmm...myślałam, że po prostu grupa ludzi przejdzie przez ulicę i na tym się skończy..ale nie!!!:) pozytywnie się zaskoczyłam! Mianowicie w parku, w centrum miasta została postawiona scena, na którj, oprócz śpiewów od czasu do czasu, odbyłam się konkurs na najlepsze przebrani w różnych kategoriach! Chętnych na nagrodę było naprawdę mnóstwo od dzieci, po starszych ludzi! niesamowite!!!!:) a my chodziliśmy i robiliśmy sobie zdjęcia z przebierańcami:) było naprawdę fajnie! Nawet Alina została porwana do tańca z rycerzem na środku ulicy..:) a parada wyglądała tak, że grupki poprzebieranych ludzi(czarownice, czarodzieje, pielęgniarki, policjanci, itp), z całym swym sprzętem różnorakim przechodziły się po ulicach tańcząc, śpiewając, śmiejąc się i ogólnie robiąc mnóstwo hałasu...:) baaaardzo fajnie!:) naprawdę poczuć można było, że to karnawał!:)&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Ok. 22 zebraliśmy się do domku, bo naprawdę było zimna, a Sezgin, Serkan i Baris w swoich letnich kurteczka juz prawie byli zamarznięci;/ moje rękawiczki troszkę ich poratowowały, ale i tak zamarzali! &lt;/p&gt;&lt;p&gt;Chcieli mnie naciągnąć na zrobienie im czegoś do jedzenia, ale w końcu wyszło tak, że to oni przygotowali dla mnie jedzonko..hehe..:) poszliśmy do Open cor'a (otwartego każdego dnia) kupili chleb, bo bez tego nie potrafia jeść i pospacerowaliśmy do mieszkania Serkana - pierwszy raz tam byłam:)&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Sezgin nawet się z kurtki nie rozebrał i już usiadł do jakiegoś wypasionego play station i zaczął grać w nogę, a chłopcy dzielnie gotowali:) po pół godzinie na stole znalazł sie pyszny makaron z warzywami:) mniam, mnim...niby nic, a jednak! na Erasmusie z odpowiednimi ludźmi wszytsko smakuje wyśmienicie:)&lt;/p&gt;&lt;p&gt;no i tak nam zleciało do ok. 1:oo w nocy:) siedzieliśmy gadaliśmy, graliśmy w nogę! szczerze powiedziawszy to oni grali a ja byłam uczniem i kibicem! Naturalnie nie omieszkałam spróbować swoich sił, jak się okazało marnych-tak jak przypuszczałam zresztą:);p ale Baris dzielnie próbował mi wyjaśnić do czego służą dane przyciski i ile jest rodzajów podań..:) było śmiesznie i, jak zwykle z nimi, bardzo miło!&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Wczoraj cały dzień spędziłam z Asią i Martą, dla której ten dzień był tutaj ostatnim:( najpierw uczelnia, załatwianie reszty dokumentów (oczywiście tych najważniejszych nie mamy, gdyż przyślą nam dopiero w marcu;/;/;/!), później biblioteka i książki oraz artykuły na licencjat (poszukiwania zakończone sukcesem), zdjęcia przy drzewie cytrynowym i kiwi..:D no i pożegnaliśmy się z uniwersytetem! Spacerkiem (ponad godzinę, w ramach oszczędności) wróciliśmy do domku! Niestety przyszło nam się toczyć, aż na drugi koniec A, La Corunii, gdyż tam właśnie mieszkają dziewczyny, a ustaliliśmy, że obiadek u nich!:)&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Opłacało się...makaron z sosem pomiedorowym, cebulką, pomidorem oraz żółtym serem wyszedł pierwszorzędnie:) Cały czas zastanawialiśmy się co zrobić i Martą, jej bagażem i kwestią dostania się na autobus! Miała spać u mnie, później miała tylko dostaryczyć do mnie bagaże i spać u siebie, a na końcu wyszło tak, że razem z bagażami została u siebie:)&lt;/p&gt;&lt;p&gt;AAAAAAAAAAAAAAAAAAAA...mega ważna kwestia wczorajszego dnia!!!!! bowiem....ZDAŁYŚMY egzamim u Ricardo! a ja nawet na 4...:D:D:D nasza radość była nie do opisania! Ten egzam był najgorszym, najgłupszym i najbardziej stresującym, ale gdy wczoraj zobaczyłam wyniki cały kamień spadł mi z serca!!!!!:D:D:D:D fakt faktem nie mam jeszcze 2 wyników, ale zdane jest na 99 proc., więc tym już się nie martwię:) ufffffffffff...:):):):) ulgę czuję do dziś...lalalala...hahahaha..:D:D:D I PO SESJI!!!!!!!&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Dziś pobudka po 8, spacerek do hotelu (nh Atlantico) spod którego Marta odjeżdżała do Santiago na lotnisko, póżniej śniadanie z Asią, no a teraz ściemniam!:)&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Tak w sumie to powiennam sie zabrać za przeglądanie wypozyczonych ksiżek, ale jakoś nie mam nastroju..;p pewnie za 2 godzinki znowu wleci Asia z kupionymi dla mnie ciasteczkami, a ok. 20 idę do chłopaków zrobić obiecany borek:) czyli zapowiada się symaptyczny wieczór:)&lt;/p&gt;&lt;p&gt;offfffff...od jutra zaczynam pakowanie...aleeeee wciąż mam cały dzień, więc...;p&lt;/p&gt;&lt;p&gt;aha....podobno słowo borek odmienia się: kto? czego? borekA, a nie boreku...hehe:) przepraszam za błędy w ostatnim poście, Karolino dziękuję za uświadomienie mnie..:)&lt;/p&gt;&lt;p&gt;no, to idę...zrobić coś do jedzenia i obejrzeć kolejny odcinek najlepszego z najlepszych polskich seriali komediowych "39 i pół" a licencjat??? może trosinkę później?:P &lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8267270800328840685-2405272645840475946?l=erasmushiszpanski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://erasmushiszpanski.blogspot.com/feeds/2405272645840475946/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://erasmushiszpanski.blogspot.com/2010/02/karnawa-egzaminyi-zblizajacy-sie-koniec.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8267270800328840685/posts/default/2405272645840475946'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8267270800328840685/posts/default/2405272645840475946'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://erasmushiszpanski.blogspot.com/2010/02/karnawa-egzaminyi-zblizajacy-sie-koniec.html' title='...karnawał, egzaminy...i zbliżający się koniec....'/><author><name>Anka Muszyńska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11645509299983834540</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://1.bp.blogspot.com/_-wnWrbwB0HA/S0Z01k36HaI/AAAAAAAAAAs/IZZmv8X9jhM/S220/SDC17268.JPG'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8267270800328840685.post-554261018683781611</id><published>2010-02-15T07:36:00.000-08:00</published><updated>2010-02-15T09:31:03.836-08:00</updated><title type='text'>...postowy misz masz..:)</title><content type='html'>&lt;p&gt;ehhh....od czego by tu zacząć...???? nie pisałam tylko 5 dni, a duuużo się tego uzbierało! no, ale...&lt;/p&gt;&lt;p&gt;czwartkowy egzamin napisany...poszło nawet gładko, ale wyniki dopiero za tydz...bądź też 2...;/ nie rozumiem jaki problem mają niektórzy profesorowie, żeby sprawdzić egzamin 4 Erasmusom ! Chciałybyśmy jechać do domu znając wszystkie wyniki! ale co zrobisz...Hiszpanie nigdzie się nie śpieszą (hmm...widziałam tu może 4!!!!! biegnących ludzi, którzy wyglądali na takich co się śpieszą!), ale niestety, nie w każdym przypadku jest to pozytywna cecha! no cóż, na 90 procent zdałyśmy ten egzam, więc nie przejmujemy się za bardzo:)&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Gorzej z piątkowym z Ricardo! troszkę nam pomógł, ale nie mamy pojęcia czy nam w końcu to zaliczy czy nie!!!!!;/ z tym jego fałszywym uśmiechem nigdy nie wiadomo!!!;/ jeszcze po egzaminie i prezentacjach zaproponował nam lampkę wina, na uczczenie naszej współpracy! Myślałam, że tam padnę! Nie cierpie fałszywych ludzi! Chcę tylko, żeby nam to zaliczył i nigdy więcej go nie spotkać w moim życiu!!! Czy to tak wiele????;p no zobaczymy...wyniki w środę!&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Piątek...ehhhhh...smutny piątek:(:(:(:( pożegnanie Andreei:( zrobiliśmy dla niej party, ale jej nie było! miała do załatwienia 10101918 spraw, jak to przed wyjazdem i nie zdążyła na własną impreze pożegnalną!;/ a zrobiłam, specjanlnie dla niej borek(tureckie jedzonko) oraz moje ciasto z jabłkami! Tzn. Borek był w moim wykonaniu, przy pomocy Marty, a ciasto, z maminego przepisu, tym razem, wykonała Dominiczka!:) wszystko było przepyszne!!!! Borek znikał w mega pośpiechu! a ciasto zostało zjedzone zanim zdążyło ostygnąć:) ledwo co odłożyłam 4 kawałki dla Andreei i 2 sztuki boreku, również dla niej! znowu potwierdziłam moje zdolności kucharskie..hehe:) aaaaaa...do tego wszytskiego Tomek zrobil makaron z sosem pomidorowym, równie dobry..:):):)&lt;/p&gt;&lt;p&gt;no więc po imprezce i zjedzeniu wszystkiego co było do zjedzenia była misja płaża. Bowiem nasz zakochany Turek (czyt.Serkan) postanowił zrobić na plaży prezent dla swojej wybranki, która 13.02 obchodziła urodziny. Zebrało się troszkę ludu (Andreea, która wróciła z Santiago, Domi, Alina, Turcos, którzy pomagali przy prezencie no i sama zainteresowan z przyjaciółką), były prezenty, sto lat, szampan, tort...co tylko dusza zapragnie! Muszę przyznać, że chłopak się postarał i nie omieszkam pokazać mojemu przyszłemy facetowi zdjęć z tej okoliczności, w celu wiadomo jakim..hehe:P I wcale nie chcę tylu prezentów itp. chcę romantycznie!:) no niespodzianka się udała, więc my z Andreea, która musiała się przebrać na imprezę i Domi, która wróciła do domku, gdyż za kilka godzin leciała do Rzymu(ehhh...) poszłyśmy do mojego mieszkanka, a reszta dalej świętować urodziny!:)&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Spotkaliśmy się po 2:00 i udaliśmy do naszego ulubionego klubu "Tandem". Później zaliczyliśmy jeszcze "Ague" i "Garivaldi"...ok 5:30 zebraliśmy się do domku...za godz. Andreea miała autobus!&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Towarzyszyli nam oczywiście Serkan, Sezgin i Baris:) każdy dostał po kawałku ciasta, które miało być przeznaczone dla Andreei, ale oczywiście chłopcom też się coś należało! zjedli, każdy, po pół boreku, bo nie mogli nie spróbować..;p a Andreea zażyczyła sobie dodatkowo, po raz ostatni:(, płatki z jogurtem - jeden z naszych ulubionych posiłków:) najedzona i wykąpana ruszyła, a my razem z nią, na parking, gdzie czekał na nią bus. Oj..ile było łez!!! nie mogłam uwierzyć w to, że ona wyjeżdża na zawsze! tzn. mamy zamiar się zobaczyć, ale...to już nie to samo!!!! ehhhhh....było mi bardzo, ale to bardzo, bardzo smutno!!!!!!!!!!!!!!!:(:(:(:(:(:(:( poszłam spać płacząc ok 8.30 rano.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Soboty praktycznie nie miałam..wstałam ok 17. poszłam na zakupy...i resztę wieczoru spędziłam przed komputerem! płacząc, myśląc, oglądając zdjęcia, filmy itp.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Wczoraj...Walentynki:) ehhh...śmiałam się, że będę siedziała i płakała nad swoją samotnością, ale nawet nie miałam czasu nad tym pomyśleć..:) wstałam ok.15 (bez komentarza) zjadłam śniadanie i postanowiłam pospacerować blisko oceanu:) jak się okazało Baris miał wszytskie moje karty pamięci do aparatu, a bez zdjęć nie może być, więc najpierw wybrałam sie do chłopaków. Zeszło mi jakieś 1,5 godziny. Akurat przygotowywali sobie śniadanie (było ok. 17;p) i czekali na Serkana, bo to on był w posiadaniu moich kart. Przylazł i jak się okazało chcieli iść ze mną. Jeszcze wtedy nie wiedziałam, że mieli w tym jakiś cel...;p &lt;/p&gt;&lt;p&gt;Poczekałam łaskawie az zjedzą śniadanko, wypiłam herbatkę...i ruszyliśmy:) Serkan, Sezgin i ja...Barisa zatrzymały sprawy imieniem Maja..;p jak się okazało Serkan chciał zrobić prezent na Walentynki i potrzebował miejsca, w którym może wywołać zdjęcie! no chyba nie muszę mówić, że w niedzielę było to niemożliwe!!!!;D spędziliśmy zatem 3 godziny na poszukiwaniu prezentu, ale Alina była zachwycona!:) Kupił: kolczyki, szampana, truskawki, śmietanę i kwiatka! jak dla mnie stanowczo za dużo, ale ok, chciał jego sprawa!!!! BOYS...;p;p powiedział mi dziś, że wieczór bardzo im się udał, więc ja również się cieszyłam.:)&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Wieczór zakończyłam z Sezginem i Barisem pijąc pyszny ayran przez nich zrobiony:) MNIAM!!!!!:) &lt;/p&gt;&lt;p&gt;Oczywiście czeka mnie zrobienie boreku po raz drugi! chłopcom bardzo zasmakował, więc poprosili o ponowne wykonanie!:) no, a jak mogłam im odmówić?:) zwłaszcza, że nic nie będzie mnie to kosztowało, lubię gotować i spędzę z nimi fajny czas...same pozytywy:) wstępnie termin został ustalony na czwartek:) ale się cieszę, że im smakował...!!!!!:):):)&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Dziś byłam z Marteczką na uniwerku w nadzieji załatwienia jakiś dokumentów. No coooooooś tam załatwiłyśmy, ale musimy jechać jeszcze w środę! mam nadzieję, że to będzie mój ostatni raz! obawiam się, że spędzę tam cały dzień, bo mam zamiar AMBITNIE poszukać materiałów do mojej pracy licencjackiej..:) zobaczymy czy mi się uda!:)&lt;/p&gt;&lt;p&gt;czyli, tak w sumie, zostal mi tu tydzień!!!! w następny poniedziałek będę spędzała 5 godzinę w busie do Barcelony!!!! na każdy dzień mam już coś zaplanowane!!!!!hahaha..:D matko..nie wiem jak ja się ogarnę!!!!:) dziś wymieniłam wszystkie moje plany...i zapomniałam o czasie jaki muszę poświęcić na pakowanie...hehe:) a, jakby nie patrzeć, to dość istotna sprawa! Po tym jak widziałam ostatni dzień Andreei stwierdziłam, że muszę to tak zaplanować, żeby w poniedziałek nie robić nic! W niedzielę będę całkowicie spakowana, a w poniedziałek tylko wstanę, ogarnę się i pojadę na autobus!!!! ehhh...to tak szybko minie..:( no, ale nie myślmy o tym jeszcze! jeszcze całe 7 dni, 168 godzin:)&lt;/p&gt;&lt;p&gt;no i jeszcze troszkę, na koniec, o hiszpańskim karnawale:) Mianowicie wygląda to zupełnie inaczej niż w Polsce. &lt;/p&gt;&lt;p&gt;1) nie ma tłustego czwartku!offfffff...co to była za katorga, gdy wiedziałam, że wszyscy w Polsce objadają się pączkami, a ja nawet nie mogę sobie kupić, bo to, co tu nazywane jest pączkami do naszych ( a zwłaszcza maminych!!!) się nie umywa!!!&lt;/p&gt;&lt;p&gt;2) tu widać na ulicach, że jest karnawał! ludzie chodzą poprzebierani (krowy, mimowie, pszczoły, motyle, zorro, spierman, kowboje, cyganki, dzieci, diabły, a nawet spotkaliśmy Dr. Housa, itp.) i jest to całkowicie powszechny widok!:) nikt się nie dziwi, ludzie się uśmiechają...bardzo sympatycznie!&lt;/p&gt;&lt;p&gt;3) w Hiszpanii ostatnim dniem karnawału jest wtorek! i w sumie wydaje mi się to logiczne, gdyż post zaczyna się w środę. Tak więc we wtorek idziemy zobaczyć jak to tu wygląda!:) relacje zdam na pewno!&lt;/p&gt;&lt;p&gt;4) dla nich typowymi słodyczami są orejas ( ciastka w kształcie uszu, stąd nazwa) i fijoas:) żadnych jeszcze nie spróbowałam, ale mam zamiar jutro:) również napiszę co to takiego:)&lt;/p&gt;&lt;p&gt;No, to tyle..:) Moi współlokatorzy (Alba i Javier) przebrali się za mimów! wyglądali fantastycznie!!!!!! podoba mi się ten zwyczaj:) teraz jestem ciekawa karnawału w Rio de Janeiro...ehhh..:) kolejne marzenie do spełnienia???:)&lt;/p&gt;&lt;p&gt;ufff....koniec notki na dziś..:)&lt;/p&gt;&lt;p&gt;zabieram się za szukanie literatury do mojej thesis..:)&lt;/p&gt;&lt;p&gt;besosssssssssss..:*:*:*&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8267270800328840685-554261018683781611?l=erasmushiszpanski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://erasmushiszpanski.blogspot.com/feeds/554261018683781611/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://erasmushiszpanski.blogspot.com/2010/02/postowy-misz-masz.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8267270800328840685/posts/default/554261018683781611'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8267270800328840685/posts/default/554261018683781611'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://erasmushiszpanski.blogspot.com/2010/02/postowy-misz-masz.html' title='...postowy misz masz..:)'/><author><name>Anka Muszyńska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11645509299983834540</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://1.bp.blogspot.com/_-wnWrbwB0HA/S0Z01k36HaI/AAAAAAAAAAs/IZZmv8X9jhM/S220/SDC17268.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8267270800328840685.post-5004250692379501976</id><published>2010-02-10T14:56:00.000-08:00</published><updated>2010-02-10T15:12:21.772-08:00</updated><title type='text'>...bilety, tickets, billetes...dom, home, casa part 2</title><content type='html'>&lt;p&gt;ehhhh...dziś kupiłam ostatnie bilety do domu:) co oznacza, że już na pewno tam wracam...hehe...babcie, mamo, ciocie...nie martwcie się!!! niedługo będziecie mogły mnie wyściskać, wycałować i zacząć dla mnie gotować co bym w końcu przytyła tyle, że będę się toczyła...hahaha..:D&lt;/p&gt;&lt;p&gt;No nic...po wczorajszych dyskusjach z Andreea i Domi doszłam do wniosku, że najlepiej będzie jechać busem! i tak tez zrobiłam! poszłam na stację spacerkiem...ok.30 min i kupiłam bilet A Coruna -Barcelona Sants:) czyli znowu moje kochane miasto!!!!!!:D:D:D z Sants będę się musiała jeszcze dostać na lotnisko, ale to już podobno nie jest trudne, a czasu mam wystarczająco! Bus jest najlepszy bo: jest tylko trosinke droższy od samolotu (58,5€, a samolot 55€!), a nie mam problemu z bagażem i co najważniejsze nie muszę czekać 18, 14 czy 12 godzin!:D:D:D wsiadam do busu w Coruni o 14:55 w ponidziałek 22.02, rozsiadam się na fotelu i nic mnie nie obchodzi. mogę spać, oglądać filmy, słuchać muzyki, a przy okazji zobaczę więcej Hiszpanii i to mnie cieszy najbardziej!:D:D:D wysiadam w mojej kochanej Barcelonie o 7:05 rano następnego dnia i mam ponad 3,5 godz na dojazd do lotniska, odprawę i takie tam! więc luzik!!!:D bilety kupione...spokój!!!!:D jupi...dzięki dziewczynki:*:*:*:*&lt;/p&gt;&lt;p&gt;dziś...musiałam zrobić jeszcze jedną prezentację - bez komentarza....;/;/;/;/;/, ściemniałam, póżniej spacer po bilety, później troszkę nauki, później Baris mnie nawiedził, przegadaliśmy jakieś 2 godz...przed chwilą się wykąpałam...no i teraz przyszła moja pora na naukę...:) tak więc Anieczko...do roboty!!! feminizm czeka, bo jutro z tego egzam!!! przedostatni!!!!! huraaaaaaaaaaaaa!!!!!!!!!!&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Idę aprender..:) ciao:)&lt;/p&gt;&lt;p&gt;jak zwykle uśmiech gości na mej twarzy...:D ehhhhhhhhhh...life is so beautiful...la vida es tan bonita..:):):):)&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8267270800328840685-5004250692379501976?l=erasmushiszpanski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://erasmushiszpanski.blogspot.com/feeds/5004250692379501976/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://erasmushiszpanski.blogspot.com/2010/02/bilety-tickets-billetesdom-home-casa.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8267270800328840685/posts/default/5004250692379501976'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8267270800328840685/posts/default/5004250692379501976'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://erasmushiszpanski.blogspot.com/2010/02/bilety-tickets-billetesdom-home-casa.html' title='...bilety, tickets, billetes...dom, home, casa part 2'/><author><name>Anka Muszyńska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11645509299983834540</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://1.bp.blogspot.com/_-wnWrbwB0HA/S0Z01k36HaI/AAAAAAAAAAs/IZZmv8X9jhM/S220/SDC17268.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8267270800328840685.post-1947336975928090541</id><published>2010-02-09T17:59:00.000-08:00</published><updated>2010-02-09T18:08:46.537-08:00</updated><title type='text'>...zrobioneeeeeeeee!!!!!!</title><content type='html'>&lt;p&gt;no AnIeczko...hehe...nowa wersja mojego imienie stworzona przez Andree..:):P pero me gusta mucho..:)&lt;/p&gt;&lt;p&gt;projekty, wszystkie 3, zrobione!!!!!!!!!!!!!!:D:D:D:D jupi!!!!! wiem, wiem...zabrało mi to więcej czasu niż myślałam, ale są!!! a to najważniejsze!!! mam nadzieję, że nasz walnięty profesor nie zażyczy sobie czegoś jeszcze, bo chyba nie wiem co mu zrobię!!!! już go nienawidzę (choć pewnie, za kilka miesięcy będę mówiła o nim z, pewnego rodzaju, sentymentem!), więc nie wyobrażam sobie co będę czuła, gdy oświadczy nam z tym swoim fałszywym uśmiechem, że nie jest ok! padnę tam na zawał, albo nie wiem co..!!!! grrrrrrrrrrrrrr...:D&lt;/p&gt;&lt;p&gt;no nic...jutro nauka, bo w czwartek egzam z feminizmu! na szczęście nie jest zły:)&lt;/p&gt;&lt;p&gt;a dziś ponownie zrobiłam ciasteczka, tym razem z pomocą Andreei i David (dzięki Bogu skończył już egzaminy i znowu jest normalny:D:D:D!!!!) oraz Luiz byli wprost zachwyceni..hehe:D ponownie chodziłam cała dumna...haha..:D:D&lt;/p&gt;&lt;p&gt;aaaaaaaaaa....mam mały problem z biletem do Barcelony...;/;/;/;/ jutro będę wiedziała na bank, więc napiszę za kilkanaście godzin.! matko juz 3.06!;o;o;o&lt;/p&gt;&lt;p&gt;idę spać w pełni usatysfakcjonowana!...uśmiechnięte dobranoc...:):):)&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8267270800328840685-1947336975928090541?l=erasmushiszpanski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://erasmushiszpanski.blogspot.com/feeds/1947336975928090541/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://erasmushiszpanski.blogspot.com/2010/02/zrobioneeeeeeeee.