czwartek, 7 stycznia 2010

Bilety, tickets, billetes...dom, home, casa...;p

no cóż...stało się...przyszedł ten moment...ten dzień...i bilety do domu kupione...! i tak w sumie to się cieszę, bo mam już problem z głowy...nie muszę myśleć, kombinować, zastanawiać się...itp...kupione, zapłacone, jak to mówią "co z głowy to z myśli":D ale z drugiej strony...znam już dokładną i na 99 procent nieodwołalną datę wyjazdu z miejsca, które jest dla mnie tak strasznie ważne, fajne i w ogóle...:(:(:(

Oczywiście bilet kupiony dzięki Domi i małej pomocy Kuby...:D bo miałam sto pytań do...z racji tego, że oni są światowi ( zresztą nie tylko im głowę zawracałam moimi pytaniami...;p;p;p Filip dzięki..:)!), a ja nie...;p no i Domi usiadła na 5 min, i za chwilę miałam bilet do domu wybrany....hahaha...:D jak to dobrze mieć w okół siebie takich ludzi...nie dość, że mega fajni to jeszcze pomocni...DZIĘKUJĘ DOMINICZKO..:*:*:*:*

Więc moja podróż zacznie się 22.02 rankiem, gdyż tego dnia będę już musiała wyjechać z Corunii do Barcelony! po 15 godzinach jazdy dotrę do Barcy, tam przetaszczę się na lotnisko i do 9 rano następnego dnia będę czekała na odprawę itp...:) jakoś to zleci...przynajmniej tak myślę...taką mam nadzieję...:D:D:D e tam...po tym półrocznym pobycie tutaj lotnisko to pikuś...haha..:D bilet easy jet z Barcelony do Berlina (42,99 euro), a póżniej bus z Berlina (prawdopodobnie ok 110 zł.) do...jeszcze nie wiem...;p moje kochane Gniezno lub mój studencki Poznań! ale to już nieważne...:D ufff...i będę w Poloniiiiiiiiii...po 5 miesiącach...:)

No a dziś pierwszy dzień rebajas (przeceny) więc od godz 10.30 do ok. 17.30 buszowałyśmy z dziewczynkami po sklepach...:D było faaaaaaaajnie, owocnie ( a to najważniejsze!), ale męcząco...;p dziś pójdę spać jak normalny człowiek czyli ok. 1.00:) kupiłam torebkę, bluzkę, 2 pary spodni i takie tam duperele...:) ogólnie jestem bardzo zadowolona...:D

Jutro obiadek szykujemy, gdyż obiecałam naszej Turczynce kurczaka...:D:D:D mam nadzieję, że będzie rico (pyszny)! no nic...trzeba iść spać!

aaaaaaaaaaa...jeszcze tylko opowiem sytuacje płacenia za moje piso raro(dziwne mieszkanie)! Pytam wczoraj Albę ile mam zapłacić, za mieszkanie ( mieszkam już 4 miesiąc i nie zapłaciłam ANI pół euro...haha) ona nie wie..;p no to pytam Javiera...on też nie wie...;p ale jak powiedziała, że naprawdę muszę to wiedzieć no to policzył: 4 miesiące po 130 euro ( ze wszystkimi rachunkami naturalnie:D:D:D!) plus internet ponad 30, ale stwierdził "Ania, dasz mi 30 euro będzie ok"! no ale przecież będę tu 5 miesięcy???? no to odpowiedż brzmiała "za luty dasz nam tyle ile uważasz" hahaha...no i jak tu ich nie kochac nooooooooo???????????:D ehhhh...jestem fuksiarą...tato po raz nie wiem który przyznaje Ci rację w tej kwestii...:*:*:* ehhh...ahora verdad...me voy a dormir...

iyi geceler todos...:):*:*:*

0 komentarze:

Prześlij komentarz