środa, 2 grudnia 2009

w galicyjsko-hiszpańskich klimatach...

hmmm...siedze sobie właśnie z moim najwyższym Hiszpanem w pokoju, oboje z komputerami na kolanach, ogłądamy (hmm...tzn on ogląda z racji tego, że jest jednym z 3, z którymi mieszkam, fanów tegoż sportu) sobie koszykówkę ucinając, od czasu do czasu krótka pogawędke.:D ehh...dziś TYPOWO galicyjska pogoda, więc postanowiłam coś stworzyć..:)

Po pierwsze: skończyłam dziś pisać moją głupią prace na temat feminizmu. Naturalnie miałam na to miesiąc, ale, jak to zwykle w miom przypadku bywa, zabrałam się z 3 dni temu..no, ale JEST!!!!:D kurcze musiałam ten tekst chyba z 7 razy przeczytać zanim stworzyłam notatki po polsku i hiszpańsku( z racji tego, że lasencje potrzebowały w dwóch językach) no i do tego podsumowanie;/ matko jak sie cieszę, że juz mam to zrobione! jutro idziemy "rozmawiać" z panią profesor (tzn. z Aną, gdyż tu, jeśli nauczyciel Ci na to pozwoli, a ona pozwala, możesz zwracać się do niego jak do kolegi. bez względu na wiek:D!) o feminiźmie. Nie wyobrażam sobie tej "rozmowy". hahaha..myslę, że będzie śmiesznie!:D Już stworzyłyśmy pięknego maila, że chciałybyśmy przyjść jutro, że mamy podsumowania, ale, że nasz hiszpański nie jest za dobry..hehe:D trzeba ją przygotować..;p

Po drugie: dziś typowo galicyjski dzień;/ i wcale mi sie to nie podoba! i tęsknie teraz za śniegiem itp. Dziś cały dzień pada, a chwilami leje!!!!;/ jest szaro, buro i ponuro..;/ zapytałam dziś Javiera czy taka pogoda to przez cały grudzień będzie? na co otrzymałam odpowiedź, że to całkiem możliwe...nieeeeeeeee..ja tego nie przeżyje!;/ ja chcę słońce, ciepło, a w najgorszym wypadku śnieg! ale nie deszcz...ehh...sama sobie zgotowałam ten los..;p

No cóż...po trzecie...dziś po raz kolejny przekonałam sie o tym, że mieszkam z cudownie przecudownymi hiszpańskimi ludkami:) z Davidem gada mi się cudownie...i śmiesznie..:D on jest kochany...zawsze jest mnóstwo śmiechu, żartów...i cierpiwy...potrafi mi to samo zdanie powiedzieć na trzy różne sposoby, żebym tylko zrozumiała:D  Javier i Alba to takie moje anioły...zawsze mogę na nich liczyć!!!!zawsze...dziś lało, zabrali mnie autem na uczelnię i oczywiście nie było Javierowi po drodze, ale podwiózł mnie pod same drzwi. Jak tylko coś potrzebuję, jak mam sto pytań do, itp. oni zawsze są chętni do pomocy:D no i mój trzeci Hiszpan Luiz...jest w domeczku z 2, 3 dni w tygodniu i jest troszke taki nieśmiały, ale wiadomo gada sie miło i przyjemnie!:D ehhh...mam mega wielkie szczęście do ludzi w Hiszpanii..:D

No, i do tego, wszyscy mieszkamy w naszym kochanym mieszkanku! kurcze to już 2 miesiące, a ja wciąż nie mogę się nim nacieszyć! jak słyszę jak wszyscy narzekają, że u nich w mieszkanich zimno itp...ja myśle o swoim...cieplutkim, przytulnym mieszkanku!:D Fakt, że nowe to ono nie jest, wypasione też nie, aleeeeeee..jest najlepsze pod słońcem ( nawet z wuchtą, niepomytych od tygodnia, garów!!:) Domi..nie wiem jak Ci dziekować..hehe:):*:*:*:*

No a teraz troszkę o różnicach kulturowych. Pierwszą juz przedstawiłam. Zwracanie sie do nauczycieli po imieniu. To wciąż dla mnie szok. A jak pierwszy raz usłyszałam, jak dziewczyna mówi do 50 letniej pani profesor " ANA możemy otworzyć drzwi, bo tu gorąco" to do teraz nie mogę w to uwierzyć! Oczywiście są "normalni" profesorowie, do których zwraca się "per Pan", ale domyślam się, że to tu rzakość..:D;p Nie wyobrażam sobie tego w Polsce! Tu profesor jest Twoim znajomym, a nie kimś z 3 tytułami przed nazwiskiem, które trzeba wymieniać. Ehh....

Druga różnica...ucięłam sobie dziś pogawędke z Albą i dowiedziałam się, że branie ślubu w wieku 24 lat to bardzo wcześnie!!!!:D:D:D ona ma 26 i nawet o tym nie myśli. Powiedziała, że jej koleżanka wychodzić za mąż w przyszłym roku ( 27 lat) i wszyscy się dziwią dlaczego tak wcześnie?????:D tutaj facet, który ma 30 lat i jest bez kobiety, ani myśli o założeniu rodziny jest całkiem normalny!:D tutaj mając 35 jest się młodym! Alba powiedziała, że mając 30 lat dopiero zaczyna sie myśleć o małżeństwie, dzieciach, rodzinie...hmm...no w Polsce tak nie jest...;p i tak w sumie, w tej kwestii, nie mam konkretnego zdania! bo z jednej strony, mają długą młodość..no ale z drugiej...to tak fajnie mieć rodzinę itp..:)

Po trzecie...wczoraj pobiłam swój rekord wychodzenia z domeczku na zajęcia:D na uczelnie mam jakieś pół godziny, zajecia zaczynały się o 13 a ja o 12.30 byłam jeszcze w piżamie..:D hiszpańskie "bezstresowe" podejście do życia BARDZO mi się udziela! no więc wyszłam z domku o 12.45, na zajęciach byłam z 20 po 13:00, ale oczywiście nie sprawiło to żadnego problemu!:D Podobnie dziś: zaszłam na zajęcia, było z 6 osób, profesor zapytał co chcemy robić, na co ktoś rzucił, że "nooooooooo w sumie to możemy iść do domu" na co on "więc..idźcie!" hahaha...oczywiście bez żadnego, najmniejszego przejęcia czy zawahania!:D:D:D ehhh...TO JEST ŻYCIE!!!!!:D:D:D 

No to kończe mój dzisiejszy wywód pozytywnym akcentem! ooooooooooooooooo...dziś środa więc serial leci..:D no to obejrze z jedzącym kolację Javierem i rozwalonym na fotelu ,z nogami w butach na stole :D, Davidem...UWIELBIAM HISZPAŃSKIE ŻYCIE!!!!!!!!! a póżniej pójdę się troszeczkę pouczyć..:) żeby nie było..;p;p;p

0 komentarze:

Prześlij komentarz