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8267270800328840685/posts/default/1947336975928090541'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8267270800328840685/posts/default/1947336975928090541'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://erasmushiszpanski.blogspot.com/2010/02/zrobioneeeeeeeee.html' title='...zrobioneeeeeeeee!!!!!!'/><author><name>Anka Muszyńska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11645509299983834540</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://1.bp.blogspot.com/_-wnWrbwB0HA/S0Z01k36HaI/AAAAAAAAAAs/IZZmv8X9jhM/S220/SDC17268.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8267270800328840685.post-3909631774601687040</id><published>2010-02-08T14:35:00.000-08:00</published><updated>2010-02-08T15:22:09.871-08:00</updated><title type='text'>...ehhhhh...:):):)</title><content type='html'>&lt;p&gt;No jest po prostu pięknie!!!!!!!!!:D:D:D:D:D:D&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Dziś ponownie spacerek z Andreea, Los Turcos i Marteczką do pewnego momentu...;p&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Założeniem było zwiedzić muzeum militarne i muzeum zegarków. Wybraliśmy się po 16...w domku byłam ok 21;p Muzeum zegarków zamknięte do 16 (hmm...a może 17) lutego, ale muzeum militarne udało się zwiedzić:) mnóstwo broni, armat, statków, itp...nie za bardzo mój temat, ale chłopcy byli bardzo zadowoleni...zresztą jak dla mnie też było ok:) naturalnie, dzięki spacerkowi, poznaliśmy wiele miejsc, w których nas jeszcze nie było! ehhh...uwielbiamy to miasto, które potrafi nas jeszcze zaskoczyć:)&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Chłopcy wymyślili po drodze, że pójdziemy w takie jedno miejsce. Tak jakby most wchodzący w ocean! zapytam jutro Domi jak to się fachowo nazywa, bo pewnie ona wie, i napiszę tak, jak być powinno:);p no w każdym razie pomysł nam się spodobał, zwłaszcza, że Andreea bardzo chciała tam iść, a ona wyjeżdża już w sobotę (ehhh..:(:(:(:(!!!!), więc ruszyliśmy!&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Niestety Marteczka nas opuściła..:( ale my bawiliśmy się pierwszorzędnie!!!:D pogoda wymarzona na spacerowanie! ehhhh....znowu odkryliśmy magiczne (i romantyczne;p) miejsca. Zaczęliśmy jak było jeszcze jasno, skończyliśmy jak już Corunia pogrążyła się w ciemności.:) no cóż...tu minutkę, tam minutkę, podziwianie widoków, ponad 150 zdjęć (w tym, oczywiście, większość to zdjęcia naszych tureckich macho:D:D!) plus 1 filmik - to musiało troszkę potrwać:) stwierdziliśmy, że od dziś (a właściwie od wczoraj, bo już 16 po 24:00) trzeba robić więcej filmików. Z racji tego, że zdjęć już mamy tysiące (tak,tak...Sezgin nie mógł w to uwierzyć..hehe) myślę, że większość na to przystanie...no...my na pewno!:D&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Ehhhh....siedzę teraz przed komputerem, co chwilę oglądam zdjęcia z dzisiejszej wyprawy, a tak naprawdę postanowiłam, że zrobię dziś 3 projekty...hahaha..:D:D:D&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Więc...Muszyńska bierz się do roboty...!!!!&lt;/p&gt;&lt;p&gt;ok..idę...uśmiechając się do siebie cały czas!!!!:D:D:D&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8267270800328840685-3909631774601687040?l=erasmushiszpanski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://erasmushiszpanski.blogspot.com/feeds/3909631774601687040/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://erasmushiszpanski.blogspot.com/2010/02/ehhhhh.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8267270800328840685/posts/default/3909631774601687040'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8267270800328840685/posts/default/3909631774601687040'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://erasmushiszpanski.blogspot.com/2010/02/ehhhhh.html' title='...ehhhhh...:):):)'/><author><name>Anka Muszyńska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11645509299983834540</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://1.bp.blogspot.com/_-wnWrbwB0HA/S0Z01k36HaI/AAAAAAAAAAs/IZZmv8X9jhM/S220/SDC17268.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8267270800328840685.post-1641339838921491593</id><published>2010-02-06T21:20:00.000-08:00</published><updated>2010-02-06T21:26:39.344-08:00</updated><title type='text'>...jest cudownie!!!!!!</title><content type='html'>&lt;p&gt;krótko i treściwie....ERASMUS TO NAJLEPSZY, NAJFAJNIEJSZY, NAJCUDOWNIEJSZY CZAS W MOIM ŻYCIU!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Jest 6.21...niedzielny poranek:) &lt;/p&gt;&lt;p&gt;Sobotę spędziłam siedząc, jedząc, leżąc i tak w kółko...póżniej była Marteczka i ok. 1 w nocy wybraliśmy się na spacer blisko oceanu: Marteczka, Andreea, Sezgin, Serkan i ja..:D:D:D było przecudwnie..:) ciepło, śmiechy, rozmowy, zdjęcia, ocean, plaża...nic więcej do szczęścia nie potrzeba!!!!!:D:D:D&lt;/p&gt;&lt;p&gt;no i jak można to określić inaczej....hmm...w sumie nie można tego określić!!! kto nie był na Erasmusie NIGDY tego nie zrozumie!!! nigdy nie zrozumie tego jakie to wyjątkowe...&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Magiczne chwile z najlepszymi ludźmi, a w tle szum oceanu i piękne widoki w ciepła hiszpańską noc....&lt;/p&gt;&lt;p&gt;6.25...wykąpana idę spać...:)&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Dobranoc nad ranem....ehhhhhh...zakochana w życiu,tak, że mocniej nie można...:)&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8267270800328840685-1641339838921491593?l=erasmushiszpanski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://erasmushiszpanski.blogspot.com/feeds/1641339838921491593/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://erasmushiszpanski.blogspot.com/2010/02/jest-cudownie.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8267270800328840685/posts/default/1641339838921491593'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8267270800328840685/posts/default/1641339838921491593'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://erasmushiszpanski.blogspot.com/2010/02/jest-cudownie.html' title='...jest cudownie!!!!!!'/><author><name>Anka Muszyńska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11645509299983834540</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://1.bp.blogspot.com/_-wnWrbwB0HA/S0Z01k36HaI/AAAAAAAAAAs/IZZmv8X9jhM/S220/SDC17268.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8267270800328840685.post-6644876721935888357</id><published>2010-02-03T09:54:00.000-08:00</published><updated>2010-02-03T10:31:16.231-08:00</updated><title type='text'>...początki końca..:(</title><content type='html'>&lt;p&gt;Ehh...niestety nie mogę powiedzieć, że jest tak pozytywnie, jak ostatnim razem:( i składa się na to kilka powodów...&lt;/p&gt;&lt;p&gt;1) Wczoraj wyjechała nasz pierwsza Erasmuska...Merve! ehhh...jak nam było smutno!:( spotkaliśmy się w mieszkaniu, wypiliśmy turecką kawę (myślałam, że to coś naprawdę specjalnego, ale okazało się, że to taka jak polska parzona, z tym że zupełnie inaczej przygotowywana! mianowicie gotuje się wodę już z kawą i podaje w bardzo małych filiżaneczkach, no takich jak duży kieliszek i pije się na raz...tak jak kieliszek z wódką. Na końcu fusy się je, jak poinformaował nas Sezgin- następca Merve!), ostatnie plotki i razem z Diego (współlokator Merve) wyruszyliśmy na dworzec autobusowy! Andreea, Marta, Merve i ja samochodem, Baris, Serkan, Sezgin i Maja autobusem. Ryczenie zaczęło się przed wejściem Merve do autobusu, którym jechała do Madrytu, a stamtąd samolotem do Turcji z przesiadką w Niemczech. Chyba ja płakałam najbardziej, z czego oczywiście chłopaki mieli dużo śmiechu! Było mi smutno, że "nasze turecki słonko" wyjeżdża, ale najgorsze było to, że uświadomiłam sobie, że to początek końca:(:(:(:(:( teraz następni, póżniej następni, a później ja!:( ehhh...tylko tureckie chłopaki mają dobrze...dziś usłyszałam, że wjeżdżają stąd 30.09...;o;o;o;o to jest życie!!!!!:) alllleeeeee...jak będzie kasa, będzie do kogo przyjechać latem...hehe:) &lt;/p&gt;&lt;p&gt;2)musmimy poprawić ten mega głupi egzamin z psychologii komunikacji!!!!! koleś jest bardziej nienormalny, niż się tego spodziewałam! nawet nasza koordyntorka nam to potwierdziła swoim wyrazem twarzy, gdy usłyszała jego nazwisko. Nie potrzeba nam było ani jednego słowa! jej uśmiech powiedział wszystko! na dodatek ta głupia poprawka jest 12.02 w południe, a Andreea wyjeżdża 13 rano, więc zostało nam nie za wiele czasu...:( aaaa...no i 11 też mam egzamin żeby było śmiesznie...grrrrr...;/;/;/;/&lt;/p&gt;&lt;p&gt;3) nie chcę mi się uczyć!!!!! i to tak strawszliwie mocno mi się nie chce! w piątek mam egzamin, który chciałabym, zdać bardzo dobrze, ale nie mam kompletnie ochoty przyswajać tej wiedzy!!!! m.in. właśnie dlatego piszę bloga!!!! mam już dość myślenia o egzaminach, prezentacjach, terminach, itp. OCZYWIŚCIE zdaję sobie sprawę z tego, iż przez pierwsze miesiące nie robiło się nic, ALE wciąż...no tengo ganas para estudiar...:( oby do przyszłego piątku i NARA!!!! mam nadzieję, będę już po egzaminach...w pełni zrelaksowana i mogąca iść na impreze z myślą, że już NIC nie muszę zaliczyć, zdać, nauczyć się itp! offfffff....czekam na to z niecierpliwością:):):):)&lt;/p&gt;&lt;p&gt;4) no i...dziś "polish Żubre Erasmus party" czyli...zaczyna sie dla nowych Erasmusów!!!!! to była nasza pierwsza impreza, to właśnie przed tą imprezą poznałam sie z Merve i Barisem...ehhh..i znowu zmusza mnie to do refleksji i myślenia o tym, że to koniec:(&lt;/p&gt;&lt;p&gt;no nic...dość tych smutków! idę się uczyć...naprawdę! idę się uczyć...:)&lt;/p&gt;&lt;p&gt;zostało 18 dni do wyjazdu...20 do spotkania ze wszystkimi!&lt;/p&gt;&lt;p&gt;besos:*&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8267270800328840685-6644876721935888357?l=erasmushiszpanski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://erasmushiszpanski.blogspot.com/feeds/6644876721935888357/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://erasmushiszpanski.blogspot.com/2010/02/poczatki-konca.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8267270800328840685/posts/default/6644876721935888357'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8267270800328840685/posts/default/6644876721935888357'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://erasmushiszpanski.blogspot.com/2010/02/poczatki-konca.html' title='...początki końca..:('/><author><name>Anka Muszyńska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11645509299983834540</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://1.bp.blogspot.com/_-wnWrbwB0HA/S0Z01k36HaI/AAAAAAAAAAs/IZZmv8X9jhM/S220/SDC17268.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8267270800328840685.post-3335149951188162940</id><published>2010-01-31T08:16:00.000-08:00</published><updated>2010-01-31T10:21:02.277-08:00</updated><title type='text'>...pozytywnie..:)</title><content type='html'>&lt;p&gt;ehhh...obiecałam napisać wczoraj, ale tak jakoś mi zeszło na robieniu niczego, że się nie wyrobiłam...hehe:D dziś relacja z opuszczającego mnie pecha...zaczynamy!:D&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Sooooooo....31.01.2010...bez komentarza! dokładnie, ze szczegółami pamiętam 31.12.2009!!!! nie wiem gdzie są te dni! no po prostu nie mam najmniejszego pojęcia:( od dziś zostały mi 3 tygodnie do wyjazdu...ehhh...ale nie mówmy o tym...;p&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Powróćmy do pecha...więc! woda i ogrzewanie wróciły już w poniedziałek, więc nie było źle:) jakoś przecierpieliśmy, ale ulga była niesamowita, gdy David, myjąc swoje naczynia sprzed 2 tygodni wypowiedział słowa "Jest ciepła woda!". aaaa...co do mycia naczyń...to pudełka wielorazowego użytku stały brudne 2 tygodnie, więc jak bałaganiarz wziął się za mycie to myślałam, że je umyje. A on, żeby się czasami nie przemęczyć, po prostu je wyrzucił!!!:D Myślałam, że padnę jak to zobaczyłam! Weszłam do kuchni, spojrzałam i zaczęliśmy się śmiać! LENISTWO I BAŁAGANIARSTWO TO DWIE CECHY HISZPANÓW!!!! no, ale nic...kuchnia wróciła do normalnego wyglądu po 2 tygodniach!:p&lt;/p&gt;&lt;p&gt;W czwartek zrobiłyśmy pięknie projekt z Andreeą! po środowej imprezie, dzięki której powrócił mój dobry humor, umówiłyśmy się o 13 na robienie projektu, z myślą, że skończymy go za dnia i będzie spokój. no tak...o 13 to ja byłam u niej, ale projekt skończyłyśmy o 3 nad ranem!;/ i to nie dlatego, że wymagało to tyle czasu, ale dlatego, że plotki, robienie pysznych pączków, a później towarzystw Merve były dla nas ważniejsze:D;p Tak naprawdę zabrałyśmy się do tego ok. 20 no i tak nam do 3 zleciało! ale projekt skończony, zrobiony, zamknięty na ostatnii guzik!!!:D:D:D jupiiii..!!!&lt;/p&gt;&lt;p&gt;W czwartek również dowiedziałam się, że zdałam egzam z tego niepotrzebnego do niczego przedmiotu..:D 13 dopowiedzi na 20 dobrze:D no jesteśmy z siebie naprawdę dumne!!!:D jeszcze jutro jedziemy przedstawiać nasze zadania, które robiłyśmy, a tak właściwie które zrobiły nasz kochane Hiszpanki- Laura i Lara, no i kolejny przedmiot zaliczony!&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Od środowej imprezy mój humor uległ dużemu polepszeniu! Spotkałam się z moimi kochanym ludkami, byliśmy na imprezie, bawiliśmy się do rana! tego potrzebowałam!:) odstersowania się, pośmiana się z nimi i myślenia o czyś innym, a nie o nauce! byliśmy, jak zwykle w środę w Geographic-u na Orzanie, bo tam robią erasmusowe party! oczywiście już pod koniec nie było sie gdzie ruszyć, ale bardzo fajnie się bawiłam!:)&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Czwartek już wiecie! projekt i nocka u Andreei...no właśnie...a a propo tego tematu. To uwielbaim Erasmusa za to, ze mogę robić, co chcę, gdzie chcę, kiedy chcę...i nikomu nie muszę się tłumaczyć! zostałam u Andreei na noc, co było kompletnym spontanem i nie musiałam wysłać żadnego sms, nie miałam pytań "dlaczego? po co?" itp. ehhh..jak to dobrze:)&lt;/p&gt;&lt;p&gt;No w piętek to była latanina! Wybrałyśmy się z dziewczynkami na zakupy! uffff....jak dobrze, że tym razem nic na mnie nie pasowało;p Byłam tylko, albo aż, doradcą:) i bardzo mnie ta rola satysfakcjonowała zwłaszcza, że nie straciłam ani jednego euro:) Po zakupach miałam robić moje kokosowe kuleczki w czekoladzie, ale że wróciłyśmy bardzo późno, to zdecydowałyśmy się na tapas. "Platino", 1,4 euro, piersi z kurczaka plus ziemniaczki smażone i byłyśmy w niebie:) bez gotowania, czekania, w pełni usatysfakcjonowane:) skończyłam ten dzień ok 2.30 w nocy gdyż jeszcze o 24 wybrałam się do Maji i Beaty na imprezkę pożegnalną( wyjeżdżają w piątek:(!!!). Było duuuużo ludzi i pyszna Sangria...niczego nam więcej nie było trzeba!:) czas spędzony, jak zwykle bardzo fajnie! Później chcieli mnie na imprezę wyciągnąć, ale naprawdę nie miałam siły! Byłam w pełni usatysfakcjonowana czasem spędzonym w mieszkaniu dziewczyn!&lt;/p&gt;&lt;p&gt;A wczoraj...pobudka była o 13.00!!!! później próba zrobienia projektu, a której nic nie wyszło, no i później imprezka:D Wcześniej, przed przyjściem gości, zrobiłam obiecane kuleczki...ehhhh....MNIAM!!!! zjedzone wszystkie...a ja jak zwykle byłam z siebie mega dumna..hehe:D ok 1.30 wyruszyliśmy na miasto. Andreea, Merve, Alina, Serkan, Sezgin i ja:) pogoda była nie za bardzo, ale daliśmy radę. Pierwsze kroki do "Agua" - ale ludzi nie za dużo, muzyka nie za fajna, więc poszliśmy do "Tandemu"...no i to był dobry wybór!!!:D Dużo, ale nie za dużo ludzi, muzyka jak najbardziej nam odpowiadająca, więc zabawiliśmy tam do 4 rano:D Póżniej jeszcze raz spróbowaliśmy do "Agua", ale tym razem nie mieli dla nas miejsca:) więc poszliśmy zobaczyć ocean, to 2 kroki, a gdy zaczęło padać wróciliśmy do domku. ok 5.30 poszłam spać, bardzo zadowolona z przebiegu ostatnich dni:)&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Więc jak widzicie pech gdzie sobie poszedł...i oby już nie wrócił. We wtorek idziemy rozmawiać z zakręconym i wkurzającym nas profesorem, w piątek przedostatni egzamin...no i jakoś to leci:)&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Zaraz wybieram się do kościółka....:)&lt;/p&gt;&lt;p&gt;aaaaaaaaa....w czwartek będą u Andreei usłyszałam, że bardzo dobrze mówię po castellano (nasz hiszpański) oczywiście, nie do końca w to wierzę, ale miło takie coś usłyszeć!:) autorem komplementu była Veronika - współlokatorka Andreei:) koniec i kropka...&lt;/p&gt;&lt;p&gt;besos:*:*:*&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8267270800328840685-3335149951188162940?l=erasmushiszpanski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://erasmushiszpanski.blogspot.com/feeds/3335149951188162940/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://erasmushiszpanski.blogspot.com/2010/01/pozytywnie.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8267270800328840685/posts/default/3335149951188162940'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8267270800328840685/posts/default/3335149951188162940'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://erasmushiszpanski.blogspot.com/2010/01/pozytywnie.html' title='...pozytywnie..:)'/><author><name>Anka Muszyńska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11645509299983834540</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://1.bp.blogspot.com/_-wnWrbwB0HA/S0Z01k36HaI/AAAAAAAAAAs/IZZmv8X9jhM/S220/SDC17268.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8267270800328840685.post-7582633556679920549</id><published>2010-01-25T03:04:00.000-08:00</published><updated>2010-01-29T15:08:57.752-08:00</updated><title type='text'>...Bosh...pech, pech, pech...grrrr...;/;/;/;</title><content type='html'>&lt;p&gt;ehhhh....nie pisałam zaledwie kilka dni, a mam naprwdę duże zaległości. Był pech, teraz zaczyna się jakoś układać, a już niedługo do domu..:( no cóż...zacznijmy od początku...:) chociaż w sumie początek juz znacie...profesor robiący egzamin i informujący nas o tym tydzień przed...cd.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Pewnego dnia dostałam od Marteczki(:*) niepokojącą wiadomość, że nasze dokumenty przyślą dopiero w lipcu, a to za późno, żeby się bronić, zdawać na magistra(w moim przypadku) i odebrać dyplom ukończenia studiów (w przypadku moim i dziewczyn). No to się zdenerwowałyśmy, ale że informację przekazała nam Beata, postanowiłam nie przejmować się za bardzo i napisałam do naszej pani prodziekan. hmm...jak się okazało, niestety, Beata miała rację. Mianowicie nasza pani prodziekan odpisała, że bez wszytskich niezbędnych dokumentów z Hiszpanii, nie ma opcji, żebyśmy się broniły...;/ jednak w drugim mailu zaznaczyła, że pomoże nam jak tylko będzie mogła, a my też mamy zrobić wszystko co możemy, aby te dokumenty przyszły na czas i jakoś to będzie. No w tej kwestii nie pozostaje nam nic innego jak tylko iść, błagać, prosić, a w najgorszym przypadku płakać i grozić..hehehe:D Postanowiłyśmy, że musimy mieć te dokumenty i koniec!:) OBY się udało, bo nie chciałabym robić sobie rocznej przerwy w studiach. Pozostaje wiara, której mamy niemało:)&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Co do pecha to było kilka rzeczy, w które po prostu nie mogłam uwierzyć się, że się dzieją.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Po pierwsze w zeszły weekend nie miałam ciepłej wody, ani ogrzewania;/;/;/;/ z piątku na sobotę spałam u Aśki i Marty, więc luzik, ale w sobotę i w niedzielę już musiałam kąpać się w zimnej wodzie czego nienawidzę z całego serca!!!!!!;/ ogrzewanie jakoś przeżyłam, bo nie było tak straszliwie zimno, ale woda....;/ na szczęcie w poniedziałek już była...odetchnęliśmy z ulgą! jak to niewiele człowiekowi do szczęścia potrzeba:D&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Pech nr. 2...mianowicie okazało się, że pociąg, o którym myślałam cały czas, że pojadę nim do Barcelony został odwołany!;/ myślałam, że padnę jak to zobaczyłam! teraz będę musiała 13 godzin przesiedzieć w Barcelonie na lotnisku w oczekiwaniu na lot do Berlina! nie wiem jak ja to zrobię, ale...no jakoś trzeba! Żyję nadzieją, że znajdę tam gnizadko do ładowania mojego laptopa i spędzę wieczór...hmmm...całą noc z "Dr. Housem"! no bo co innego będę miała robić? ehhhh...dłuuuuga podróż do domku mnie czeka!&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Pech nr. 3...w poniedziałek, nie dość, że musiałam wstać o świcie i jechać na zajęcia, to jeszcze rano moja żarówka odmówiła całkowitego posłuszeństwa. o 7 rano chciałam zapalić światło, a ona po prostu pękła! myślałam, że się popłacze!!!!;/ rozprysnęła się po połowie mojego pokoju, więc nie dość, że musiałam ubierać się po ciemku, to jeszcze sprzątać musiałam, a później nieźle się namęczyłam, żeby ją wymienić;/;/;/ ale udało się...mina dumna..;p&lt;/p&gt;&lt;p&gt;aaaaaaaaaaaaa...zapomniałabym o najważniejszym!!!! zabrakły mi DWA punkty, żeby zdać jeden z egzaminów i okazało się, że prezentacja nad którą siedziałam cały zeszły weekend nie jest taka jaką sobie zażyczył pan profesor;/ myślałam, że wyjdę z siebie!!!!! przysięgam! to był mój pierwszy i najprawdopodobniej jedyny i ostatni raz na Erasmusie, gdzie myślałam, że wyjdę z siebie ze złości;/ no, ale napisałyśmy do niego konkretnego maila( zaraz po otrzymaniu wyników...tak, tak to ten profesor od egzaminu!) i we wtorek idziemy na rozmowę. Vamos a ver (zobaczymy...), ale mamy nadzieję, że nam zaliczy...! tzn. wiemy na bank! że w końcu nam zaliczy tylko pytanie brzmi "Po co nas tak strasznie wkurza?????" Bo to profesor, który sam nie wie czego od nas chce, co chwilę zmienia zdanie, a ja np. tego nie cierpię!!!! Ehhhh....&lt;/p&gt;&lt;p&gt;A no...i Marteczka kupiła sobie torbę, na którą już dawno polowałyśmy. Z 9 euro przecenili na 3...byłam załamana jak to zobaczyłam, bo ona wzięła ostatnią, ale dziś miałąm okazję kupić taką samą, jednak stwerdziłam, że nie mam do czego jej nosić i dałam sobie spokój:)&lt;/p&gt;&lt;p&gt;no...to idę na domowe good bye party Beaty i Maji:(:(:(:( nie mam dziś sił na imprezę...ale jutrooooo...:D:D:D owszem, owszem..:)&lt;/p&gt;&lt;p&gt;aaaaaa...jutro też napiszę o tym, że pech powoli ode mnie odchodzi ( dzięki Bogu)!:)&lt;/p&gt;&lt;p&gt;kisssssssseeeeeeesssssss...:):*:*:*:*&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8267270800328840685-7582633556679920549?l=erasmushiszpanski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://erasmushiszpanski.blogspot.com/feeds/7582633556679920549/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://erasmushiszpanski.blogspot.com/2010/01/boshpech-pech-pechgrrrr.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8267270800328840685/posts/default/7582633556679920549'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8267270800328840685/posts/default/7582633556679920549'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://erasmushiszpanski.blogspot.com/2010/01/boshpech-pech-pechgrrrr.html' title='...Bosh...pech, pech, pech...grrrr...;/;/;/;'/><author><name>Anka Muszyńska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11645509299983834540</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://1.bp.blogspot.com/_-wnWrbwB0HA/S0Z01k36HaI/AAAAAAAAAAs/IZZmv8X9jhM/S220/SDC17268.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8267270800328840685.post-7852697005543038084</id><published>2010-01-20T17:04:00.000-08:00</published><updated>2010-01-20T18:25:19.277-08:00</updated><title type='text'>...strange mood...strange day...ale z uśmiechem:)</title><content type='html'>&lt;p&gt;hahahaha...dziś postanowiłam napisać bloga zainspirowana przez Karolinę...:) (&lt;a href="http://tureckie-erasmusowanie.blogspot.com/"&gt;http://tureckie-erasmusowanie.blogspot.com/&lt;/a&gt;)&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Ostatnio jakiś dziwny humor...ale wiem dlaczego więc jakoś się nie przejmuje specjalnie;p&lt;/p&gt;&lt;p&gt;No, ale dziś na serio nawkurzałam się tyle, że juz nie apmiętam kiedy ostatnio użyłam tylu przekleństw w jednym dniu...;p:)&lt;/p&gt;&lt;p&gt;No bo tak...cały dzień słuchania o tym, że egzamin, że co zrobimy, jak nie zdamy...i ble ble ble...później owy egzamin...no a później jakaś śmieszna konferencja, z której nie wyniosłam NIC! oprócz dyplomu, za konferencję poprzednią, a tylko straciłam czas i obecność na zajęciach, sto razy bardziej interesujących, u Cathryn!;/ aaaaaaa...i w międzyczasie miałyśmy rozmowę z Fernando, na temat naszego egzaminu z TIC...;/ offffffffffffffffffff.....!&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Ale jest też coś mega pozytywnego, ale jak na razie nie rozgłaszam, żeby nie zapeszyć...:D niby jest na 100 procent, ale kto to wie...;p&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Egzamin....uffffffffff...dowiedziałyśmy się tydzień temu...ale o tym, już chyba pisałam, więc powtarzać się nie będę..;p Poszło FATALNIE...!!!!! zresztą nie tylko nam, ale wszystkim studentom! pytania nie były zrozumiałe, odpowiedzi podobne...ludzie wyszli załamani...! My z Marteczką ( moje spojrzenie na świat:*!) pogodziłyśmy się z tym, że no raczej 26 na 40 trafić nam się nie udało, więc pogodziłyśmy się z porażką!:D i nawet nas to śmieszyło...no bo, co miałyśmy płakać nad rozlanym mlekiem? Będziemy płakały jak naprawdę się okażę, że nasz zakręcony Ricardo nie da nam wpisu...;p Ludzie nam mówili, że się uczyli i też nic z tego...ehhhh...mamy nadzieję, że słowo "Erasmus", naprawdę, otwiera wszystkie drzwi..:D:D:D&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Rozmowa z Fernando...postawił kawę...coś tam pobręczał, że mamy za mało obecności ( no raczej nie mogłyśmy mieć wszystkiego, skoro praktycznie w październiku nie chodziłyśmy;/!) no i stanęło na tym, że napiszemy jeden egzamin w 3...;p Bajka...naturalnie, że się zgodziłyśmy...ale czeka nas weekend z Nowymi technologiami stosowanymi w pedagogice! noooo...naprawdę bardzo przydatny przedmiot, zwłaszcza, że praktycznie nikt na nim nie uważał...;p myślałam, że tylko w Polsce są przedmioty tego typu, ale jak widać, studenci na całym świecie( a przynajmniej w Europie) są zmuszeni do chodzenia na przedmioty w stylu "niepotrzebny do nieczego";/ no cóż...materiał trzeba przerobić...a niemało tego i w środę pięknie iść i zaliczyć!:) a jeśli nie...no jak na razie nie bierzemy tej opcji pod uwagę...;p zwłaszcza, że Fernando wygląda na takiego, który chce zaliczyć każdemu...oby...!!!!!&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Po egzaminie przyszło nam spędzić ponad 2 godziny na jakimś śmiesznym wykładzie na temat kina! Tak w sumie to poszliśmy tam dla dyplomów, które mieliśmy otrzymać za udział w bloku konferencji orgaznizowanym przez Ricardo. Ehh...miało być od 18 do 19, póżniej dyplomy i do domku! Ale, oczywiście, poszło nie tak! od 18 do 18.50 próbowaliśmy uruchomić jakiś film, tylko po to, aby obejrzeć jego 5 min...;/ jak się w końcu udało ( po zmainie sali, złamaniu okularów- hahaha- pana wykładowcy i dwukrotym zrzuceniu głośników) przez kolejne 40 min słuchaliśmy jak pan wykładowca czyta coś tam o kinie, no i później kolejne 10 min filmu! grubo po 19 otrzymaliśmy swoje upragnione dyplomy ( nie wszyscy, bo biedna Marteczka i Marysia nie dostały) pojechałyśmy do domku..:) ehhh...co my się nawkurzałyśmy, najoderowałyśmy, itp...;p&lt;/p&gt;&lt;p&gt;No, ale pozytywne rzeczy to, to, że np.ten głupi egzam za nami ( zdany czy też oblany, ale za nami) i że z prezentacji Para a Paz dostałyśmy 7...:D nie wiem, co prawda, na ile, ale 7 bardzo mnie satysfakcjonuje..:D teraz jeszcze się zrobi scenariusz na ten przedmiot i nara! zaliczone!&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Przed 21:00 byłam w moim kochanym mieszkanku...:) zjadłam na kolacje kupioną po drodze bagietkę ( matko jak ja będę za tym tęskniła w Polsce!:(!!!) no i zrobiłam sobie pyszną jajeczniczkę:)&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Najedzona pokonwersowałam troszkę z uczącą się Albą i ściemniającymi chłopakami:) no i tak gadamy ( Luis, David and me..), siedząc ( David), stojąc (Luis), leżąc (ja), oczywiście o tym kto jest guapo ( przystojny) kto guapa (ładna), a kto nie..;p&lt;/p&gt;&lt;p&gt;No i w pewnym momencie David, mój uroczy, mnie pyta "Ania...a Ty jesteś bardzo religijna nie?" na co ja zdziwiona ( no bo po pierwsze- co to za pytanie; po drugie- raczej nie na teamat; a po trzecie- skąd taki wniosek?) "że bardzo to chyba nie! tak normalnie! a dlaczego?" i wtedy padła odpowiedź: "no bo jak tu jesteś to nie miałaś żadnego faceta w pokoju!" ( z myślą " z nikim się nie przespałaś na Erasmusie") hahahahaha...no ja myślałam, że padnę:D W życiu się nie spodziewałam takiej odpowiedzi! zaczęliśmy się śmiać...no bo, co miałam odpowiedzieć?:) ehhhh...BOYS!!!!!&lt;/p&gt;&lt;p&gt;No, ale oczywiście poprawili mi humor!:) chwała im za to, że są!:)&lt;/p&gt;&lt;p&gt;A tak w ogóle to moje kontakty z dnia na dzień stają się lepsze! tzn. nigdy nie były złe!!!! ale teraz mogę więcej im powiedzieć, mogę żartować z rzeczy, z których wcześniej nie mogłam, itp...szkoda tylko, że już niedługo będę musiała stąd wyjechać...:(:(:(:(:(:(:(:(:( boję się odliczać dni...już same wystarczająco szybko lecą!:( masakra!!! Javier dziś kochany, przyszedł do mnie, zapytał jak egzamin, pogłaskał po plecach jak tata...:) no jak tu ich nie uwielbiać?:) Alba oczywiście zaoferowała pomoc, bo mam coś do zrozumienia w gallego, a nie wszystko czaje...chłopcy mi humor poprawili...no są CUDOWNIIIIIIII!!!!!!&lt;/p&gt;&lt;p&gt;aaaaaaaaaaa...a David bałaganiarz i syfiasz ( ale tak dosłownie!!!) jak nie wiem co, okazał dziś mega eforię, gdy go poinformowałam, że jutro tzn dziś;p mam zamiar posprzątać. Użyłam słowa wszystko, ale oczywiście nie mam najmniejszego zamiaru myć jego, stojących od tygodnia, naczyń:). Mówiąc wszystko miałam na myśli kuchnię ( bez mycia naczyń;p), łazienkę no i salon, który już naprawdę tego potrzebuje!!! Stwierdziłam :"David co Ty zrobisz jak ja wyjadę?" na co David "To będzie mierda ( do dupy!)":) poczułam się doceniona...hehe..:) naturalnie Luis słysząc, że David WSZYSTKO sprząta ( żart, którym zarzucił podczas konwersacji ze mną;p) wybuchnął śmiechem:D hahaha...poszłam do niego i zapytałam z czego się śmieję i jak może nie zauważać tego, że David ZAWSZE i WSZYSTKO sprząta...hahaha:) czyli powszechnie znane jest w naszym mieszkaniu bałaganiarstwo pana D.;p&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Ehhh...jest 3.15 w nocy..:) muszę jeszcze zrobić malutką rzecz i mam nadzieję, że o 4 będę już słodko spała..:) ale mogę dziś leniuchować ile mi się chcę...bo już weekend...:D:D:D ehhh...jak dobrze! i tylko 3 dni na uniwerku..:)&lt;/p&gt;&lt;p&gt;idę...do następnego posta...:)&lt;/p&gt;&lt;p&gt;pozdro i besos..:*:*:*:*:*:* &lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8267270800328840685-7852697005543038084?l=erasmushiszpanski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://erasmushiszpanski.blogspot.com/feeds/7852697005543038084/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://erasmushiszpanski.blogspot.com/2010/01/strange-moodstrange-dayale-z-usmiechem.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8267270800328840685/posts/default/7852697005543038084'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8267270800328840685/posts/default/7852697005543038084'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://erasmushiszpanski.blogspot.com/2010/01/strange-moodstrange-dayale-z-usmiechem.html' title='...strange mood...strange day...ale z uśmiechem:)'/><author><name>Anka Muszyńska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11645509299983834540</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://1.bp.blogspot.com/_-wnWrbwB0HA/S0Z01k36HaI/AAAAAAAAAAs/IZZmv8X9jhM/S220/SDC17268.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8267270800328840685.post-43908989592981456</id><published>2010-01-15T12:45:00.000-08:00</published><updated>2010-01-15T15:38:34.698-08:00</updated><title type='text'>zaczynam sobie przypominać co oznacza czasownik "uczyć się"...;p</title><content type='html'>Dzień 15 stycznia 2010...offfff...pamiętam dzień 1 a tu już 15..;/ dlaczego to tak szybko leciiiiii???????????&lt;p&gt;no nic...dziś postanowiłam napisać, bo po 1: tydzień nie pisałam, po 2: mi się chcę, a po 3: troszkę moje erasmusowe życie ulegnie zmianie w ciągu kolejnych kilku dni ( mam nadzieję, że nie tygodnii....Dios mio!!!!!).&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Mianowicie muszę na serio!!!! zacząć się uczyć! i z jednej strony się cieszę, bo jak Javier dziś powiedział, "nie wyjadę stąd głupia!", a poza tym fajnie sobie przypomnieć, po niemalże 4 miesiącach lenistwa, co tzn. uczyć się;p...no i hiszpański, chcąc, nie chcąc zrobi kilka kroków naprzód..:)&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Więc zaczęło się od wczoraj! Nasza profesor od Psicologia comunitaria (Ricardo Garcia Mira), gdy poszlismy do niego "zdawać egzamin" stwierdził, że z tego co przeczytaliśmy mamy zrobić prezentację, ale na egzamim, taki dla wszystkich, i tak musimy przyjść!!!!! Myślałyśmy, że padniemy jak to usłyszałyśmy! Po pierwsze: nie tak się z nim umawiałśmy, po drugie: nie mamy absolutnie żadnych notatek, po trzecie: niepotrzebie spędziłyśmy czas na czytaniu tego co nam dał twierdząc, że z tego nam właśnie egzamin zrobi, a po czwarte: o egzaminie, zwłaszcza w innym języku!!! fajnie byłoby wiedzieć kilka tygodni wcześniej, a nie, tak jak w naszym przypadku, kilka dni...;/ no cóż...opuściłyśmy gabinet Ricardo ( bo jak pamiętacie w Hiszpanii do profesorów mówi się na TY) mega wkurzone, nie wiedzące co ze sobą zrobić i kompletnie rozbite psychicznie...matko, ale to brzmi:D:D:D no ale taka jest prawda no!!! bo jak się wie o egzaminie od początku to się na niego przygotowuje...przynajmniej psychicznie...;p a tak? my myślałyśmy, że będzie luzik z tym przedmiotem, a on wyskoczył z egzamem!grrrrr....;/;/;/;/&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Tak w sumie to jestem pewna, że i tak zaliczymy ten przedmiot, ale co sobie człowiek nerwów napsuje zamiast cieszyć się ostatnimi dniami wolności...hehe:D offfffff...( offff- ekspresja pochodzenia tureckiego mająca wyrażać polskie nieeeeeee...;p!) no cóż...weeken trzeba się pouczyć iść, usiąść, pytania przeczytać i co się będzie wiedziało się napisze co nie- się śćiągnie ( bo to test więc łatwo..hehe;p!) bądź też strzeli...:);p będzie dobrze...mam nadzieję:)&lt;/p&gt;&lt;p&gt;A póżniej czekają nas jeszcze egzaminy z Servicios Sociales, Genero y Educacion oraz Nuevas technologias aplicades en educacion...ehhh..:) Vamos a ver...( zobaczymy...)&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Dziś miałam jakiś taki niefajny dzień...yhm, yhm...na koniec poprawiony przez mojego uroczego współlokatora Davida...:);p ale wstałam już lewą nogą, wycieczka z ww. profesorem jakoś mnie nie cieszyła, więc siedziałam przy oknie naburmuszona na cały świat! nienawidzę takich dni, no ALE...&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Jak się później okazało excursion (wycieczka) bardzo trafiona! Pojechaliśmy na Costa de Morte (&lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Costa_da_Morte"&gt;http://en.wikipedia.org/wiki/Costa_da_Morte&lt;/a&gt;) tam byliśmy w ośrodku dla osób niepełnosprawnych fizycznie i psychicznie, a później zwiedziliśmy Torre de Allo (chyba tak się to nazywało;p) w każdym razie stary budynek, który kiedyś służył jako dom. Widzieliśmy proces pieczenia chleba np...:) Poźniej pojechaliśmy w dalszą drogę po to, aby dowiedzieć się kilka słów o Dolmen de Dombate (&lt;a href="http://www.google.pl/search?hl=pl&amp;amp;q=dolmen+de+dombate&amp;amp;btnG=Szukaj&amp;amp;lr=&amp;amp;aq=f&amp;amp;oq="&gt;http://www.google.pl/search?hl=pl&amp;amp;q=dolmen+de+dombate&amp;amp;btnG=Szukaj&amp;amp;lr=&amp;amp;aq=f&amp;amp;oq=&lt;/a&gt;). Jak sami możecie zobaczyć w linku...kilka kamienni na krzyż...kiedyś miejsce kultu dla pewnych ludzi, zawsze w słońcu, miało 4 m wysokości, obecie z racji osuwania się ziemii ma może z metr...no mniej więcej to powiedział nam przewodnik, z którym później udaliśmy się na ruiny zamku! Wiało STRASZNIE i w ogóle padało, więc niefajnie nam się stało, ale na szczęście nie byliśmy w Polsce( gdzie wszystko musi dziać się krok po kroku i zgodnie z zegarkiem;/!) i wystarczyło 10 min. konkretnych informacji i nasz komunikat, że już nie chcieliśmy tam stać no i poszliśmy:)&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Zgadnijcie gdzie...??????:D:D:D:D taaaaaaaaaaaaakkkkkkkkkkkkkk...na jedzenie...hahaha! ( Pani Krysiu- mamo Karoliny- pozdrawiam:):*!!!)...no kurcze wiem, że dużo piszę o jedzeniu, ale WIERZCIE MI, że dla Hiszpanów to mega ważne!!! hehe...chwilami śmiejemy się z dziewczynami, że przyswoiliśmy już torszkę hiszpańskiej natury mówiąc o tym, co ugotujemy przy następnym spotakniu! Ale to też dlatego, iż przekonałam się, że gotowanie, pieczenie i ogólne "kuchcenie" sprawia mi mega wielką radość! Naprawdę to lubię zwłaszcza, gdy słyszę te wszystkie miłe słowa pod moim adresem, gdy znajomi zajadają się kurczakiem, ciastem czy kokosowymi kuleczkami:);p&lt;/p&gt;&lt;p&gt;No więc do rzeczy...comida ( jedzenie) składała się z: zupy ( caldo- typowa galicyjska zupa z kapusty ziemniaków), dania drugiego: mięso ( żeberka lub kurczak), chorizo (&lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Chorizo"&gt;http://pl.wikipedia.org/wiki/Chorizo&lt;/a&gt;), ziemniaki i warzywa deseru z kawą ( coś w stylu naszej chałki, ale w bochenkach jak chleb, mega dobre!) , a wszystko zakończone różnymi rodzajami likieru:):D:D:D! do picia podano wodę oraz wino! no byłyśmy z dziewczynami w mega szoku jak to zobaczyłyśmy! Oczywiście jedzenie w restauracji, bardzo smaczne i do oporu! pomiędzy obiadem a deserem podano popielniczki ( wiadomo Hiszpanie- palacze) i studenci ( zaznaczam, że w Hiszpanii zaczyna się studia szybciej, więc oni mają po 20 lat) palili przy profesorach bez żadnego skrępowania czy zastanowienia się! Likier był pyszny...;p ciasto również...no wszystko mega pozytywnie!&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Nie mogłam się nadziwić, zwłaszcza, że to zupełnie inny obraz wycieczki niż w Polsce! zero jakiegokolwiek odliczania czasu, a pomimo tego wszyscy zorganizowani, nikt się nie zgubił, wszyscy byli na czas ( no oprócz Marta przed wyjazdem...hehe;p!), zero pośpiechu, przewodnik konkretny, dosłownie kilka zdań na każdy temat i ten posiłek...! aaaaaaaaaa...zapomniałam dodać czegoś bardzo ważnego i równie odmiennego od Polski...za cały ten dzień nie zapłaciliśmy ANI GROSZA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! wszystko sponsorował uniwersytet!!!!(&lt;a href="http://www.udc.es/principal/ga/"&gt;http://www.udc.es/principal/ga/&lt;/a&gt;) ehhh..no i jak tu nie kochać Hiszpanii...no powiedzcie jak????:D:D:D zobaczyliśmy morze, piękne plaże i zostałyśmy zaproszone przez Ricardo do jego weekendowego domu przy plaży!:) jak stwierdził ( Mój dom jest waszym domem) a nam powiedział, że latem możemy do niego zadzwonić i ona nas weźmie i będziemy sobie tam mieszkały za free...:) hahahaha...:D:D taaaa...zapewne z tego skorzystamy! ehh...Hiszpanie!:)&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Dzień zaliczam do udanych...aaaaa...no i jak wróciłam oczywiście konwersacja z D. poprawiła mi humor...:) no nic...miałam robić prezentację, ale chyba już mi się nie chce!;p jutro po przyjezdzie z zakupów tym razem z Dominiką:) ale zgodnie stwierdziłyśmy, że trzeba się uwinąć, gdyż nauka czeka:)&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Idę więc spać...iyi geceler( turecki), napte buna ( rumunski), buenas noches ( hiszpański), Good night ( angielski), a to wszystko to, po prostu, Dobranoc!!!!:):*:*:*&lt;/p&gt;&lt;p&gt;p.s. dzień 16 stycznia od 40 min....&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8267270800328840685-43908989592981456?l=erasmushiszpanski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://erasmushiszpanski.blogspot.com/feeds/43908989592981456/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://erasmushiszpanski.blogspot.com/2010/01/zaczynam-sobie-przypominac-co-oznacza.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8267270800328840685/posts/default/43908989592981456'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8267270800328840685/posts/default/43908989592981456'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://erasmushiszpanski.blogspot.com/2010/01/zaczynam-sobie-przypominac-co-oznacza.html' title='zaczynam sobie przypominać co oznacza czasownik &quot;uczyć się&quot;...;p'/><author><name>Anka Muszyńska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11645509299983834540</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://1.bp.blogspot.com/_-wnWrbwB0HA/S0Z01k36HaI/AAAAAAAAAAs/IZZmv8X9jhM/S220/SDC17268.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8267270800328840685.post-8837612156914251227</id><published>2010-01-07T15:06:00.000-08:00</published><updated>2010-01-07T15:46:23.015-08:00</updated><title type='text'>Bilety, tickets, billetes...dom, home, casa...;p</title><content type='html'>&lt;p&gt;no cóż...stało się...przyszedł ten moment...ten dzień...i bilety do domu kupione...! i tak w sumie to się cieszę, bo mam już problem z głowy...nie muszę myśleć, kombinować, zastanawiać się...itp...kupione, zapłacone, jak to mówią "co z głowy to z myśli":D ale z drugiej strony...znam już dokładną i na 99 procent nieodwołalną datę wyjazdu z miejsca, które jest dla mnie tak strasznie ważne, fajne i w ogóle...:(:(:(&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Oczywiście bilet kupiony dzięki Domi i małej pomocy Kuby...:D bo miałam sto pytań do...z racji tego, że oni są światowi ( zresztą nie tylko im głowę zawracałam moimi pytaniami...;p;p;p Filip dzięki..:)!), a ja nie...;p no i Domi usiadła na 5 min, i za chwilę miałam bilet do domu wybrany....hahaha...:D jak to dobrze mieć w okół siebie takich ludzi...nie dość, że mega fajni to jeszcze pomocni...DZIĘKUJĘ DOMINICZKO..:*:*:*:*&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Więc moja podróż zacznie się 22.02 rankiem, gdyż tego dnia będę już musiała wyjechać z Corunii do Barcelony! po 15 godzinach jazdy dotrę do Barcy, tam przetaszczę się na lotnisko i do 9 rano następnego dnia będę czekała na odprawę itp...:) jakoś to zleci...przynajmniej tak myślę...taką mam nadzieję...:D:D:D e tam...po tym półrocznym pobycie tutaj lotnisko to pikuś...haha..:D bilet easy jet z Barcelony do Berlina (42,99 euro), a póżniej bus z Berlina (prawdopodobnie ok 110 zł.) do...jeszcze nie wiem...;p moje kochane Gniezno lub mój studencki Poznań! ale to już nieważne...:D ufff...i będę w Poloniiiiiiiiii...po 5 miesiącach...:)&lt;/p&gt;&lt;p&gt;No a dziś pierwszy dzień rebajas (przeceny) więc od godz 10.30 do ok. 17.30 buszowałyśmy z dziewczynkami po sklepach...:D było faaaaaaaajnie, owocnie ( a to najważniejsze!), ale męcząco...;p dziś pójdę spać jak normalny człowiek czyli ok. 1.00:) kupiłam torebkę, bluzkę, 2 pary spodni i takie tam duperele...:) ogólnie jestem bardzo zadowolona...:D&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Jutro obiadek szykujemy, gdyż obiecałam naszej Turczynce kurczaka...:D:D:D mam nadzieję, że będzie rico (pyszny)! no nic...trzeba iść spać!&lt;/p&gt;&lt;p&gt;aaaaaaaaaaa...jeszcze tylko opowiem sytuacje płacenia za moje piso raro(dziwne mieszkanie)! Pytam wczoraj Albę ile mam zapłacić, za mieszkanie ( mieszkam już 4 miesiąc i nie zapłaciłam ANI pół euro...haha) ona nie wie..;p no to pytam Javiera...on też nie wie...;p ale jak powiedziała, że naprawdę muszę to wiedzieć no to policzył: 4 miesiące po 130 euro ( ze wszystkimi rachunkami naturalnie:D:D:D!) plus internet ponad 30, ale stwierdził "Ania, dasz mi 30 euro będzie ok"! no ale przecież będę tu 5 miesięcy???? no to odpowiedż brzmiała "za luty dasz nam tyle ile uważasz" hahaha...no i jak tu ich nie kochac nooooooooo???????????:D ehhhh...jestem fuksiarą...tato po raz nie wiem który przyznaje Ci rację w tej kwestii...:*:*:* ehhh...ahora verdad...me voy a dormir...&lt;/p&gt;&lt;p&gt;iyi geceler todos...:):*:*:*&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8267270800328840685-8837612156914251227?l=erasmushiszpanski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://erasmushiszpanski.blogspot.com/feeds/8837612156914251227/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://erasmushiszpanski.blogspot.com/2010/01/bilety-tickets-billetesdom-home-casap.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8267270800328840685/posts/default/8837612156914251227'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8267270800328840685/posts/default/8837612156914251227'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://erasmushiszpanski.blogspot.com/2010/01/bilety-tickets-billetesdom-home-casap.html' title='Bilety, tickets, billetes...dom, home, casa...;p'/><author><name>Anka Muszyńska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11645509299983834540</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://1.bp.blogspot.com/_-wnWrbwB0HA/S0Z01k36HaI/AAAAAAAAAAs/IZZmv8X9jhM/S220/SDC17268.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8267270800328840685.post-3666472252368441847</id><published>2010-01-05T04:19:00.000-08:00</published><updated>2010-01-05T04:58:17.246-08:00</updated><title type='text'>Stary Rok...Nowy Rok...:D</title><content type='html'>&lt;p&gt;Dziś 5 dzień Nowego Roku...ehhh...!!!! a ja jeszcze pamiętam cudownego Sylwestra, jakby to było wczoraj!:D&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Było IDEALNIE!!!! Najfajniejsi ludzie ( brakował Domi i Andreea, ale były z nami duchowo...jestem pewna...;p!), najfajniejsza atmosfera, najfajniejsze miejsca...tak to widziałam! najpierw mini party, no które oczywiście większość się spóźniła, później szampan, confetti i winogrona na ławce przy Torre de Hercules...ponownie mieszkanie dziewczyn, później Orzan...no i czekolada z churros!!!!:D Impreza do białego rana, tańce, zabawa, radość, wygłupy, żarty...jeśli tak będzie wyglądał cały mój rok to 31.12.2010 powiem, że byłam najszczęśliwszą osobą na ziemii...:D:D:D kocham moje hiszpańskie ludki, kocham to miejsce, wszystko co tu robie...kocham Erasmus!!!!!:D:D:D:*:*:*&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Dziś pochmurno...ale wczoraj i przedwczoraj pogoda była tak piękna, że aż nie mogliśmy w to uwierzyć!!!całe dnie spędziliśmy spacerując!:D&lt;/p&gt;&lt;p&gt;W niedzielę zdobywałyśmy Torre z Beatą, Maeteczką i Asią, która opuściła nas po godzinie. Zrobiłyśmy sobie sesję zdjęciową bawiąc się przy tym mega dobrze! Narobiłyśmy ok. 300 zdjęć po to, aby wybrać te najlepsze...hmm..okazało się, że prawie wszystkie są najlepsze...:D:D:D póżniej był obiadek u Marty, kościół i herbatka u mnie...:):)&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Wczoraj wybraliśmy się (ambitnie;p!) na dluuuuuuuuuuuuuugi spacer! ale to już większą ekipą: Merve, Serkan (chory, ale mu nie odpuściłam;p), Baris, Maja, Beata, Marta i ja! Wybraliśmy się na Santa Cristina...podobno najpiękniejsza plaża w A Corunii! droga była naprawdę długa...ponad 2 godziny w jedną stronę:D ale pogoda bardzo nam dopisała, więc oprócz chorego Serkana i Merve nie było za dużo marudzenia! Zweidziliśmy zupełnie inną, daleką część Corunii:) było jak zwykle wesoło, zwłaszcza jak tureccy chłopcy, swiom zwyczajem, robili sobie "narcyzstyczną" sesję na plaży...haha!:D bez ich zdjęć ("teraz ja chcę", "teraz ja!") jakiekolwiek wyjście, wycieczka itp. nie byłaby do końca udana...haha:D no cóż...niech żyją nadal w swojej słodkiej nieświadomości, a my wiemy swoje mężczyzna zawsze jest tylko mężczyzną...hehe:D uwielbiam naszych tureckich przystojniaków!!!!!:D&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Droga na Cristinę była naprawdę długa więc postanowiliśmy wrócić busem ( ale tylko z racji tego, że nie wszyscy się dobrze czuli!). Chłopcy w autobusie wyglądali jak pijani, tak im się chciało spać..haha:D Mieliśmy jeszcze zamiar robić u mnie tortillę mega wypas, ale nie mieliśmy siły! Poszliśmy więc na tapas ( paluszki krabowe..ymmmmm..PYCHOTA!!!!)...nawet nie chcę teraz o tym myśleć!!! objedliśmy się tak, że już dawno nie czułam się tak pełna jak wczoraj (2,8 Euro) Nawet herbaty w siebie nie wcisnęłam wieczorem! Jeszcze Marteczka posiedziała u mnie do ok 22...i dzień z MOIMI się zakończył:) położyłam się do łóżka ok 24, gdyż naprawdę byłam zmęczona i pewna tego, że nie będę miała problemów z zaśnięciem! niestety...o 1. ponownie włączyłam, na 10 min, komputer, a później był kubek gorącego mleka i "Crepusculo". Ok. 3 zapadłam w sen...bez komentarza...!!!!! NIENAWIDZĘ bezsenności...;/;/;/ to gorsze niż myślałam...offffffffffffff....!!!!!!&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;O 15.00 ponowne spotkanie  z wczorajszą ekipą. Dziś robienie tortilli, na którą wczoraj zabrakło sił:D będzie mega wypasiona (tzn. takie mamy plany;p). Szczerze to nasz pierwszy raz z tortillą...no, ale optymistycznie patrzymy w przyszłość! po przygotowaniu TAKICH świąt nic nam niestraszne...;p;p;p&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Ehhh...a co do Nowego Roku...????? niby trzeba mieć plany, coś sobie postanowić, na coś liczyć...ale ja nie wiem czy takowe posiadam na dzień dzisiejszy...:D myślę sobie, że jeżeli ten rok będzie taki jak 2009 będę naprawdę szczęśliwa! poprzedni przyniósł mi więcej niż oczekiwałam...mam prawo jazdy, jestem w Hiszpanii ( a to było moje największe marzenie!!!!), mam w okół siebie PRZECUDOWNYCH ludzi ( w Polsce i tutaj!) i czuję się naprawdę SZCZĘŚLIWA!!!!! czego można chcieć więcej?? noooo...może poza licencjatem, pracą, własnym samochodem, wycieczką do Turcji, do Rumunii...itd...hahaha:D:D:D:D&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Zobaczymy co się spełni, co nie...oby nie był gorszy od tego!!!!!!!!&lt;/p&gt;&lt;p&gt;aaaaaaaaaaaaa...by the way...doszłyśmy, wczoraj, do wniosku z Marteczką, że są pewne marzenia, których spełnienia nie oczekujemy...są tylko i wyłącznie marzeniami...i to też jest fajne!!!!:D&lt;/p&gt;&lt;p&gt;p.s. niedługo trzeba kupić biety do domu!!!!!:(:(:( kilka osób już takowe posiada...a mi na samą myśl chcę się płakać...bo to naprawdę oznacza koniec mojej najfajniejszej przygody w życiu...:(:(:( i choć zaczynam tęsknić...do domu mi nie śpieszno..:)&lt;/p&gt;&lt;p&gt;KOCHAM WAS rodzinko i kocham wszystkich, którzy mnie tam w Polsce wyczekują..:*:*:*&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8267270800328840685-3666472252368441847?l=erasmushiszpanski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://erasmushiszpanski.blogspot.com/feeds/3666472252368441847/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://erasmushiszpanski.blogspot.com/2010/01/stary-roknowy-rokd.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8267270800328840685/posts/default/3666472252368441847'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8267270800328840685/posts/default/3666472252368441847'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://erasmushiszpanski.blogspot.com/2010/01/stary-roknowy-rokd.html' title='Stary Rok...Nowy Rok...:D'/><author><name>Anka Muszyńska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11645509299983834540</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://1.bp.blogspot.com/_-wnWrbwB0HA/S0Z01k36HaI/AAAAAAAAAAs/IZZmv8X9jhM/S220/SDC17268.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8267270800328840685.post-4222317385879424132</id><published>2009-12-29T09:59:00.000-08:00</published><updated>2009-12-29T13:26:34.045-08:00</updated><title type='text'>świeta, święta...:D:D:D</title><content type='html'>&lt;p&gt;Czas na, myślę, ostatnią notkę w tym roku...hehe:D&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Święta, święta... i po świetach:D&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Zaczęło się we wtorek (22.12.2009r.) zakupy, ostatnie przygotowania do przygotowań, spotkania, ustalania itp...latanie jak w Polsce. Z małą, a jednocześnie dużą różnicą! Bez samochodu, mamy, któa zawsze wiedziała co, gdzie i za ile kupić, za to z pełną dezorientacją, ciężkimi siatkami pełnymi niezbędnych produktów i obawami czy dam radę zrobić to, co do mnie należało... Nie dość, że nie miałam zielonego pojęcia jak zabrać się za gotowanie, to jeszcze miałam problem z prezentem dla Serkana. Mianowicie wymyśliłam. że stworzę dla niego zdjęcie wydrukuje i oprawie w ramkę, a do tego Sangria...:D no to pomysł był świetny, ale gorzej z realizacją bowiem, gdy zdjęcie zostało wydrukowane miało wiele niedoskonałości. No, ale dzięki Tomkowi i Asi, którzy w Dolce Vita w Media Markt odkryli mozliwość normalnego wywołania zdjęć prezent został pomyślnie zakończony w środowe popołudnie...:D:D:D&lt;/p&gt;&lt;p&gt;W środę przedpołudnie i chwilę popołudnia spędziałam w Dolce, później kolejne 2 godz zakupy spożywcze i ok 14.30 wzięłam się za gotowanie!:D Dzięki Bogu ktoś wymyślił Skypa i mama mogła mi cały czas służyć radą:)&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Zaczęłam więc od kapusty z grzybami...poszło jak z płatka..:D az sama się zdziwiłam, że to takie łatwe! wiadomo..do polskiej kapusty jeszcze dużo brakowało, ale impitacja była niemalże perfekcyjna...:D:D:D poczułam się dumna!&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Jako drugi rzecz...placek! offfff...zaczęło się strasznie, gdyż białka nie chciały ubić się naszym domowym blenderem! byłam zrozpaczona...wszystko kupione, chęci duże, a jajka ubić się nie chciały;/ naturalnie mama posłużyła radą...skończyło się jednak na tym, że wzięłam kolejne 5 białek i postanowiłam je ubić ręcznie znalezioną w domu "trzepaczka";p nawet nie potrafię opisać tego jaka była moja radość, gdy po kilku minutach jaka były idealne...hahaha..:D:D:D no to dodałam wszystkiego co trzeba i ciasto z jabłkami wylądowało w piekarniku!!!! mega, mega z siebie zadowolona, z dumą w głosie oświadczyłam to mojej mum, ale zostałam ostudzona faktem, iż teraz nie wiadomo czy się upiecze:) jednak już 15 min potem ciasto zaczęło rosnąć, a godzinkę póżniej wyciągnęłam z piekarnika wysokie, upieczone, pięknie wyglądające ciasto z jabłkami!!!!!! moje zadowolenie z siebie osiągnęło szczyt, gdy pokazałam je mamie i słyszałam autentyczny podziw i zdziwienie, że jej córka, któa nigdy wczesniej piec nawet nie próbowała, stworzyła coś tak ładnie i smacznie wyglądającego...:D:D:D!!!! jak się póżniej okazało było tak smaczne jak wyglądało...hahaha..:D duma nie opuściła mnie do dziś...;p;p;p&lt;/p&gt;&lt;p&gt;3 potrawą były pierogi...:D również zaskoczyły nas swoją "łatwością" wykonania..:D razem z dziewczynkami, Martą i Asią, dałyśmy radę:D ciasto, farsz, gotowanie...poszło jak z płatka:D &lt;/p&gt;&lt;p&gt;kapusta z grzybami, placek, pierogi...i zakończyłam swój dzień ok godz 23.00:D mega zadowolona, mega dumna...i w ogóle szczęsliwa:D&lt;/p&gt;&lt;p&gt;W dzień Wigilii od rana było jeszcze trzeba załatwić kilka drobnostek( m.in. sałatka z tuńczyka)...no i zaczęły się przygotowania pełną parą. ok 17 przyszły dziewczyny, aby dokończyć gotowanie barszczu. hahaha...:D:D:D nie wiem jak one to zrobiły, bo nikt z nas nie miał najmniejszego pojęcia jak gotuje się barszcz. W tym przypadku, było ok. 6 kucharek...i do jedzenia był mega duży gar dobrego barszczu. Byliśmy bardzo zadowoleni, zwłaszcza, że zasięgnęłyśmy porad prawdziwego kucharz, który niestety nie miał pojęcia jak gotuje się barszcz z ugotowanych już buraków, a my dałyśmy radę.!!!!:D:D:D na Erasmusie niemożliwe staję się możliwe...hehe:D &lt;/p&gt;&lt;p&gt;Do stołu pełnego wielokulturowego jedzenia( turecki ryż, tureckie ciasto, rumuńskie gołąbki, rosyjskie sałatki...polska reszta!) zasiedliśmy ok godz 20.00:D była modlitwa, czytanie Ewangelii w 3 językach, a później dzielenie się opłatkiem:D Nasi tureccy przyjaciele wzięli udział we wszystich obrządkach poza modlitwą, co jest oczywiste! Było mega sympatycznie...zanim 15 osób nawzajem życzyło sobie wszystkiego najlepszego trochę czasu upłynęło. Ale wszyscy cierpliwie czekali no i zasiedliśmy w końcu do kolacji. MNIAM, MNIAM, MNIAM...nie da się tego określić! było jak w domu...pysznie, bogato, z uśmiechem i stołem pełnym świątecznego rozgardiaszu:D&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Naturalnie, po kolacji przyszedł czas na prezenty, najbardziej oczekiwany moment dla Serkana i Barisa...hehe...:D i tu też było jak w domu...czekaliśmy, aż wszyscy zjedzą i tym razem ostatnią osobą była Asia...:D no, ale dotrwaliśmy! prezenty rozdawałam ja...jako gospodyni domostwa...haha:D Wszyscy zadowoleni zabraliśmy się do jedzenia ciasta, picia kawy, herbaty, soku, spiewania kolęd...i wszystkiego co świąteczne! Nawet Agata, która była w Polsce nam towarzyszyła...w dobie internetu, to nie problem..:D&lt;/p&gt;&lt;p&gt;No i o 24:00 zebraliśmy się na Pasterkę. Jak jeden mąż ( łącznie z Merve, Barisem i Serkanem oraz prawosławnymi dziewczynami) pomaszerowaliśmy do kościoła znajdującego się 2 minuty drogi od mojego mieszkania( mówiłam, że wszędzie mam blisko...hehe!). Msza zupełnie inna niż w Polsce...nasza polska naturalnie lepsza:D!!! Było jednak ciekawie...zwłaszcza, gdy Baris z mega zdziwieniem na twarzy zapytał co się dzieje, gdy ksiądz rozdawał komunie!!! hehehe...:D:D:D różne narodowości, różne kultury, różne religie...wiele się można nauczyć, wiele dowiedzieć...bezcenne!&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Po Pasterce ponowna wizyta u mnie...no i ok 2:00 w nocy niektórzy zebrali się na imprezę, niektózy poszli do domów...ja nie poszłam nigdzie, gdyż byłam u siebie, a na imprezę mi się nie uśmiechało w Wigilię. Moje kochane tureckie chłopaki pomogły mi sprzątać i zostałam sama z Asią! Położyłam się do łóżka ok.4:00 nad ranem po sprzątnięciu kuchnii i przygotowaniu stołu na pierwszy dzień świąt, który również odbywał się u mnie z racji tego, że było co jeść. &lt;/p&gt;&lt;p&gt;25.12.09 przywitałam pierwszych gości po godz 15. Naturalnie wszyscy spóźnieni:D o 15 obiad miał się zacząć, a pierwsi przyszli po 15..;p no, ale nic...poczekaliśmy do 16 i zasiedliśmy do stołu...jednak tylko garstą ludzi...haha:D Ostatni przyszli ok. 18 dlatego nie czekaliśmy. Najważniejsze, że wszyscy się najedli i atmosfera ponownie była wspaniała. Był obiad, ciasto, kolędy...i ok.21 zebraliśmy się na mini spacer! do mieszkania Julity i Doroty, które zaprosiły nas poprzedniego dnia...na kawę i ciasto:D! tak! tego nam było trzeba...haha...:D no więc jak przystało w święta wypiliśmy kawę, zjedliśmy przepyszne ciasto Julity i ok. 1:00 zebraliśmy się do domu!&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Kolejny świąteczny dzień zakończony jak należy...jedzeniem i piciem...haha:D Tym razem położyłam się spać ok.5:00 nad ranem...plotki z Serkanem na MSN zabrały mi dużo czasu...hehe:D&lt;/p&gt;&lt;p&gt;2 dnia świąt wstaliśmy po południu i o 15:45 spotkaliśmy się na przystanku- czas na łyżwyyyyyyyyyy...:D:D:D obawiałam się o moje umiejętności, ale dałam radę...ponad 2 godziny bez wywrotki:D! nawet pomagałam Merve i Serkanowi, gdyż były to ich początki! Ale dali radę! naprawdę myślałam, że jest z nimi gorzej! Serkan był bardzo wyrwały, gdyz chce opanować umiejętność łyżwiarstwa niemalże do perfekcji na stopniu podstawowym...jeszcze kilka lekcji i da radę...hehe!:D&lt;/p&gt;&lt;p&gt;przed 20 opuściliścmy lodowisko i już po chwili czar radości prysł! przynajmniej dla mnie! Okazało się, że zgubiłam mój UKOCHANY kolczyk!:( nie mogłam powstrzymać sie od płaczu. Baris zrobił dla mnie ową zgubę z kółeczka do kluczy, ale to nie to samo...! To nie był tylko kolczyk...to był sentyment i przecudowne wspomnienia...no cóż...zostawiwm w Hiszpanii cząstke siebie! Zakończyłam dzień rycząc w poduszkę...ehhh..&lt;/p&gt;&lt;p&gt;W niedzielę odwiedziłam Merve, któa zrobiła PRZEPYSZNĄ turecką potrawę:D! była prosta, więc któregoś dnia ja postaram się ją stworzyć! posiedziałyśmy, poplotkowałyśmy, porozmawiałyśmy o tureckich tradycjach i po powrocie do domu zabrałam się do oglądania Gossip Girl...:D:D:D dzien skończył się nad ranem!:D&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Wczoraj Merve była u mnie na obiadku. Później wybrałyśmy się na spacer! hmm..naturalnie skończyłyśmy w sklepie i nie omieszkałyśmy kupić sobie kilku rzeczy...;p jesteśmy kobietami...mamy do tego pełne prawo:D gorzej z finansami, ale co nam...raz się żyje...haha:D Wieczór zakończyłam naleśnikami z czekoladą u Asi i plotami z Martą, Beatą i Mają ok 4:00 nad ranem!&lt;/p&gt;&lt;p&gt;A dziś piżamowy dzień! Gosiip Girl zakończone, pranie zrobione, blog napisany, połączenie z rodzinką zrealizowane i chęci na zrobienie czegoś pożytecznego nadal są...gorzej z realizacją:D:D:D no, ale cóż...hehehe!&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8267270800328840685-4222317385879424132?l=erasmushiszpanski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://erasmushiszpanski.blogspot.com/feeds/4222317385879424132/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://erasmushiszpanski.blogspot.com/2009/12/swieta-swietaddd.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8267270800328840685/posts/default/4222317385879424132'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8267270800328840685/posts/default/4222317385879424132'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://erasmushiszpanski.blogspot.com/2009/12/swieta-swietaddd.html' title='świeta, święta...:D:D:D'/><author><name>Anka Muszyńska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11645509299983834540</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://1.bp.blogspot.com/_-wnWrbwB0HA/S0Z01k36HaI/AAAAAAAAAAs/IZZmv8X9jhM/S220/SDC17268.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8267270800328840685.post-9191080574776044977</id><published>2009-12-19T14:17:00.000-08:00</published><updated>2009-12-19T14:20:15.745-08:00</updated><title type='text'>Madryt...:D</title><content type='html'>No to przyszedł czas na relacje z ostatniej, większej erasmusowej wyprawy w tym roku! przedstawiam...Madryt...:D&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zaczęło się w niedzielę (13.12.2009r). Na przystanku autobusowym spotkałam się z Domi i Charlotte, gdyż, z racji naszego lenistwa nie chciało nam się iść spacerkiem:D dotarliśmy pod NH Atlántico Hotel, stamtąd odjeżdżał bus prosto na lotnisko w Santiago (6,9 Euro;/!) po jakiś 45 minutch wysiedliśmy na miejscu...odprawa itp. , no i znaleźliśmy się w samolocie (Ryanair naturalnie;p) aaaa..nie obyło się bez delikatnej nerwówki, gdyż...Andreea miała literówkę w imieniu, ja miałam złą datę ważności paszportu, a Turcy jakiś tam zły numer czegoś...aaaa...no i mój bagaż, z laptopem Andreei, która z Madrytu jechała do domu, nie mieścił się w wymiarach! no, ale jak się okazało wszystko poszło ładnie i składnie! do samolotu weszliśmy całą 11 : Dominika, Andreea, Charlotte, Merve, Baris, Serkan, Karolina, Maja, Beata, Tomek no i ja..:D&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;niecała godzinka i bezpiecznie wylądowlaiśmy w Madrycie. Pierwsze zaskoczenie...jadę sobie po taśmie, rozmawiam przez telefon i nagle słysze "Hola Ania!". Mega zdziwiona patrze...a to usmiechnięty Javier( mój współlokator!) wiedziałam, że był w Madrycie, ale byłam pewna, że jedzie w sobotę i w sobotę wraca...a tu niespodzianka!:D&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dotarliśmy do naszego hostelu ( Cat's Hostel) bez większych problemów. Poszliśmy na metro, odpowiednią linia no i później nasz przewodnik Charlotte doprowadziła nas do hostelu! szału nie było! jak dla mnie...bo z innymi było nieco gorzej! np.Andreea ze swoją klaustrofobią nie mogła spać na dolnym łóżku, więc trzeba było zrobić zamianę. No, ale w końcu, jakoś tam się zorganizowaliśmy! chwila odpoczynku...i zwiedzanie!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zaczęło się od zjedzenia czegoś (Burger King bo tani...hehe...;p!) no i ruszyliśmy w stronę Muzeum Prado.  Okazało się, że dopiero od 17 jest za free, więc pospacerowaliśmy troszkę po Madrycie: Tomek (nasz przewodnik:)!) pokazał nam piękny budynek poczty, plac na którym Real świętuje swoje wygrane, piękny park...no i na 17 wróciliśmy do Prado! hmm...nie za bardzo interesuje mnie sztuka, malarstwo, itp. (zresztą jak większość!), ale muzeum obeszliśmy, obrazy zobaczyliśmy&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zmęczeni po podróży, zwiedzaniu, spacerowaniu…i, co było dla nas dziwne, ZMARZNIĘCI wróciliśmy do hostelu!  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Drugi dzień rozpoczęliśmy od śniadanka w hotelowym barze…jak się okazało pracował tam Polak…hehe:D Bardzo sympatyczny, a przy okazji pomocny. Nie było żadnego problemu, żeby coś załatwić jeżeli nie rozumieli o co nam chodzi po angielsku lub po hiszpańsku:D A Tomek dostał nawet śniadanie po czasie, który był na to przeznaczony, więc naprawdę, oby takich Polaków więcej na świecie! &lt;br /&gt;Po śniadanku, standardowo czas na ogarnięcie się no i zwiedzanie! Znowu zaczęliśmy kulturalnie…Muzeum Reina Sofia. Muszę przyznać, że to muzeum zrobiło na mnie znacznie lepsze wrażenie. Bardziej znane osobowości ( m.in. Picasso i Dali), bardziej znane obrazy i współcześniejsze czasy. No, ale co najważniejsze…widziałam oryginalną Guerrnice Picassa! Z tego się najbardziej cieszę. Zawsze te wszystkie obrazy były dla mnie czymś papierowym, niedostępnym, czymś „w książce od języka polskiego”…teraz, po zobaczeniu ich na żywo przybrały inny kształt. Z tego, że byłam w Reinie Sofii szczerze jestem zadowolona..:D&lt;br /&gt;Aaaaaaaaaaaa…ważna notka z drugiego dnia pobytu!!!! Był Śnieg!!!! Oczywiście malusieńko…ledwo przykrywał dachy samochodów, ale sprawił nam radość ( zwłaszcza Andreei i Serkanowi;p!) a ja poczułam odrobinkę polskiej zimy: zimno i śnieg…hehe:D&lt;br /&gt;Po Reinie Sofi zwiedziliśmy Madryt Atocha. Stacja kolejowa, w której, na środku rosną drzewka, pływają żółwie w stawkach…i ogólnie jest taki sobie mały ogródek botaniczny. Zaznaliśmy tam prawdziwe sjesty..haha:D Ikea miała promocję mebli. Kanapy porozstawiane, można było usiąść i chwilę się zrelaksować…no to większość z nas tak uczyniła! Rozwaliliśmy się na kanapach, dostaliśmy kocyki, podnóżki i spędziliśmy tak ok. 10 min…było faaaaaaaaaajnie. A na odchodne dali nam jeszcze po parze domowych klapek…więc jak znalazł, niebieskie klapki Ikei dla gości...hehe:D opłacało się!&lt;br /&gt;Kolejny przystanek: Plaza de Espana. A tam zdjęcia z Don Kichotem i Sancho Pansą:D było śmiesznie i przyjemnie bo akurat słonko zagrzewało:D chłopacy, jak to chłopacy…powspinali się na biednego konika i osiołka, porobiliśmy zdjęcia…i ruszyliśmy w dalszą podróż.&lt;br /&gt;Kolejną rzeczą jaką zobaczyliśmy była egipska świątynia w jednym z madryckich parków. Niestety nie można było wejść do środka, więc obejrzeliśmy ( niewiele tego było;p) ją z zewnątrz i ruszyliśmy dalej podziwiając, przy okazji, piękny widok na Madryt, który rozciągał się z owego parku.&lt;br /&gt;Poszliśmy w stronę Palacio Real, który również podziwialiśmy z zewnątrz. Robił wrażenie, przynajmniej na mnie. Duży, masywny…naprawdę królewski. Ale większą atrakcją dla mnie była katedra, którą dane nam było zobaczyć później. Zrobiła na nas tak dobre wrażenie, że stwierdziłyśmy z Domi, że to idealne miejsce na ślub:D ostało więc postanowione, że chajtamy się ( nie razem lecz z naszymi mężczyznami;p!) właśnie w tej katedrze. Ona była po prostu radosna, piękna, pełna pozytywów..idealna na ślub! Uff…jeden problem, dotyczący ślubu, z głowy…hehe!:D&lt;br /&gt;W drodze na kolejny sławny plac dane nam było zobaczyć jakieś ważne wydarzenie. Hmm…tzn. podejrzewamy, że było ważne, bo zawierało wszystkie elementy „ważności”: mnóstwo policji, ogrodzony teren, wiszące flagi, konie i oficjalnie ubrani na nich panowie, orkiestra no i limuzyny, czyli jakieś ważne osobistości!;p Ale niestety nie doczekaliśmy się nikogo sławnego, więc ruszyliśmy w dalszą drogę. Kolejny punkt: Placa Mayor z pięknymi malowidłami na ścianach. Akurat odbywał się festyn świąteczny, więc poczuliśmy magię świąt..:) Następnie jedzenie w tureckim fast foodzie…ale o tym nie piszę bo to już niejaka tradycja. Tak to jest jak się żyje z Turkami, którzy na widok KAŻDEJ tureckiej restauracji mieli nieopisaną radość na twarzy. Wiem, że to może się wydawać dziwne, ale tak już jest. Oni są dumni ze wszystkiego, nawet z kebaba…hehe:D&lt;br /&gt;Pełni, po ciepłym obiadku ruszyliśmy na ostatni punkt w owym dniu: kolejny plac, ale już taki bardziej znany…plac z niedźwiadkiem przy drzewie:D (symbol Madrytu:)!) oraz z punktem zerowym w Spain…czyli z punktem, którego wyliczane są długości ulic w Hiszpanii:D później weszliśmy na Gran Via- najsławniejszą ulicę w Madrycie…no i wieczorną porą, ponownie zmarznięci wróciliśmy do hostelu! Jednak nie wszyscy...Andreea i Turcy postanowili spacerować dalej. My z Domi i innymi dziewczynami zdecydowaliśmy się na powrót do hostelu…przespaliśmy się tam ok. 2 godzin…i, gdy Andreea wróciła ze spaceru z Turkami poszła na spacer z nami…hehe:D zakończyliśmy więc drugi dzień pobytu odkrywając Madryt nocą. Aaaaaaaaaaaa…spotkaliśmy się z Agatą, Mateuszem, Martą i Aśką…pospacerowaliśmy razem i spacer uwieńczyliśmy jedzonkiem w Mc’Donalds. Były lody, kawa, pącki, hamburgery…:D ehhhhhhhh….poszliśmy spać zmęczeni, ale bardzo usatysfakcjonowani i najedzeni.&lt;br /&gt;Dzień trzeci rozpoczęliśmy od wizyty na stadionie Realu Madryt- Estadio Santiago Bernabeu. Zwiedzanie dość kosztowne(15 Euro), ale się opłacało, przynajmniej dla mnie:D Widzieliśmy muzeum, ze wszystkimi zdobyczami, rękawicami, butami, historią itp., siedzieliśmy na trybunach, na fotelach dla zawodników, byliśmy na murawie, widzieliśmy szatnie, łazienki, pokój prasowy…no ogólnie cały stadion!:D Baris i Serkan niemalże płakali jak już wychodziliśmy..haha:D Ehh…chłopcy. Mi się podobało, ale tak bez przesady! Mam frajdę z tego, że tam byłam, bo teraz jak będę oglądała mecz z moim braciszkiem to powiem „Ehh..a ja tam byłam..haha:D”. Stwierdziłyśmy z Domi, że większą, ale zarazem męczącą frajdą byłoby zwiedzanie stadionu z kumplami…bo oni się tak wszystkim przejmują, podziwiają, oglądają itp. Nie wiem ile zdjęć mają tureckie chłopaki z tego stadionu, ale na pewno ponad 100..:D no coż, stadion zaliczony!:D  &lt;br /&gt;Kolejny przystanek (tego dnia cały dzień jeździliśmy metrem, bo punkty do zwiedzenia były dość daleko od siebie)- Plaza Castilla. Sławny z tego, że znajdują się na nim pochylone budynki, które tak zostały już skonstruowane! Robią wrażenie, ale chyba nie chciałabym pracować na samej górze w miejscu najbardziej wysuniętym..hehe:D&lt;br /&gt;Dalej obejrzeliśmy Nuevos Ministerios…budynek jakiegoś ministerstwa, oczywiście, przed którym znajdował się jardin(ogród). Nic specjalnego, ale podobno istotne..hehe:)  &lt;br /&gt;Przedprzedostatnim miejscem, do którego zajrzeliśmy był Plaza de Toros, na którym w sezonie, odbywają się corridy. Budynek świetnie wyglądający z zewnątrz, niestety nie było nam dane zobaczyć go wewnątrz. Oczywiście narobiliśmy mnóstwo zdjęć, zjedliśmy hiszpańskie churros( niestety zimne!;/ Gorące z cukrem są ZNACZNIE pyszniejsze!)&lt;br /&gt;Jako przedostatni punkt zaliczyliśmy most, z którego widać było kolejny stadion- Estadio Vicente Calderon. Chwilkę podziwialiśmy widoki, niektórzy pobawili się z pięknym piesiem, który stał ze swoim panem…no i ruszyliśmy, do ostatniego już, punktu, którym ponownie była egipska świątynia, ale tym razem już wewnątrz.&lt;br /&gt;Okazała się tak malutka, jak się wydawała…na nikim nie zrobiła oszałamiającego wrażenia, ale jak stwierdził Tomek, na wartość kulturową:D! ponownie, więc zaznaliśmy troszkę kultury, ale tym razem egipskiej w Hiszpanii. Ehhh…ale widok zachodzącego słońca z tamtego miejsca zrobił wrażenie na wszytkich! Przepiękny…zresztą jak niemalże każdy widok zachodu.:D&lt;br /&gt;Pojechałyśmy z dziewczynami (Andreea, Domi, Merve i ja) do hostelu, wstępując po drodze do supermarketu Dia:) Merve wybrałą KFC, a my obkupiliśmy, się w bagietki, tortille, magdalenki i zrobiłyśmy sobie piknik w hotelowym pokoju:D. Pomysł tak nam się udał, że został podchwycony przez innych…;p Później była drzemka…no i Serkan wyciągnął nas na prawdziwy clubing w Madrycie. Na początku byłyśmy sceptyczne…udało mu się namówić mnie, ja namówiłam Andree, niektórych nie było trzeba namawiać, a Domi namówić się nie dała( z racji swojego wrodzonego, lub nabytego lenistwa oraz jak ona to mówi, z racji tego, że jest stara…hehe!), więc została w łóżku. A my łaziliśmy od klubu do klubu wciągani przez ludzi do tego przeznaczonych ( Karolina może coś więcej powiedzieć na ten temat, jeśli ktoś byłby zainteresowany:*:*:*!) i pijąc darmowe drinki, które nam oferowano…hehe (chupitos, rum, wódka z sokiem, sangria…). Clubing w Hiszpanii to naprawdę dobra sprawa…moża wejść do wielu klubów, wypić dużo…a przy tym nie tracić ani jednego euro, jak to miało miejsce w naszym przypadku..hahahaha..:D:D:D czas spędony bardzo fajnie, natańczyliśmy się, naśmialiśmy, ponownie zobaczyliśmy Madryt nocą…no i w pełni usatysfakcjonowani wróciliśmy do hostelu ok. 2.30, a niektórzy o 5…:D &lt;br /&gt;Ostatniego dnia trzeba było wstać o 7.00 rano, gdyż obiecałam Andreei, że pomogę jej z przedostaniem się na dworzec autobusowy. Serkan zmuszony był jechać z nami, gdyż powiedział, że jak pójdziemy na imprezę, on pojedzie nam pomóc..hehe:)  no, to skorzystaliśmy z tego naturalnie…! Po odprawieniu Andreei ( ehhhhh…tęsknie już!:(!!!) zajechaliśmy do hostelu, zjedliśmy śniadanko, no i droga na lotnisko. Ok. 15 byliśmy w Santiago, ok. 17 w domku!&lt;br /&gt; Kolejne cudowne dni spędzone z erasmusowymi ludkami…dzięki:*:*:*&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8267270800328840685-9191080574776044977?l=erasmushiszpanski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://erasmushiszpanski.blogspot.com/feeds/9191080574776044977/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://erasmushiszpanski.blogspot.com/2009/12/no-to-przyszed-czas-na-relacje-z.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8267270800328840685/posts/default/9191080574776044977'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8267270800328840685/posts/default/9191080574776044977'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://erasmushiszpanski.blogspot.com/2009/12/no-to-przyszed-czas-na-relacje-z.html' title='Madryt...:D'/><author><name>Anka Muszyńska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11645509299983834540</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://1.bp.blogspot.com/_-wnWrbwB0HA/S0Z01k36HaI/AAAAAAAAAAs/IZZmv8X9jhM/S220/SDC17268.JPG'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8267270800328840685.post-5957858266196686627</id><published>2009-12-10T16:37:00.000-08:00</published><updated>2009-12-10T19:00:43.903-08:00</updated><title type='text'>Portugal part2</title><content type='html'>&lt;p&gt;No to budzimy się w naszym pięknym pomarańczowym pokoiku..:) zmęczeni, głodni, nieprzytomni...:D nie wiem ile czasu zajęło nam ogarnięcie się, ale z godzinkę...no i śniadanko:D w pięknym living roomie połączonym z kuchnią:D najedzeni do syta wyruszyliśmy w kilkugodzinną podróż do Lizbony...:)&lt;/p&gt;&lt;p&gt;W autokarze troszkę snu, dużo śmiechu i miło spędzony czas...no to "witaj Lizbono!" po jakiś 4 godzinach! naturalnie poszukiwania hostelu...i żeby było śmiesznie po raz drugi znalazłam się w grupie Zagubionych...hahaha:D Andreea bardzo potrzebowała łazienki i jak poszła tak zniknęła na jakieś 15 min...czekaliśmy za nią podczas, gdy reszta grupy poszła do hostelu prowadzona przez Soraye...:D ehh co za szczęściarze...my zostaliśmy z tymi samymi "przewodnikami", którzy ostatnio zgubili się w Porto...ehh..no życie! ale nie było tragedii...po kilku telefonach do Sorayi i zapytaniu przechodniów gdzie jest adres, którego potrzebujemy...dotarliśmy do miejsca przeznaczenia w 15 min. hmm...normalnie zajmowało to dosłownie 3 min..ale cóż..nie czepiajmy się szczegółów.:D &lt;/p&gt;&lt;p&gt;Hostel nosił wdzięczną nazwę Hostel Kitsch..no i był to rzeczywiście kicz..hahaha...:D zastanawialiśmy się, siedząc w living roomie, który nie umywał się do poprzedniego, czy nazwa wynika z wyglądu czy wygląd z nazwy...haha...na pytanie odpowiedzi nie znaleźliśmy! po kilku minutach zaprowadzono nas do pokoju...jak poprzednio w 10 osób (2 Turków, Niemka, 2 Rumunki, 5 Polaków;p!) nasza ekipa! pokoje bez komentarza, łazienki już w ogóle...tęskniliśmy za naszym Orange room!&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Chwila na odpoczynek no i w drogę...hmm...tzn spacer w poszukiwaniu knajpy na jedzenie..hahaha..:D ale o tym później, bo to długi i interesujący temat...:D no nic, spacerując, podziwiając pięknie oświetloną, na czas świąt, Lizbonę znaleźliśmy w końcu odpowiednie miejsce. Najedzeni wybraliśmy się zobaczyć przepiękną, ogromną, lizbońską choinkę! Przy okazji Sofia, erasmuska z Lizbony, opowiedziała nam, co nieco, no i ruszyliśmy zobaczyć oświetlone cudo z bliska!:D ehhhhhhhh..piękna, mieniąca się kolorami, ogromna, robiąca wrażenie...nie omieszkaliśmy zrobić około 100 zdjęć tej samej choinki:D wiedzieliśmy, że to nienormalne i, że nikomu nie będzie się chciało tego oglądać, ale co tam! bawiliśmy się świetnie...:D:D:D! była darmowa herbatka, bo Lipton miał jakąś promocje..:D była wata cukrowa, jabłka w karmelu..MNIAM!!! więc było nie tylko pięknie, miło, świątecznie, ale także słodko:D! wróciliśmy do hostelu nic konkretnego nie zwiedzając, ale zadowoleni i nastawieni na imprezkę...naturalnie;p &lt;/p&gt;&lt;p&gt;Była niedziela, więc nie za bardzo orientowaliśmy się gdzie można potańczyć! no, ale wyjść- wyszliśmy. Zaliczyliśmy pub, w którym każdy wypił Ginje (wiśniówka, ale mniej słodka!) z kieliszka zrobionego z czekolady, którego następnie zjadał. Typowo portugalskie...coś w stylu polskiej bombonierki z wiśnią w środku...:D posiedzieliśmy, pościemnialiśmy...no i przyszedł czas na poszukiwanie miejsca do tańca. Padało tej nocy, więc troszkę nie uśmiechało nam się iść, ale jak trzeba to trzeba. Alberto, nasz przewodnik i opiekun zarazem, który spędził rok na Erasmusie w Lizbonie, zabrał nas do PEWNEGO miejsca przy ocenaie. Zaszliśmy, patrzymy..."Fiesta privada"...hmm...stanęliśmy pod pobliskimi kolumnami czekając, nie wiadomo na co...dzięki Bogu z Sorayą przy boku...;p po jakiś 10 min przychodzi nasza opiekunka- Soraya, ze słowami "Dobra ludzie idziemy. Zagadałam i wpuszczą nas na tą imprezę!" (ha...i niech nikt mi nie mówi, że kobiety są gorsze od mężczyzn..hehe!) pomyślałam "fajnie!!! jak impreza prywatna to pewnie jacyś młodzi ludzie, przystojni, itp" hmmm...weszliśmy w ponad 30 osób...i przeżyliśmy szok...!!! Klub dla gejów!!!!!!!! zaczęłam się śmiać, bo w życiu sie tego nie spodziewałam i...jeszcze nigdy w życiu nie byłam w takim miejscu! Wiedziałam o tym, że Lizbona to miasto gejów, gdyż zostaliśmy o tym poinformowani, ale NIGDY w życiu nie spodziewałabym się, że zabiorą nas do takiego klubu!:D:D:D ehhhh...było superowo!!!!!!!!!! muzyka troszkę ciężka, bo samo techno, ale daliśmy radę. Kurczę nie mogę powiedzieć, że czułam się zupełnie normalnie, a to z tego względu, że zżerała mnie ciekawość!!! chciałam widzieć każdy ruch tych facetów, każde spojrzenie, każdy krok...było interesująco! i, o dziwo, nie przeszkadzało mi w żaden sposób!!! impreza zaliczona do jak najbardziej udanych!!!!!!!!&lt;/p&gt;&lt;p&gt;no i jak tu nie kochac Erasmusa? mogę się założyć, że w Polsce nie poszłabym do takiego klubu, a tu...proszę...:) bardzo się cieszę, że zobaczyłam, co zobaczyłam i dzięki temu kolejny stereotyp upadł...:D po Erasmusie wszystkie stereotypy znikną z mojego umysłu...każdy jest jaki jest! dlatego świat jest tak interesujący!:D&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Zadowoleni z imprezy wybraliśmy się w droge powrotną z Carlosem przy boku, który cały czas nam powtarzał, że Lizbona jest bardzo niebezpieczna, że mamy się trzymać razem, a jak będzie trzeba to mamy zacząć uciekać...hahahaha:D wyobraziłam sobie pijanego Carlosa stającego w naszej obronie lub uciekającego przed bandytami...hahaha!:D oczywiście nie obyło się bez śmiesznych sytuacji. Baris ( Turek z naszej paki;p!) wracał razem z nami! znał drogę do domu...w pewnym momencie zaczymaliśmy się przy pomniku ( siedzący na ławeczce pisarz) spotykając innych zainteresowanych. Carlos nie omieszkał zapytać jak dostać się do centrum, gdyż według niego nie znaliśmy drogi...:D sytacja osiągnęła punkt kulminacyjny kiedy Carlos poczuł jak Andreea, po raz 5!!!!!, chwyta go za ramię mówiąc "Carlos! znamy drogę", a on z mega zdziwieniem stwierdził "Joder, Puta..jak to znamy drogę? naprawdę?????" no, my z Andreea, myślałyśmy, że położymy się ze śmiechu....hahaha..:D:D:D no nic, poszliśmy przed siebie, prowadzeni przez Barisa...w 15 min dotarliśmy do hostelu w świetnych, dzięki Carlosowi, humorach!:D dzień drugi zakończony...to były najlepsze Mikołajki w moim życiu:D!!!!:D&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Dzień 3...pobudka, toaleta, śniadanko z gorącymi bułeczkami w roli głównej...MNIAM!!!!!:D najedzeni do syta, o dziwo, wybraliśmy się na zwiedzanie! Zamek, punkt widokowy, czas na jedzenie (OCZYWIŚCIE!!!:D!) no i ostatni punkt programu Belem. Pogoda była przecudowna!!! słońce, gorąco, bezwietrznie ehh..polska, piękna wiosna! na zamek trzeba było troszkę iść, więc na górze znaleźliśmy się lekko zmachani..;p ale widoki na całą Lizbonę wynagrodziły nam zmęczenie!!! ehhhhh...piękny zamek, piękna pogoda, piękne słoneczko, piękne widoki, świetna atmosfera..czego nam więcej do szczęścia było potrzeba? niczego, dlatego spędzaliśmy ten czas z uśmiechami na twarzy, wzdychając do słońca i naturalnie robiąc kilkaset ( nie przesadzam!) zdjęć..;p po zejściu z zamku czas na punkt widokowy i katedrę. Po zaliczeniu powyższych punktów czas wolny...z racji tego, że głodne nie byłyśmy ( no z wyjątkiem Merve) wybrałyśmy się do Mc'Donaldsa na przepyszne lody, a Merve na jedzonko! Po drodze, nie omieszkałyśmy naturalnie, wstąpić do kilku sklepów w celu zakupienia pamiątek!:) więc z siatkami w dłoni, po zjedzeniu przepyszastych lodów wstąpiłyśmy do hostelu ( z racji tego, że był blisko najważniejszych miejsc, co niewątpliwie jedna, z jego niewielu zalet;p!), zostawiłyśmy bluzy, zakupy, parasole (w końcu nie były nam potrzebne..jupi!!!!!) i ruszyłyśmy do meeting pointu przy Łuku Triumfalnym!&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Spóźnione (ale tylko 4 min), zziajane, bo biegłyśmy...aaaaaa towarzyszył nam Włoch, więc biegliśmy;p żeby się nie spóźnić( co się nie udało..;p!) zastaliśmy naszą grupę w komplecie..naturalnie z wyjątkiem opiekunów, którzy byli NA OBIEDZIE!:D no cóż przyszli po jakiś 10 min( co razem dało 15 min spóźnienia!) i naturalnie, bez żadnego przepraszam, niczego policzyli czy jesteśmy wszyscy no i w drogę do Belem! (http://pl.wikipedia.org/wiki/Belém_(dzielnica_Lizbony)  !) najpierw na pieszo na stację kolejową, no i póżniej pociągiem do celu przeznaczenia...całe 7 min drogi!:D już na początku wrażenie było imponujące (gdyby tylko nie to, że ledwo mogłyśmy chodzić w nowych butach) wszystko byłoby perfekcyjne. Postękałyśmy, bo trzeba było odbyć dłuuuuuugą drogę piechotą no, ale dałyśmy radę. Alberto przedstwił nam bliżej zameczek, pomnik no i najważniejsze...czyli Monasterio!:D! zakończyliśmy wycieczke do Belem odwiedzając sławną Pastelerie czyli cukiernię z ciasteczkami! mniam, mniam, mniam...naprawdę pychotka! wróciłyśmy do hostelu ledwo chodząc z postanowieniem, że imprezę odpuszczamy, gdyż nasze stopy ledwo żyły. No...ale nie omieszkałyśmy wyskoczyć do najbliższego pubu, kupić Ginje i skosztować jej w łóżkach z mandarynkami, pomarańczkiem i słodyczami!:D Baris i Merve już spali, reszta gdzieś tam imprezowała, a my ( Andreea, Alina- Rumunka, żeby nie było wątpliwości i ja) zakończyłyśmy kolejny udany dzień ok 1 w nocy...:D&lt;/p&gt;&lt;p&gt;We wtorek 8.12, ostatniego dnia rano zostaliśmy wyrwani ze snu przez Soraye i Jose:D Soraya przedstawiała plan po hiszpańsku, Jose po angielsku...narobili dużo hałasu, ale dzięki nim dzień zaczął się pozytywnie!:D! zanim podniesliśmy się z łóżek i ogarnęliśmy minęło troszkę czasu...ale w hiszpańskim stylu postanowiliśmy tranquilo...nie śpieszyć się. tym razem śniadanie bez ciepłych bułek, co, spójrzmy prawdzie w oczy, zawiodło nas wszystkich bardzo mocno...;p kolejnym zdziwieniem było to, że Soraya nas poganiała ( i do tego przy POSIŁKU!) no, ale trzeba było jechać. Oczywiście..z lekkim, 40 minutowym:D, spóźnieniem wyruszyliśmy w drogę powrotną zaliczając jeszcze po drodzę Coimbre! Byliśmy PEWNI, że jedziemy tam coś zwiedzić ( nastawiłam się zwłaszcza, że Alba powiedziała mi, że Coimbra jest śliczna!) no to wsiadamy do autobusu i po chwili odzywa się Jose, który krzyczał do tego głupiego mikrofonu, i na dodatek miał bardzo charakterystyczny, denerwujący śmiech, więc można sobie wyobrazić naszą reakcje!:D! Pewni, że usłyszymy plan zwiedzania usłyszeliśmy, magiczne dla Hiszpanów słowa " Hola! Que tal? jedziemy teraz do Coimbry i tam mamy 1,5 godz czasu...na JEDZENIE!!!!!!!" no my myśleliśmy, że padniemy ze śmiechu, irytacji, itp...nie mogliśmy sobie tego wyobrazić, jak oni, po mega obfitym śniadaniu mogą w ogóle myśleć o kolejnym jedzeniu!!!! no to, po skomentowaniu sytuacji doszliśmy do wniosku, że trzeba coś zobaczyć! Wybraliśmy się z Barisem, Merve, Andreea, Alina na spacer nie wiadomo dokąd!:D no, ale zahaczyliśmy o sklepy z pamiątkami i w końcu trafiliśmy do najistotniejszego miejsca w Coimbrze...Uniwersytyet, jeden z najstarszych w Europie!( http://pl.wikipedia.org/wiki/Uniwersytet_w_Coimbrze ) huhuhuhu...robił wrażenie! z placu przed uniwersytetem rozciągał się widok na Coimbre, więc zaliczyliśmy udane mini zwiedzanie..:D naturalnie zrobiliśmy, nie wiem ile, zdjęć..hehe..:D w drodze powrotnej do autokaru weszliśmy do cukierni na ciacho no i przygoda z Portugalia została zakończona słodkim akcentem...:D:D:D:D!!!!!!&lt;/p&gt;&lt;p&gt;12 godz później przywitała nas stęskniona A Coruna.:D&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Ehhh..no to teraz troche różnic kulturowych. Po pierwsze spóźnialstwo. No oni są niesamowici...nie wiem czy w ogóle istnieje tu takie słowo..hehe...:D dla nich 15 min spóźnienia, to przecież "Nic się nie stało!" i tak jak pisałam, żadnego przepraszam, coś nas zatrzymało itp. Nie! oni przychodzą i po prostu są...:D swoją drogą dla mnie idealnie, bo ja przeważnie jestem spóźniona..hehe..:D:D:D&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Po drugie...w sumie nie muszą mówić, co ich zatrzymuje....zawsze to samo: JEDZENIE!!!! dla Hiszpanów to chyba jedna z najważniejszych słow! oni jedzą 5 razy dziennie...i to nie, że coś tam na szybko, albo coś...to są duże, normalne posiłki! na jedzenie oni mają czas ZAWSZE!!! zresztą ja widze po moich kochanych współlokatorach...oni śniadanko na tacy, w salonie, spokojnie..nie potrafię sobie wyobrazić, że jedzą w biegu (jak mi się to czasami zdarza;p!) no, ale na wycieczce oni potrzebowali MINIMUM 2,5 godz na posiłek. Śmialiśmy się, że są rzeczy ważne (zwiedzanie) i ważniejsze (jedzenie)! kurcze oni po śniadaniu ( na słodko! bo tu tak jest) myśleli już o obiedzie mega wypasionym. Dla nich posiłek to coś świętego, coś co trzeba celebrować i poświęcić temu wiele czasu! Dla nas ,był to jeden z największych, szoków jakie przeżyliśmy. Bez 2.5 godz na posiłek, plan dnia, w ogóle, nie miał prawa bytu...hahahaha...:D:D:D na początku byliśmy wkurzenii, zirytowani, itp., ale teraz mamy z tego niezły ubaw..haha! jeśli jesteś z Hiszpanem i potrzebujesz na coś czasu powiedz, że chcesz jeść...masz spokojnie 2,5 godz do dyspozycji..hahahaha...:D:D:D&lt;/p&gt;&lt;p&gt;no a co jedliśmy? w Porto coś typowego, "francesinha" to sie nazywało, buła z różnymi rodzajami mięsa w pikantnym sosie. Jak dla mnie ok, szału nie zrobiło, ale dobre!:) inni mieli podobne odczucia..:) hahaha...dziewczyny zamówiły zupę..tzn coś co miało być zupą...:D:D:D było gęste, nie za dobrze wyglądające i nie za smaczne...odstawiły na bok i sam szef przyszedł zapytać "co jest nie tak?" po uszłyszeniu odpowiedzi, że nie tego sie spodziewały zupa została zabrana, a ich rachunek zmniejszył się o jej koszt, gdyż, skoro nie smakowała, nie trzeba za nią płacić...:D:D:D czadowo...szkoda, że w Polsce tak nie ma..;/&lt;/p&gt;&lt;p&gt;No, ale za to w Lizbonie wyczailiśmy ( z pomocą erasmusek z Lizbony:)!)  mega przepyszne jedzonko!!!!!! Bacalhau (ryba- dorsz, ziemniaczki w jakimś tam sosie czy śmietanie!!!!) no przepycha!!!!!!!!!!!!!! do tego ryż lub frytki, sałata i napój! wuhta, ale naprawde wuhta mega smacznego jedzonka za 5 euro! restaurację "Pateo" znaleźliśmy w centrum handlowym w centrum Lizbony. MNIAM!!!!! aaaa...do tego wszamaliśmy po kawałku ciacha, ale to już było za dużo...;p posiłek zajął nam..ok 2.5 godz..hahaha...:D czyżbyśmy stawali się Hiszpanami?;p&lt;/p&gt;&lt;p&gt;no i tak właśnie prezentuje się nasza erasmusowa wyprawa do Portugalii! naturalnie, tego co tam przeżyliśmy, tego świetnie spędzonego czasu nie da się ubrać w żadne odpowiednie słowa! mam jednak nadzieję, że usatysfakcjonowałam niektóre osoby!&lt;/p&gt;&lt;p&gt;teraz czas na Madryt, a to już w niedzielę!:D dziś test z hiszpańskiego...czyli ostatni dzień kursu...i witaj LABO...do 10.01.2010..hahahaha...HIGH LIFE:D!!!!&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Buziaki dla ciotki, wiernej czytelniczki!:* mamy i babć, które wciąż zastanawiają się czy mam co jeść...no i wszystkich, którzy mieli cierpliwość czytać..:)&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Następna relacja po Madrycie..chyba...a teraz idę spać...jest 4.00..;p naturalnie przy dźwiękach...nie, nie...nie gitary Juana...przy dźwiękach "Hotelu California".:D&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8267270800328840685-5957858266196686627?l=erasmushiszpanski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://erasmushiszpanski.blogspot.com/feeds/5957858266196686627/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://erasmushiszpanski.blogspot.com/2009/12/portugal-part2.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8267270800328840685/posts/default/5957858266196686627'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8267270800328840685/posts/default/5957858266196686627'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://erasmushiszpanski.blogspot.com/2009/12/portugal-part2.html' title='Portugal part2'/><author><name>Anka Muszyńska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11645509299983834540</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://1.bp.blogspot.com/_-wnWrbwB0HA/S0Z01k36HaI/AAAAAAAAAAs/IZZmv8X9jhM/S220/SDC17268.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8267270800328840685.post-6359380571813851028</id><published>2009-12-09T18:17:00.000-08:00</published><updated>2009-12-10T16:36:53.244-08:00</updated><title type='text'>Juan i jego magiczna gitara and Portugal part 1.</title><content type='html'>  Ehh…jest 2.32 w nocy. Właśnie położyłam się do mojego cudownego łóżeczka no i przy dźwiękach „Hotelu California”, w wykonaniu Marc’a  Anthony’ego, postanowiłam coś stworzyć.&lt;br /&gt;  Wczoraj ok 22 wróciłam z erasmusowej wycieczki do Portugalii...no, ale zacznijmy od początku.&lt;br /&gt;  W piątek, po kursie hiszpańskiego, poszliśmy do mieszkania Asi i Marty. Jednak tym razem impreza była pod tytułem „Juan’s Party”, a nie, jak zwykle, „ Asia’s Flat”. Zdziwiliśmy się bardzo, że Juan zaprosił nas do siebie. A nasz zdziwienie było jeszcze większe, gdy okazało się, że dziewczyny (jego współlokatorki Asia i Marty) nic nie wiedzą o imprezie z, jakby nie było, ICH znajomymi...hahaha! sytuacja śmieszna, ale skończyło się dobrze! No to zaszliśmy na godz. 24 oczekiwani przez wszystkich..;p i zaczęło się. Sangria, rozmowy, szachy, zdjęcia, sztuczki no i co najważniejsze Juan z gitarą!!! Ehh…naprawdę chciałabym wyrazić to jak PRZECUDOWNIE, NIESAMOWICIE i MAGICZNIE Juan gra na gitarze, ale nie da się zrobić tego słowami. To jest magia!!!!! Siedzimy zawsze wgapione w niego jak w obrazek…kurcze no tego nie da się opisać, więc można mi tylko zazdrościć, że mam to szczęście. Uwielbiam te momenty: ludzie, którzy są mi tu najbliżsi, Sangria, noc i dźwięki gitary. Uśmiecham się teraz myśląc o tym…ehhhh…dlatego m.in. kocham Erasmus! Ja zakończyłam imprezę ok. 4 nad ranem, niektórzy ok. 6.30…czyli o godzinie, o której trzeba było wstać na wycieczkę...haha:D  aaaaaaaaa…tu ważne p.s. do mojego kryterium wyboru mężczyzny życia dorzuciłam kolejną cechę: umiejętność gry na gitarze, ale nie taka tam zwykła! Umiejętność grania tak jak Juan...hehe:)&lt;br /&gt;  No to spotkaliśmy się o godz 8.00 na Placa Pontevedra, na przystanku autobusowym, w celu zdobycia Portugalii…:D po kilku godzinach jazdy znaleźliśmy się w pierwszym miejscu- Porto. Padało, wiało, a my mieliśmy nadzieję, że to tylko chwilowe( jak się później okazało nadzieję złudną..;/!) no cóż…czas na poszukiwania hotelu. Nasza grupa, pod przewodnictwem 3 opiekunów wyruszyła w drogę. Oczywiście się zgubiliśmy…hahaha! BOYS…mieli mapę, a jak się później okazało, dokładne instrukcje gdzie iść, gdzie skręcić, ale oczywiście zabłądzili! W końcu, po ponad godzinie chodzenia i stania na zmiane, dotarliśmy do hostelu, który z zewnątrz wyglądał okropnie. Dlatego bardzo pozytywnie zaskoczyło nas to jak wyglądał w środku! Zadbany, piękne pokoje ( my mieszkaliśmy w Orange), świetny salon z TV, DVD i małą filmoteką…no wszystko sprawiło, że czuliśmy się naprawdę świetnie!&lt;br /&gt;  Po krótkim odpoczynku przyszedł czas na zwiedzanie. Naturalnie…w deszczu..;/ byliśmy załamani…lało, wiało, nie wiem ile parasoli tego nie wytrzymało, byliśmy mokrzy zmęczeni, źli…co w końcu doprowadziło do tego, że śmiałyśmy( Andreea, Alina, Merve i ja) się z byle czego..:D:D:D same nie wiedziałyśmy co nas tak śmieszy, ale potem stwierdziłyśmy, że lepsze to, niż wieczne narzekanie i marudzenie. Zostałyśmy więc przy nieopanowanych napadach śmiechu z byle czego…:D W Porto towarzyszyła nam dziewczyna, która była naszą przewodniczką. Pięknie zwiedziliśmy najważniejsze miejsca: katedra, kościoły, wieże, piękna księgarnia no i kawiarnia, w której Joanne K. Rowling pisała Harrego Pottera…:D po zaliczeniu zwiedzania wybrałyśmy się na zakupy. Troszkę przymusowe, musiałyśmy sobie kupić buty z racji tego, że te, które miałyśmy na sobie były doszczętnie zmoczone, a troszkę „chciane”. No bo w końcu 4 kobiety, więc zakupy to świetny pomysł…;p zwłaszcza, że zakończyłyśmy je z 4 parami butów (dla każdej jedna para:D!), szalikami…i jakimiś tam drobiazgami!:) wróciłyśmy do hotelu doszczętnie zmoczone…;/&lt;br /&gt;No, ale wieczorem party! Oczywiście, w hiszpańskim stylu, tzn. łażenie po ulicach w celu poszukiwania odpowiedniego klubu, w deszczu, nigdzie się nie śpiesząc…;p w pierwszym pubie wypiliśmy drinki, my z Andreea „Tango”( piwo z sokiem), w drugim nie było dla nas miejsca, 3 komuś tam nie odpowiadał, no i w końcu znaleźliśmy się w 4 klubie pod nazwą „Pitsch”. Potańczyliśmy, pośmialiśmy się…jak to na imprezie! Było fajowsko!!!! Skończyliśmy ok. 3 nad ranem! Hmm…a może 4?…nie pamiętam…;p ale impreza zaliczona do udanych!    &lt;br /&gt;  No..na dziś koniec relacji! Jutro Lizbona…:D jest 3:11…idę spać! Przy dźwiękach „Hotelu California: naturalnie..hehe:)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8267270800328840685-6359380571813851028?l=erasmushiszpanski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://erasmushiszpanski.blogspot.com/feeds/6359380571813851028/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://erasmushiszpanski.blogspot.com/2009/12/juan-i-jego-magiczna-gitara-and.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8267270800328840685/posts/default/6359380571813851028'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8267270800328840685/posts/default/6359380571813851028'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://erasmushiszpanski.blogspot.com/2009/12/juan-i-jego-magiczna-gitara-and.html' title='Juan i jego magiczna gitara and Portugal part 1.'/><author><name>Anka Muszyńska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11645509299983834540</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://1.bp.blogspot.com/_-wnWrbwB0HA/S0Z01k36HaI/AAAAAAAAAAs/IZZmv8X9jhM/S220/SDC17268.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8267270800328840685.post-8911015987256673340</id><published>2009-12-02T12:51:00.000-08:00</published><updated>2009-12-02T14:10:56.381-08:00</updated><title type='text'>w galicyjsko-hiszpańskich klimatach...</title><content type='html'>&lt;p&gt;hmmm...siedze sobie właśnie z moim najwyższym Hiszpanem w pokoju, oboje z komputerami na kolanach, ogłądamy (hmm...tzn on ogląda z racji tego, że jest jednym z 3, z którymi mieszkam, fanów tegoż sportu) sobie koszykówkę ucinając, od czasu do czasu krótka pogawędke.:D ehh...dziś TYPOWO galicyjska pogoda, więc postanowiłam coś stworzyć..:)&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Po pierwsze: skończyłam dziś pisać moją głupią prace na temat feminizmu. Naturalnie miałam na to miesiąc, ale, jak to zwykle w miom przypadku bywa, zabrałam się z 3 dni temu..no, ale JEST!!!!:D kurcze musiałam ten tekst chyba z 7 razy przeczytać zanim stworzyłam notatki po polsku i hiszpańsku( z racji tego, że lasencje potrzebowały w dwóch językach) no i do tego podsumowanie;/ matko jak sie cieszę, że juz mam to zrobione! jutro idziemy "rozmawiać" z panią profesor (tzn. z Aną, gdyż tu, jeśli nauczyciel Ci na to pozwoli, a ona pozwala, możesz zwracać się do niego jak do kolegi. bez względu na wiek:D!) o feminiźmie. Nie wyobrażam sobie tej "rozmowy". hahaha..myslę, że będzie śmiesznie!:D Już stworzyłyśmy pięknego maila, że chciałybyśmy przyjść jutro, że mamy podsumowania, ale, że nasz hiszpański nie jest za dobry..hehe:D trzeba ją przygotować..;p&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Po drugie: dziś typowo galicyjski dzień;/ i wcale mi sie to nie podoba! i tęsknie teraz za śniegiem itp. Dziś cały dzień pada, a chwilami leje!!!!;/ jest szaro, buro i ponuro..;/ zapytałam dziś Javiera czy taka pogoda to przez cały grudzień będzie? na co otrzymałam odpowiedź, że to całkiem możliwe...nieeeeeeeee..ja tego nie przeżyje!;/ ja chcę słońce, ciepło, a w najgorszym wypadku śnieg! ale nie deszcz...ehh...sama sobie zgotowałam ten los..;p&lt;/p&gt;&lt;p&gt;No cóż...po trzecie...dziś po raz kolejny przekonałam sie o tym, że mieszkam z cudownie przecudownymi hiszpańskimi ludkami:) z Davidem gada mi się cudownie...i śmiesznie..:D on jest kochany...zawsze jest mnóstwo śmiechu, żartów...i cierpiwy...potrafi mi to samo zdanie powiedzieć na trzy różne sposoby, żebym tylko zrozumiała:D  Javier i Alba to takie moje anioły...zawsze mogę na nich liczyć!!!!zawsze...dziś lało, zabrali mnie autem na uczelnię i oczywiście nie było Javierowi po drodze, ale podwiózł mnie pod same drzwi. Jak tylko coś potrzebuję, jak mam sto pytań do, itp. oni zawsze są chętni do pomocy:D no i mój trzeci Hiszpan Luiz...jest w domeczku z 2, 3 dni w tygodniu i jest troszke taki nieśmiały, ale wiadomo gada sie miło i przyjemnie!:D ehhh...mam mega wielkie szczęście do ludzi w Hiszpanii..:D&lt;/p&gt;&lt;p&gt;No, i do tego, wszyscy mieszkamy w naszym kochanym mieszkanku! kurcze to już 2 miesiące, a ja wciąż nie mogę się nim nacieszyć! jak słyszę jak wszyscy narzekają, że u nich w mieszkanich zimno itp...ja myśle o swoim...cieplutkim, przytulnym mieszkanku!:D Fakt, że nowe to ono nie jest, wypasione też nie, aleeeeeee..jest najlepsze pod słońcem ( nawet z wuchtą, niepomytych od tygodnia, garów!!:) Domi..nie wiem jak Ci dziekować..hehe:):*:*:*:*&lt;/p&gt;&lt;p&gt;No a teraz troszkę o różnicach kulturowych. Pierwszą juz przedstawiłam. Zwracanie sie do nauczycieli po imieniu. To wciąż dla mnie szok. A jak pierwszy raz usłyszałam, jak dziewczyna mówi do 50 letniej pani profesor " ANA możemy otworzyć drzwi, bo tu gorąco" to do teraz nie mogę w to uwierzyć! Oczywiście są "normalni" profesorowie, do których zwraca się "per Pan", ale domyślam się, że to tu rzakość..:D;p Nie wyobrażam sobie tego w Polsce! Tu profesor jest Twoim znajomym, a nie kimś z 3 tytułami przed nazwiskiem, które trzeba wymieniać. Ehh....&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Druga różnica...ucięłam sobie dziś pogawędke z Albą i dowiedziałam się, że branie ślubu w wieku 24 lat to bardzo wcześnie!!!!:D:D:D ona ma 26 i nawet o tym nie myśli. Powiedziała, że jej koleżanka wychodzić za mąż w przyszłym roku ( 27 lat) i wszyscy się dziwią dlaczego tak wcześnie?????:D tutaj facet, który ma 30 lat i jest bez kobiety, ani myśli o założeniu rodziny jest całkiem normalny!:D tutaj mając 35 jest się młodym! Alba powiedziała, że mając 30 lat dopiero zaczyna sie myśleć o małżeństwie, dzieciach, rodzinie...hmm...no w Polsce tak nie jest...;p i tak w sumie, w tej kwestii, nie mam konkretnego zdania! bo z jednej strony, mają długą młodość..no ale z drugiej...to tak fajnie mieć rodzinę itp..:)&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Po trzecie...wczoraj pobiłam swój rekord wychodzenia z domeczku na zajęcia:D na uczelnie mam jakieś pół godziny, zajecia zaczynały się o 13 a ja o 12.30 byłam jeszcze w piżamie..:D hiszpańskie "bezstresowe" podejście do życia BARDZO mi się udziela! no więc wyszłam z domku o 12.45, na zajęciach byłam z 20 po 13:00, ale oczywiście nie sprawiło to żadnego problemu!:D Podobnie dziś: zaszłam na zajęcia, było z 6 osób, profesor zapytał co chcemy robić, na co ktoś rzucił, że "nooooooooo w sumie to możemy iść do domu" na co on "więc..idźcie!" hahaha...oczywiście bez żadnego, najmniejszego przejęcia czy zawahania!:D:D:D ehhh...TO JEST ŻYCIE!!!!!:D:D:D &lt;/p&gt;&lt;p&gt;No to kończe mój dzisiejszy wywód pozytywnym akcentem! ooooooooooooooooo...dziś środa więc serial leci..:D no to obejrze z jedzącym kolację Javierem i rozwalonym na fotelu ,z nogami w butach na stole :D, Davidem...UWIELBIAM HISZPAŃSKIE ŻYCIE!!!!!!!!! a póżniej pójdę się troszeczkę pouczyć..:) żeby nie było..;p;p;p&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8267270800328840685-8911015987256673340?l=erasmushiszpanski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://erasmushiszpanski.blogspot.com/feeds/8911015987256673340/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://erasmushiszpanski.blogspot.com/2009/12/w-galicyjsko-hiszpanskich-klimatach.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8267270800328840685/posts/default/8911015987256673340'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8267270800328840685/posts/default/8911015987256673340'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://erasmushiszpanski.blogspot.com/2009/12/w-galicyjsko-hiszpanskich-klimatach.html' title='w galicyjsko-hiszpańskich klimatach...'/><author><name>Anka Muszyńska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11645509299983834540</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://1.bp.blogspot.com/_-wnWrbwB0HA/S0Z01k36HaI/AAAAAAAAAAs/IZZmv8X9jhM/S220/SDC17268.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8267270800328840685.post-2721022361629010206</id><published>2009-11-30T05:42:00.000-08:00</published><updated>2009-11-30T07:43:01.442-08:00</updated><title type='text'>Barcelonowy weekend..:D:D:D - co oznacza początek zwiedzania;p</title><content type='html'>&lt;p&gt;ehh..no to zaczęło się zwiedzanie pełną parą..hehe:) &lt;/p&gt;&lt;p&gt;Tydzień temu byłam z Andreea w Santiago..:) naturalnie, jak to w Galicji, 2 dni padało, ale dałyśmy radę, tzn. ja dałam, bo Andreea była troszkę chora, po całych dniach spacerowania w deszczu;/ no, ale Santiago piękne:D zwłaszcza stare miasto i katedra! ehh..nie mogłyśmy się nadziwić, jak ludzie w tamtych czasach mogli zbudować coś tak wielkiego, pieknego i w ogóle cudownego! No i dzięki moim kochanym wspólokatorom pojechłyśmy i wróciłyśmy z Santiago autem..hehe:D&lt;/p&gt;&lt;p&gt;A dziś o 11.oo wróciłam z mojej ukochanej Barcelony. Naturalnie planowałam ten wyjazd wcześniej...ale tylko planowałam;p decyzje, o tym, że jadę podjęłam w dzień wyjazdu, czyli piątek:D Nie miałam miejsca do spania, gdyż pisałam do Yacina ( mojego przewodnika) a ten nic, no ale stwierdziałyśmy z Andreea, że na pewno coś znajdę będąc w Barcy od 9 rano..:D ok...kwestia spania rozwiązana...została kwestia biletów. No, ale jak okazało się na dworcu, nie było żadnego problemu z kupnem biletów...jak dobrze...pojechałam do Barcy z uśmiechem na twarzy.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;No i zaczęło się...w sobotę o 9.00 rano ( po 15 godzinach w pociągu) wysiadłam na Barcelona Sants bez pomysłu na to gdzie iść. No, ale wyciągnęłam mapę, zapytałam o ulicę, którą sobie upatrzyłam no i w drogę! Zaczęłam cudowny spacer po Barcelonie, a że dzień był piękny nigdzie sie nie śpieszyłam:D&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Oczywiście już na początku mojego zwiedzania nie mogłam się powstrzymać przed kupnem pięknego szalika:D i jakiś tam drobiazgów:)&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Hmm...zadzwonił telefon...spojrzałam...sms od Baraki ( brata Yacina) standardowo " Cześć. Jak się masz? przyjeżdżasz dziś do Barcelony?" hmm..troszkę się zdziwiłam, że to właśnie on do mnie piszę, ale ten sms mógł oznaczać tylko jedno: miejsce do spania, w znanym bezpiecznym pokoju..:D:D:D:D więc, już w głebi duszy się ucieszyłam;p naturalnie odpisałam, że "bardzo dobrze! że jestem już w Barcelonie. Dlaczego pyta itp?" no i zadzwonił...że jeśli chcę to naturalnie mogę u nich spać, że mają wolny pokój, a na moje zdanie, że pewnie, że chcę, ale nie mam pojęcia, o której godzinie tam dotrę, usłyszałam standardowe "Tu, no te preocupes!"( Ty się niczym nie martw!) więc...cudownie!!!! byłam w Barcelonie, był piękny dzień i miałam miejsce do spania..ehh..czego można chcieć więcej?;p&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Po zwiedzeniu wszystkiego co chciałam (Parc Joan Miro, Placa de Espanya, Caixa Forum, Fira de Barcelona, Palau Nacional de Montjuic, Anella Olimpica i kilku parków), po podziwianiu, po zjedzeniu na barcelońskiej ławeczce torilli i bagietki ( supermarketowy standard Domi i Ani:D!) udałam się na dobrze mi znaną uliczkę: Calle Provenca! Jak Baraka powiedział, dałam mu znać, gdy byłam przed domem! Troszkę poczekałam zanim dotarł, ale w żaden sposób mi to nie przeszkadzało, gdyż spędziłam to pól godziny na ławeczce z widokim na Sagrada Familia:) ehh....&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Gdy Baraka przybył pod dom, zadzwonił no i po 2 minutach się spotkaliśmy, wymieniliśmy tradycyjne dwa buziaki i zapytaliśmy "Que tal?":D. Zostłam poinformowana, że niestety nie ma on kluczy do domku co, w tym przypadku, oznaczało wycieczkę na skuterze, w bliżej nieokreślone miejsce..hehe:) no to kaski na głowy i w drogę..:D &lt;/p&gt;&lt;p&gt;Jak się okazało pojechaliśmy do lokalu ( przyszłego salonu fryzjerskiego, kosmetycznego i masażu), którego właścicielem jest Baraka:) Tam zastaliśmy Yacina oraz wujka chłopaków pracujących "w pocie czoła". Oczywiście nie obyło sie bez zaskoczenia. No bo w Polsce, jak się coś urządza, no to najpierw się maluje, wszystko się przykręca ( lampy, półki itp.) no i na samym końcu przywozi się meble itp. Natomiast w Hiszpanii nie jest to, tak oczywiste:D Bowiem, w salonie Baraki, gdzie wiercili, aby powiesić lampy, itp, stały już meble oraz wisiały lustra, które naturalnie tylko sie kurzyły..hehe:D uśmiechałam się do siebie w duchu, bo praca szła powoli, bez stresu...w Polsce nie potrafię sobie tego wyobrazić. Spędziłam tam ok 3. godzin, a oni zdążyli powiesić 2 lampy, z czego byli bardzo dumni haha..:D;p ehh..no cóż!&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Miałam zamiar tego wieczoru obejrzeć grające fontanny (główny powód, dla którego pojechałam do Barcelony), ale niestety mi nie wyszło;(  jakoś tak czas zleciał...no cóż...,ale mam powód, aby jeszcze raz pojechać do Barcy..hehe:D Po zakończeniu pracy poszliśmy z Yacinem spacerkiem do domku. Oczywiście była filozoficzna rozmowa na temat religii ( on jest muzułmaninem), ale nie doszliśmy do żadnego porozumienia..hehe:D skończyło się na jego stwierdzeniu, że muszę więcej poczytać o różnych religiach..hehe:D&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Zaszliśmy do domeczku..chwilę pościemnialiśmy no i poszłam spać- wykończona po 15 godz w pociągu, kilkunastu godzinach spacerów, ale z mega dużym uśmiechem na twarzy.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;W niedziele rano zostałam obudzona głośnym pukaniem do drzwi. Gdy otworzyłam, ujrzałam "hiszpańską mamę" oznajmującą mi, że muszę wstać, gdyż za chwilę przyjdą ludzie oglądać pokój, w którym przebywam:D:D Baraka chce wynająć 3 pokoje w swoim mieszkaniu, gdyż "hiszpańska mama" wyprowadza się w inne miejsce! No więc wstałam..ale nie zdążyłam się obrócić, a wkroczył Baraka z potencjalnymi wynajemcami..haha..naturalnie uśmiechnęłam się w duchu i szybko zmyłam do łazienki..hahaha..:D oczywiście dla niego nie było żadnego problemu, że jestem w piżamie, że dopiero wstałam, że cokolwiek...pokazał im pokój i poszli..;p&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Później przyszedł do mnie pytając "jak mi się spało?" i ucięliśmy sobie małą pogawędkę( podaczas, której zauważyłam znaczną poprawę mojego hiszpańskiego:D!), po czym zostałam zaproszona na kawę z mlekiem!:) hmm...tak właściwie to tu nie ma kawy z mlekiem, tu jest mleko z kawą! 3/4 kubka to mleko, reszta to kawa. Wyobrażam sobie moją kochaną mamunię pijącą taką kawe..hehe:D noooo..usiedliśmy w salonie zagraconym wszystkim, co chyba tylko możliwe( 2 mega duże telewizory, tapczan, 2 fotele, komputer, segment itp. w jednym małym pokoiku! a to wszystko oczywiście efekt przeprowadzki "hiszpańskiej mamy":D!), pościemnialiśmy chwilę no i Baraka wrócił do pracy w swoim salonie, gdzie już od rana pracowali Yacin z wujkiem;p! jakąś godzinę później ja się ogarnęłam i poszłam kolejny spacer po Barcelonie, z nadzieją, że grające fontanny można zobaczyć również w niedziele!&lt;/p&gt;&lt;p&gt;No to wybrałam się na spacerek( wcześniej już obmyśliłam trasę!) ok godz. 15:) piękna sobotnia pogoda zniknęła bez śladu..:( ale co tam...dzielnie ruszyłam nie obawiając się pierwszych kropel deszcze zwłaszcza, że było ciepło:D no ale później...w środku mojej planowanej trasy zastała mnie burza i ulewa..hehe..:D postałam chwilkę w jakiejś bramie (nie wiem dlaczego, ale wszyscy sie gapili jakbym nie wiem co tam robiła:D..noooooo...i nie obyło sie bez kilku męskich usmiechów w moją stronę..haha Hiszpani są tacy śmieszni myśląc, że każda dziewczyna zwraca na nich uwagę;p) i postanowiłam zapytać w najbliższym punkcie informacji czy dziś można obejrzeć pokaz fontann czy nie? no i okazało się, że nie:( zadecydowałam, więc, że skrócę swoja drogę i przez Plaza de Espana pójdę na dworzec, gdzie poczekam na pociąg.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Swoją drogą nieźle sobie poradziłam. Jestem z siebie dumna, gdyż przez dwa dni używałam mapy i nigdzie na zabłądziłam...hehe:D&lt;/p&gt;&lt;p&gt;W drodze na dworzec spotkała mnie jeszcze jedna bardzo miła, typowo hiszpańska przygoda..:) Zobaczyłam stoisko z jakimiś chrupkami i z churros..:D a, że wcześniej tego nie posmakowałam postanowiłam sobie kupić. Przede mną jakiś pan również poprosił o churros, więc wiedziałm, że można to kupić "na sztuki". Nie będąc jednak pewną, jak to smakuje i ile kosztuje poprosiłam o jedną sztukę. Niestety, jak się okazało jednej sztuki nie sprzedają, no to chciałam poprosić o więcej...ale nie zdążyłam nic powiedzieć ,a pan kupujący przede mną stwierdził, że on tyle nie zje (miał 3 sztuki:D!) i, że mam się poczęstować..haha:D było mi tak dziwnie, ale "bardzo"prosił, więc wzięłam..:D mmmmmmmmmmmm.....churros są PRZEPYSZNE!!!! muszę wyczaić w A Corunii gdzie można to kupić..mniam mniam!!!!:D:D:D no więc po zasmakowaniu churros, z paczką hiszpańskich chrupek( kupiłam je już sama;p!) w dłoni wyruszyłam na Sants Estacio! tam po ponad godzinie czekania wsiadłam w pociąg do Corunii...no i teraz wszystko opisuję!&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Kurcze...nie wiem dlaczego, ale Barcelona ma dla mnie naprawdę jakąś magie w sobie! Czuję się tam jak w domu! Nie boję się chodzić po ulicach, nie boję się ludzi...nie boję się niczego! Barcelońskie miejsca, zabytki, uliczki...wszystko jest dla mnie jak sen. Moim marzeniem było zobaczyć Barcelonę, a teraz gdy ono się spełnia, nie mogę w to uwierzyć. Wiem, że to głupie, ale gdy tylko pomyślę Barcelona na mojej twarzy pojawia się uśmiech! Już dziś jestem pewna, że będę tam wracać jak tylko będę mogła...bo do takich miejsc zawsze chcę się wracać! ehhh...:D:D:D&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Obiecałam sobie, że następnym razem, czyli za ok 2, 3 miesiące, jak znowu pojadę do Barcelony skorzystam z usług salonu wryzjerskiego Baraki..hehe:D może być ciekawie..;p&lt;/p&gt;&lt;p&gt;no cóż...teraz czekam na wyjazd do Portugalii (5-8.12), później Madryt (13-16.12.), później święta...a dalej już nie chcę myśleć..ten czas tak tu szybko ucieka..:( ehhh...&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Zabieram się za pisanie notatek...bo wieczorem idę na mini imieninowe party ( przy okazji andrzejkowe party;p:D!) z gorącym winem i rumuńskim ciastem z jabłkami...offfff...i jak tu sie odchudzać?;/&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Buziaki dla wszystkich, którzy mieli cierpliwość to przeczytać..hehe;p jak widzicie, żyje mi się cudownie, więc nie ma o co się martwić...:D:D:D&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8267270800328840685-2721022361629010206?l=erasmushiszpanski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://erasmushiszpanski.blogspot.com/feeds/2721022361629010206/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://erasmushiszpanski.blogspot.com/2009/11/barcelonowy-weekendddd-co-oznacza.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8267270800328840685/posts/default/2721022361629010206'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8267270800328840685/posts/default/2721022361629010206'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://erasmushiszpanski.blogspot.com/2009/11/barcelonowy-weekendddd-co-oznacza.html' title='Barcelonowy weekend..:D:D:D - co oznacza początek zwiedzania;p'/><author><name>Anka Muszyńska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11645509299983834540</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://1.bp.blogspot.com/_-wnWrbwB0HA/S0Z01k36HaI/AAAAAAAAAAs/IZZmv8X9jhM/S220/SDC17268.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8267270800328840685.post-292566223970826125</id><published>2009-11-19T12:21:00.000-08:00</published><updated>2009-11-19T12:47:18.059-08:00</updated><title type='text'>Lenistwo!!!!!</title><content type='html'>&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8267270800328840685-292566223970826125?l=erasmushiszpanski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://erasmushiszpanski.blogspot.com/feeds/292566223970826125/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://erasmushiszpanski.blogspot.com/2009/11/lenistwo.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8267270800328840685/posts/default/292566223970826125'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8267270800328840685/posts/default/292566223970826125'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://erasmushiszpanski.blogspot.com/2009/11/lenistwo.html' title='Lenistwo!!!!!'/><author><name>Anka Muszyńska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11645509299983834540</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://1.bp.blogspot.com/_-wnWrbwB0HA/S0Z01k36HaI/AAAAAAAAAAs/IZZmv8X9jhM/S220/SDC17268.JPG'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8267270800328840685.post-4567679015038877799</id><published>2009-11-11T14:52:00.000-08:00</published><updated>2009-11-11T15:38:57.143-08:00</updated><title type='text'>ŻYJĘ...i wciaz tak samo cudownie!!!:D:D:D</title><content type='html'>&lt;p&gt;Boze..az wstyd, ze tak dlugo nie pisalam!!!!&lt;/p&gt;&lt;p&gt;no to spróbuje coś tam nadrobić:)&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Nasz erasmusowy team daje radę:) co tygodniowe imprezki stały się już niejaką tradycją, której jesteśmy wierni:) po kursie językowym jedzonko, a w soboty gotujemy "światowe" potrawy:) no jest po prostu świetnie!:)&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Studiuje sobie 3 dni w tygodniu, a 4 ściemniam:D:D:D tzn. w czwartki staram się uczyć...naturalnie nie zawsze mi to wychodzi..hehe:) w piątki kurs hiszpańskiego (bardzo fajny!) no i weekend się zaczyna:) czyli imprezki itp. Niedziele spędzamy tak raczej "po polsku". Tzn. spacery z dziewczynkami po przecudownej A Corunii: zwiedzanie, podziwianie, zdjęcia i mega fajnie spędzany czas:) relaks przed każdym "tygodniem" nauki:D:D:D&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Dziś w końcu zostałam podłączona do świata:D:D:D mam internet!!!! co jest dla mnie naprawdę istotną sprawą! właśnie sobie siedzę i popycham ploty z moją siostrą kochaną:D:D:D a poza tym zaoszczędzę na mega drogich telefonach!;/ no i w ogóle kontakt ze światem..:D:D:D&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Uwielbiam nasz turecko- rumuńsko- hiszpańsko- niemiecko- polski team:D naprawdę się mega fajnie zgraliśmy! każde godziny spędzone razem to czas śmiechu, zabaw, żartów...itp:D jesteśmy najlepsi z najlepszych..O!!!!&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Dziś dzień zaczął się cudownie...obudziło mnie słonko i poranek był bardzo miły, cieplutki i w ogóle:) natomiast później..witaj Galicjo...czyli ciepło, ale deszcze, którego szczerze nie cierpimy zwłaszcza po tak pięknym poranku...no, ale cóż:)&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Na uniwerku daje radę!:) Profesorowie naprawdę wyrozumiali...jedni mniej drudzy więcej, ale naprawdę rozumieją to, że jesteśmy Erasmusami, że nie za wiele rozumiemy także myślę, że zaliczenie semestru nie będzie problemem..:D także się tym nie martwię:) hmm..kurczę ja się tu właściwie niczym nie martwię..haha:D eeeeeee...będzie na to czas jak wrócę do Polski i czegoś tam mi nie zaliczą!:) teraz żyję beztrosko!:)&lt;/p&gt;&lt;p&gt;dobra idę spać...jutro trzeba rano wstać...idę do dziewczyn zadanie robić! Żeby nie było, że się tu nie uczymy..hehe:D&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8267270800328840685-4567679015038877799?l=erasmushiszpanski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://erasmushiszpanski.blogspot.com/feeds/4567679015038877799/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://erasmushiszpanski.blogspot.com/2009/11/zyjei-wciaz-tak-samo-cudownieddd.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8267270800328840685/posts/default/4567679015038877799'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8267270800328840685/posts/default/4567679015038877799'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://erasmushiszpanski.blogspot.com/2009/11/zyjei-wciaz-tak-samo-cudownieddd.html' title='ŻYJĘ...i wciaz tak samo cudownie!!!:D:D:D'/><author><name>Anka Muszyńska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11645509299983834540</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://1.bp.blogspot.com/_-wnWrbwB0HA/S0Z01k36HaI/AAAAAAAAAAs/IZZmv8X9jhM/S220/SDC17268.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8267270800328840685.post-5425882841463132944</id><published>2009-10-11T09:43:00.000-07:00</published><updated>2009-10-11T09:57:29.300-07:00</updated><title type='text'>ehh...</title><content type='html'>&lt;p&gt;no tak jak się spodziewałam! nie ma czasu na pisanie itp!:)&lt;/p&gt;&lt;p&gt;na uczelnii jakoś tam poszło, naturalnie nie obyło się bez problemów typu błędne info na temat ECTS, ale już sytuacja opanowana:) więc luuuuuuuuuuzik:):*&lt;/p&gt;&lt;p&gt;a tak poza tym, to szkole języki ( hiszpański i angielski) z racji tego, że nie wszyscy mówią po hiszpańsku no i po angielsku jest na prościej:D dajemy radę!!! Nowe znajomości, nowe miejsca..wszystko tu jest nowe, fajne i w ogóle. Dni lecą tak szybko, że szkoda gadać. no, ale jak żyje się nocą, a śpi w dzień to nie dziwne:) ehh..no skoro tak trzeba:D &lt;/p&gt;&lt;p&gt;Wczoraj: oglądanie filmów u lasek mieszkających na drugim końcu miasta, gdzie szłyśmy na pieszo;/, w menu były naleśniki z owocami i bitą śmietaną- mniam:D No a póżniej imprezka:) i tak zakończyliśmy dzień jakoś nad ranem:)&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Dziś leniwy dzień z Domi i zaraz zbieramy się do kościółka...jak należy w niedziele..hehe:D&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8267270800328840685-5425882841463132944?l=erasmushiszpanski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://erasmushiszpanski.blogspot.com/feeds/5425882841463132944/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://erasmushiszpanski.blogspot.com/2009/10/ehh.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8267270800328840685/posts/default/5425882841463132944'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8267270800328840685/posts/default/5425882841463132944'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://erasmushiszpanski.blogspot.com/2009/10/ehh.html' title='ehh...'/><author><name>Anka Muszyńska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11645509299983834540</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://1.bp.blogspot.com/_-wnWrbwB0HA/S0Z01k36HaI/AAAAAAAAAAs/IZZmv8X9jhM/S220/SDC17268.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8267270800328840685.post-4364688634515896631</id><published>2009-10-11T09:41:00.002-07:00</published><updated>2009-10-11T09:42:40.181-07:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>4.10.09&lt;br /&gt;No to sobie pięknie mieszkam! Bardzo, ale to bardzo mi tu dobrze!:) wczoraj hiszpańskie party z Aśką i Martą, a wcześniej „hiszpański” obiad: pizza i piwko galicyjskie:D, ale to w 4 popołudnie troszkę na plaży, później zakup pizzy- 2 w cenie jednej ( istotna info dla osobnika, który zawsze śmieje się, że kupuję wszystko w promocji…hehe jak widać w Hiszpanii także!:D!) i Gadis ( hiszpańska Biedronka!) no i przesiedziałyśmy resztę popołudnia na fajnych kanapach u Asi i Marty plotkując jak to bywa, gdy spotykają się 4 baby. No i ok.1 w nocy imprezka. Było mega fajnie dopóki Tito nie zabrał nas do rock pubu, zupełnie nie moje klimaty, ale szybko się zmyłam:D&lt;br /&gt;Dziś pobudka ok. południa, ale tak to tu jest!:D cały dzień przed TV w ramach nauki hiszpańskiego i przy książkach w tym samym celu! Później Aśka na plotach. No i poznałam mojego 3 współlokatora, został jeszcze 1. No i David od razu wymyślił, że skoro nie jadłam, nic hiszpańskiego to oni zrobią dla mnie hiszpańską kolację… oczywiście pomysł przeszedł i we wtorek, zapewne mega późno, będę opychała się hiszpańskim żarełkiem:D mniam...już mi ślinka leci! Są CUDOWNI!!!!!!!!!!:D:D:D:D&lt;br /&gt;Ehh…no i Alba znalazła w moich polskich książkach mapkę…naturalnie zaproponowała mi, że jak będę miała ochotę to oni pokażą mi kilka miejsc, bo oczywiście w wielu mają prywatne domy…no tak, nocleg za darmo…hehehehe:D nie no, na serio mam w życiu mega wielkie szczęście! Ale Hiszpanie są niesamowicie pomocni no i chwalą mój hiszpański, który jest łamany, ale mnie rozumieją!:D no nic, idę spać w mega dobrym humorze..:D:D:D:D:D:D &lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8267270800328840685-4364688634515896631?l=erasmushiszpanski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://erasmushiszpanski.blogspot.com/feeds/4364688634515896631/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://erasmushiszpanski.blogspot.com/2009/10/4.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8267270800328840685/posts/default/4364688634515896631'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8267270800328840685/posts/default/4364688634515896631'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://erasmushiszpanski.blogspot.com/2009/10/4.html' title=''/><author><name>Anka Muszyńska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11645509299983834540</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://1.bp.blogspot.com/_-wnWrbwB0HA/S0Z01k36HaI/AAAAAAAAAAs/IZZmv8X9jhM/S220/SDC17268.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8267270800328840685.post-3104425131705600437</id><published>2009-10-11T09:41:00.001-07:00</published><updated>2009-10-11T09:41:41.932-07:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>2.10.09.&lt;br /&gt;   Piszę już w nowym mieszkanku! &lt;br /&gt;Dominika, mój wybawicielu, pomocna dłonio( chyba nie istnieje taki słowo, ale co tam!!!), mega fajna osobo…DZIĘKI ZA WSZYSTKO!!!!!!!!!!!!!:*:*:*:* bez Ciebie nie dałabym rady i jestem tego więcej niż pewna! Oprócz tego, że mam ogólnego fuksa w życiu mam też fuksa to świetnych ludzi!:D aaaaa…i już troszkę tęsknię, za naszym wieczornym paplaniem…hehe&lt;br /&gt;  Dziś spotkanie z dziewczynami z Polski. Ustaliłyśmy, że pójdziemy po najmniejszej linii oporu i zrobimy tutaj 5 fakultetów po 6 pkt. ECTS! Co daje 30, a to oznacza, że semestr będzie zaliczony:D w końcu naszym głównym celem nie była nauka, tylko zwiedzanie Hiszpanii i poznawanie jej uroków. Plan ułożony, trzeba jeszcze tylko zobaczyć czy to przejdzie i z głowy jedno. Świetnie…:D:D:D&lt;br /&gt;   Plan na jutro…o 12 plaża, później obiad u lasek i może wieczorem imprezka…się zobaczy!&lt;br /&gt;   A teraz idę spać, bo jestem troszkę zmęczona!:) moje nowe łóżeczko( materac na podłodze!) wypasione…nie no tu jest cudownie!!!!:D:D:D hmmm…pewną osobę kręgosłup bolałby jutro na pewno!:D:*:*:*&lt;br /&gt;   Muszę zamknąć okno, bo gdzieś tam w tle głośna fiesta..ehh..Espania:D &lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8267270800328840685-3104425131705600437?l=erasmushiszpanski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://erasmushiszpanski.blogspot.com/feeds/3104425131705600437/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://erasmushiszpanski.blogspot.com/2009/10/2.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8267270800328840685/posts/default/3104425131705600437'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8267270800328840685/posts/default/3104425131705600437'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://erasmushiszpanski.blogspot.com/2009/10/2.html' title=''/><author><name>Anka Muszyńska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11645509299983834540</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://1.bp.blogspot.com/_-wnWrbwB0HA/S0Z01k36HaI/AAAAAAAAAAs/IZZmv8X9jhM/S220/SDC17268.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8267270800328840685.post-2002322570315182811</id><published>2009-10-11T09:40:00.001-07:00</published><updated>2009-10-11T09:40:54.417-07:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>01.10.09.:)&lt;br /&gt;Nieeeeeeeeeeee noooooooooooooooo muszę to opisać na świeżo, bo jutro jak wstanę to nie będę mogła tego wyrazić...hehe:D&lt;br /&gt;Więc…dzień zaczęłyśmy z moją wybawicielka Dominiką o godz 9 rano. Hmm…1.10 to trzeba by jechać na uniwerek… no tak też zrobiłyśmy. Dominika na swoje zajęcia ja do biura Erasmusów. Na pieszo do przystanku ok. 10 min. Naturalnie troszkę zmachane bo w Corunii urokiem są ulice Arria czyli pod górkę…hmm w niektórych przypadkach pod górę..:D dobra..kupiłam pięknie bilet na autobus (1,06ϵ), no to jedziemy. Wysiadamy, Dominika powiedziała gdzie mam iść, spoko luz. Wchodzę do tego biura…po uprzednim minutowym błądzeniu i widzę jakieś 2 laski się produkują. Dobra przychodzi czas na mnie no to mówię, że jestem z Erasmusa i że chcę dostać jakieś info. Odpowiedź to „ Vale! Proszę się wpisać na listę i wtedy otrzyma pani info.” No, ok., ale lista na 6.10…myślę sobie to, co do 6 mam nie chodzić na zajęcia? No, ale co tam…dobra moja…:D wpisałam się wychodzę, a tam te laski zastanawiają się co dalej począć. No to zapytałam…i gadałyśmy troszkę po ang. Troszkę po hiszpańsku…:D:D:D szczerze powiedziawszy to miałam już większy problem z angielski niż z hiszpańskim:D no ale dogadałyśmy się, w sumie rozmowa o niczym…no i pojechałam do domeczku&lt;br /&gt;   A tam calusie popołudnie spędziłam przed kompem korzystając z okazji, że miałam się przeprowadzić i to był ostatni moment kiedy mogłam popisać maile itp…:D:D:D większość czasu spędziłam przed skype nadrabiając zaległości zwłaszcza z Aniołem moim kochanym:*&lt;br /&gt;Maile popisane, wiadomości zdobyte..ok:D!&lt;br /&gt;   Dominika ambitnie pojechała dziś na 5 zajęć z czego miała 1, bo na resztę profesorowie nie przyszli…:D biedna spędziła na uczelni prawie cały dzień nic praktycznie nie załatwiając.&lt;br /&gt;   Hmm…no tak miałam się dziś przeprowadzić, ale tak: najpierw z 6 przełożyłam to na 9, a później to już stwierdziłam, że mi się nie chce i zostanę u Dominiki jeszcze jedną nocke tak mi tu u niej dobrze..:) Napisałam do mojej przyszłej współlokatorki, że perdon, ale jednak będę jutro w czym ona, naturalnie, nie widziała żadnego problemu ehh…Hiszpania i jej urok manaňa:D&lt;br /&gt;   No to wieczorem Dominika pyta czy nie pójdę z nią na spotkanie z jej znajomymi Hiszpanami. Hmmm…nie miałam pojęcia jak się dogadam, ale ok.:) najpierw coś zjedliśmy w chińskiej knajpie. Tzn myślałam, że to będzie coś, ale to była mega wielka wu(c)hta jedzenia!!!! Jeszcze nigdy, nigdzie tyle nie zamówiłam. Przystawka, pierwsze danie, drugie danie no i na końcu deser. Nie zjadłam nawet połowy i nie mam pojęcia, jakim cudem Luiz zjadł wszystko, co zamówił. Jedzonko naprawdę dobre, pomimo krewetek itp.:D. Ale najlepsza ze wszystkiego była Sangria…ymmmmmmmmmmmmm…tego nie da się opisać! Przepysznie przepyszna!:D po jedzonku poszliśmy pić na ogródki! I znowu moja pomyłka, bo wyobraziłam sobie ogródki takie jak w Polsce. Ktoś ma teren, z ławeczkami, trawką siadamy w 8 i pijemy nie wiedziałam jeszcze co…;p! no ale w Corunii ogródki to coś w stylu parku miejskiego, w środku miasta:D Jak zobaczyłam, nie wiem ilu ludzi, siedzących na chodnikach, laski odwalone jak w Polsce na najlepszą imprezę siedzące na ścieżkach parkowych to byłam w mega ogromnym szoku…hahaha! Okazało się, że pijemy jakieś tanie wino z colą (oryginalną!:D!) i syropem z jeżyn! Powiem Wam, że niezłe! Postaliśmy, pogadaliśmy, ja wciąż w mega szoku, ale była super! Laski chciały, żebyśmy szły bailar con ellos, ale my już opadłyśmy z sił, więc do domku. Oczywiście nie obyło się, bez hiszpańskiego pożegnania: hasta luego itp. Spacerkiem do domku (ok. pół godz.) no i spanko ok. 4 rano..:D&lt;br /&gt;   Kolejny mega udany hiszpański dzień.   &lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8267270800328840685-2002322570315182811?l=erasmushiszpanski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://erasmushiszpanski.blogspot.com/feeds/2002322570315182811/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://erasmushiszpanski.blogspot.com/2009/10/01.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8267270800328840685/posts/default/2002322570315182811'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8267270800328840685/posts/default/2002322570315182811'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://erasmushiszpanski.blogspot.com/2009/10/01.html' title=''/><author><name>Anka Muszyńska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11645509299983834540</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://1.bp.blogspot.com/_-wnWrbwB0HA/S0Z01k36HaI/AAAAAAAAAAs/IZZmv8X9jhM/S220/SDC17268.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8267270800328840685.post-7570851221974483493</id><published>2009-10-01T10:38:00.000-07:00</published><updated>2009-10-01T10:40:17.144-07:00</updated><title type='text'>dzień drugi, 27.09.09</title><content type='html'>Wstałam bardzo późno ze względów oczywistych, ale Yasin czekał na mnie cierpliwie, gdyż miała mi pomóc doładować tel…no ale już po 5 min wyjścia z domu okazało się, że chce być moim darmowym, prywatnym przewodnikiem…nie miałam nic przeciwko naturalnie więc zwiedziliśmy Sagrada Familia, Casa Batllo, Casa Mila i ulice Barcelony, nie wiem ile godz. łaziliśmy po Barcelonie i nie mam pojęcia jak, ale cały czas porozumiewaliśmy się po hiszpańsku( tu mina dumna!) oczywiście Yacin musiał się nieźle nagadać tłumacząc mi wszystkie słówka, których nie rozumiałam, ale był mega cierpliwy…wieczorem musiał coś tam załatwić, więc ja sobie pięknie odpoczywałam. W nocy, nie mając już siły na zwiedzanie poszliśmy na imprezę noooooooooo..było super i śmiesznie. Yasin wypił troszkę za dużo, ale nadal tłumaczył wszystko, czego nie rozumiałam i był świetnym przewodnikiem…hmm…do czasu. Kiedy już wysiedliśmy z odpowiedniego busa mój Amigo wymyślił sobie, że w nocy ja jestem przewodnikiem. I to był hit…ponad 3 godz łaziliśmy blisko domu bo za Chiny nie wiedziałam, która to nasza ulica…:D:D:D no i naturalnie nie wiem jak, ale gadaliśmy ze sobą cały czas!!! W końcu się nade mną zlitował ( hmm…była już 5 rano, czego nie zauważyłam tak nam czas zleciał!) i trafiłam do mojego łóżeczka kochanego…ehh...zasnęłam ok. 5.30! niesamowity dzień i niesamowita noc :D&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8267270800328840685-7570851221974483493?l=erasmushiszpanski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://erasmushiszpanski.blogspot.com/feeds/7570851221974483493/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://erasmushiszpanski.blogspot.com/2009/10/dzien-drugi-270909.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8267270800328840685/posts/default/7570851221974483493'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8267270800328840685/posts/default/7570851221974483493'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://erasmushiszpanski.blogspot.com/2009/10/dzien-drugi-270909.html' title='dzień drugi, 27.09.09'/><author><name>Anka Muszyńska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11645509299983834540</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://1.bp.blogspot.com/_-wnWrbwB0HA/S0Z01k36HaI/AAAAAAAAAAs/IZZmv8X9jhM/S220/SDC17268.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8267270800328840685.post-4439492776663064309</id><published>2009-10-01T07:28:00.001-07:00</published><updated>2009-11-30T07:55:17.299-08:00</updated><title type='text'>początek</title><content type='html'>   No to zaczynam Wam opisywać moją pięciomiesięczną przygodę z Hiszpanią. Mam nadzieję, że nikt się nie zanudzi i że komuś to moje pisanie sprawi frajdę albo nawet pomoże.&lt;br /&gt;Więc...pierwsze, co Wam chciałam powiedzieć to LUDZIE JEDŹCIE NA ERASMUS!!!:D&lt;br /&gt;&lt;p&gt;Przygoda zaczyna się już w Polsce kiedy wsiadasz do samolotu i mieszają się, tak jak w moim przypadku 2 skrajne uczucia. Pierwsze to „ zostawiam całą rodzinę, znajomych, wszystko, co mam ( za wyjątkiem bagażu, który ciągnie się ze sobą naturalnie!:)!)” natomiast drugie uczucie jest o wiele przyjemniejsze „ Jadę w świat, poznam nowych ludzi, język itp., sprawdzę siebie….” W moim przypadku łzy mieszały się z uśmiechem…, ale jak wsiadłam do samolotu byłam mega szczęśliwa, że się na to zdobyłam. &lt;/p&gt;&lt;p&gt;aaaaaaaaaaaaaaa...proszę nie zwracać uwagi na daty, gdyż swoją przygodę zaczęłam 26.09. ale posty zamieszczam dopier teraz. Postaram się być na bieżąco, ale to strasznie trudne;p&lt;/p&gt;&lt;p&gt;   Moją przygodę z Erasmusem zawdzięczam Karolinie A.:) kompanowi z licealnej ławki, przyjaciółce, mega zakręconej osobie..:) pierwotny zamysł był taki, że jedziemy do Turcji ( pomysł Karoliny, z racji jej miłości do tego kraju), chłopakom, którzy pomogli mi w kupnie biletu no i Marteczce ( kompanowi z liceum, przyjaciółce, osobie, która wierzyła we mnie i której porady okazały się niezbędne!) która wspierała mnie z całych sił i robi to nadal. No niestety, tzn. teraz już stety dla mnie, nie dostałam się na wyjazd do Turcji po rozmowie kwalifikacyjnej- miałam za mało punktów.  Karolina, owszem, dlatego teraz spędza równie cudowny czas, co ja, ale właśnie w tym kraju. Trochę nam przykro, że przygodę życia przeżywamy osobno, ale co tam…znajomi w dwóch fajnych, ciepłych krajach to jest coś…hehe&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;   No to zaczęłam od kupna biletu…i tu wielkie dzięki dla Bartosza i Budzynia! Ryanair, 150 zł Poznań Ławica do Girony. Stamtąd musiałam przedostać się do Barcelony, była 23.30. Łaziłam po tym lotnisku bez celu zastanawiając się sama nie wiem, nad czym. Dobra…podchodzę w końcu do kolesia, bardzo przystojnego, w okienku i pytam, po angielsku, jak mogę dostać się do Barcelony. No to mi powiedział, że busem ( o czy już wiedziałam, ale miałam nadziej, że może powie mi coś więcej) i, że w Barcelonie jest teraz fajnie, bo jest duuuża fiesta Ok., fajnie, pomyślałam, więcej ludzi do pomocy...hehe:D. No cóż, poszłam na ten dworzec, pięknie kupiłam bilet(12ϵ) dogadując się po angielsku no, ale pojawił się mały problem, mianowicie, którym busem jechać, bo było ich sporo, ale został szybko rozwiązany, zapytałam no i poszłam za tłumem.:) po, ponad godzinie znalazłam się w Barcelonie. Ehh…wysiadłam na dworcu no i…zaczęła się pierwsza przygoda. Oczywiście ja, jak to ja, hotel niezarezerwowany, nie za bardzo wiedziałam, w którą stronę iść, ale dzięki Bogu spisałam nazwę ulicy, na której znajdował się mój potencjalny hostel do spania, na kartce. Po prostu pokazywałam, o jaką ulicę chodzi grupka Hiszpanów mówiących trosinkę po angielsku poleciła metro i powiedziała, dokładnie na jakiej stacji mam wysiąść. Ok., fajnie…znowu problem z kupnem biletu, ale dałam radę sama, tym razem bez pytania innych. Zapytałam tylko skąd odjeżdża linia numer 2 i to wszystko. Wysiadłam na przystanku Universidad…ale nie wiedziałam jak wydostać się z podziemnego metra i w którą stronę iść…śmiałam się sama do siebie, chociaż teraz nie rozumiem co było śmiesznego w taszczeniu ze sobą mega ciężkiej walizki, torebki i laptopa..;/:D no dobra wydostałam się z metro, popytałam gdzie ulica, której szukam, przeszłam kawałek pieszo…i jest hostel! Wywieszka…wolne pokoje od 19ϵ...myślę sobie super, no to mam nocleg. Hmm…już po chwili mój entuzjazm padł, gdy pani przez domofon bardzo niegrzecznie poinformowała mnie, że pokoi nie ma..;/ stałam tam jak taki słup, ale po chwili koleś, Murzyn, pijany, idący na dyskotekę zapytał czy mi nie pomóc. Streściłam mu historię…ok stwierdził, że pomoże mi poszukać noclegu. Łaziliśmy po Barcelonie nie wiem ile…godz., dwie po czy stwierdził, że jest za dużo ludzi w Barcelonie, że bardzo ciężko z tanim noclegiem i że jak chce to mogę spać u niego jedną noc, a jutro pomoże mi szukać habitacion. Nooooo yyyyy...nie zgodziłam się;) przygoda przygodą, ale bez przesady…stwierdził, że mam wziąć taxi i jechać na stacje, a stamtąd do A Corunii, miejsca, w którym będę studiowała, bo innego wyjścia nie ma. Nie dał sobie wytłumaczyć, że nie chce jechać taxi, bo po pierwsze za drogo, a po 2 co ja miałam robić o 3 nad ranem na stacji, na którą nie można było wejść bo zamknięta do 5 lub 6..;/ na odczepnego powiedziałam mu, ze ok. wezmę to taxi. Poszedł sobie, a ja ruszyłam w samotny, pieszy rejs po nocnej Barcelonie. Pytałam ludzi gdzie jest Sants Estació i, o dziwo, wszyscy wskazywali to samo miejsce. Wiem, na szczęście z doświadczeń koleżanki, że Hiszpanie ten sam adres potrafią wskazywać w zupełnie innych kierunkach...hehe no, ale ok. wszyscy mówili to samo, więc szłam, szłam i szłam…aż nie spotkałam ICH idę sobie, patrzę stoi dwóch miłych kolesi, pomyślałam „Nie no już 5 raz nie zapytam o tą głupią stację..” i zapytałam...hehe. Nawiązała się rozmowa, dlaczego idę na pieszo, dokąd jadę, dlaczego nie zostaje w Barcelonie itp…na szczęście Baraka mówił troszkę po angielsku, bo, jak się później okazało jego brat Yacin, nie mówił nic w tym języku. No to po raz kolejny streściłam im moją historię, powiedziałam, że chciałam zostać, ale że nie ma miejsca w hostelach itp. na co, Baraka mówi, że on wie gdzie są tanie noclegi i że będą na bank. No to ja, chociaż trochę zdziwiona skąd on taki pewien, się ucieszyłam bo to oznaczało, że zostaję w Barcelonie tak jak zamierzałam. No i Baraka mówi ok., poczekaj pójdę po auto i jedziemy…w tym momencie decyzja została podjęta:D. Zapytałam tylko czy to nie będzie problem odpowiedź wiadomo jaka „Nie” Świetnie miałam tani pokój, blisko wszędzie, czego chcieć więcej? Poszłam spać nie wiem o której. Oczywiście uzyskałam odpowiedź na wszystkie pytania, które zadałam trochę po angielsku trochę po hiszpańsku no i zasnęłam mega spokojna ok. 5 rano...:D koniec dnia pierwszego!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8267270800328840685-4439492776663064309?l=erasmushiszpanski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://erasmushiszpanski.blogspot.com/feeds/4439492776663064309/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://erasmushiszpanski.blogspot.com/2009/10/poczatek.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8267270800328840685/posts/default/4439492776663064309'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8267270800328840685/posts/default/4439492776663064309'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://erasmushiszpanski.blogspot.com/2009/10/poczatek.html' title='początek'/><author><name>Anka Muszyńska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11645509299983834540</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://1.bp.blogspot.com/_-wnWrbwB0HA/S0Z01k36HaI/AAAAAAAAAAs/IZZmv8X9jhM/S220/SDC17268.JPG'/></author><thr:total>1</thr:total></entry></feed>
