poniedziałek, 15 lutego 2010

...postowy misz masz..:)

ehhh....od czego by tu zacząć...???? nie pisałam tylko 5 dni, a duuużo się tego uzbierało! no, ale...

czwartkowy egzamin napisany...poszło nawet gładko, ale wyniki dopiero za tydz...bądź też 2...;/ nie rozumiem jaki problem mają niektórzy profesorowie, żeby sprawdzić egzamin 4 Erasmusom ! Chciałybyśmy jechać do domu znając wszystkie wyniki! ale co zrobisz...Hiszpanie nigdzie się nie śpieszą (hmm...widziałam tu może 4!!!!! biegnących ludzi, którzy wyglądali na takich co się śpieszą!), ale niestety, nie w każdym przypadku jest to pozytywna cecha! no cóż, na 90 procent zdałyśmy ten egzam, więc nie przejmujemy się za bardzo:)

Gorzej z piątkowym z Ricardo! troszkę nam pomógł, ale nie mamy pojęcia czy nam w końcu to zaliczy czy nie!!!!!;/ z tym jego fałszywym uśmiechem nigdy nie wiadomo!!!;/ jeszcze po egzaminie i prezentacjach zaproponował nam lampkę wina, na uczczenie naszej współpracy! Myślałam, że tam padnę! Nie cierpie fałszywych ludzi! Chcę tylko, żeby nam to zaliczył i nigdy więcej go nie spotkać w moim życiu!!! Czy to tak wiele????;p no zobaczymy...wyniki w środę!

Piątek...ehhhhh...smutny piątek:(:(:(:( pożegnanie Andreei:( zrobiliśmy dla niej party, ale jej nie było! miała do załatwienia 10101918 spraw, jak to przed wyjazdem i nie zdążyła na własną impreze pożegnalną!;/ a zrobiłam, specjanlnie dla niej borek(tureckie jedzonko) oraz moje ciasto z jabłkami! Tzn. Borek był w moim wykonaniu, przy pomocy Marty, a ciasto, z maminego przepisu, tym razem, wykonała Dominiczka!:) wszystko było przepyszne!!!! Borek znikał w mega pośpiechu! a ciasto zostało zjedzone zanim zdążyło ostygnąć:) ledwo co odłożyłam 4 kawałki dla Andreei i 2 sztuki boreku, również dla niej! znowu potwierdziłam moje zdolności kucharskie..hehe:) aaaaaa...do tego wszytskiego Tomek zrobil makaron z sosem pomidorowym, równie dobry..:):):)

no więc po imprezce i zjedzeniu wszystkiego co było do zjedzenia była misja płaża. Bowiem nasz zakochany Turek (czyt.Serkan) postanowił zrobić na plaży prezent dla swojej wybranki, która 13.02 obchodziła urodziny. Zebrało się troszkę ludu (Andreea, która wróciła z Santiago, Domi, Alina, Turcos, którzy pomagali przy prezencie no i sama zainteresowan z przyjaciółką), były prezenty, sto lat, szampan, tort...co tylko dusza zapragnie! Muszę przyznać, że chłopak się postarał i nie omieszkam pokazać mojemu przyszłemy facetowi zdjęć z tej okoliczności, w celu wiadomo jakim..hehe:P I wcale nie chcę tylu prezentów itp. chcę romantycznie!:) no niespodzianka się udała, więc my z Andreea, która musiała się przebrać na imprezę i Domi, która wróciła do domku, gdyż za kilka godzin leciała do Rzymu(ehhh...) poszłyśmy do mojego mieszkanka, a reszta dalej świętować urodziny!:)

Spotkaliśmy się po 2:00 i udaliśmy do naszego ulubionego klubu "Tandem". Później zaliczyliśmy jeszcze "Ague" i "Garivaldi"...ok 5:30 zebraliśmy się do domku...za godz. Andreea miała autobus!

Towarzyszyli nam oczywiście Serkan, Sezgin i Baris:) każdy dostał po kawałku ciasta, które miało być przeznaczone dla Andreei, ale oczywiście chłopcom też się coś należało! zjedli, każdy, po pół boreku, bo nie mogli nie spróbować..;p a Andreea zażyczyła sobie dodatkowo, po raz ostatni:(, płatki z jogurtem - jeden z naszych ulubionych posiłków:) najedzona i wykąpana ruszyła, a my razem z nią, na parking, gdzie czekał na nią bus. Oj..ile było łez!!! nie mogłam uwierzyć w to, że ona wyjeżdża na zawsze! tzn. mamy zamiar się zobaczyć, ale...to już nie to samo!!!! ehhhhh....było mi bardzo, ale to bardzo, bardzo smutno!!!!!!!!!!!!!!!:(:(:(:(:(:(:( poszłam spać płacząc ok 8.30 rano.

Soboty praktycznie nie miałam..wstałam ok 17. poszłam na zakupy...i resztę wieczoru spędziłam przed komputerem! płacząc, myśląc, oglądając zdjęcia, filmy itp.

Wczoraj...Walentynki:) ehhh...śmiałam się, że będę siedziała i płakała nad swoją samotnością, ale nawet nie miałam czasu nad tym pomyśleć..:) wstałam ok.15 (bez komentarza) zjadłam śniadanie i postanowiłam pospacerować blisko oceanu:) jak się okazało Baris miał wszytskie moje karty pamięci do aparatu, a bez zdjęć nie może być, więc najpierw wybrałam sie do chłopaków. Zeszło mi jakieś 1,5 godziny. Akurat przygotowywali sobie śniadanie (było ok. 17;p) i czekali na Serkana, bo to on był w posiadaniu moich kart. Przylazł i jak się okazało chcieli iść ze mną. Jeszcze wtedy nie wiedziałam, że mieli w tym jakiś cel...;p 

Poczekałam łaskawie az zjedzą śniadanko, wypiłam herbatkę...i ruszyliśmy:) Serkan, Sezgin i ja...Barisa zatrzymały sprawy imieniem Maja..;p jak się okazało Serkan chciał zrobić prezent na Walentynki i potrzebował miejsca, w którym może wywołać zdjęcie! no chyba nie muszę mówić, że w niedzielę było to niemożliwe!!!!;D spędziliśmy zatem 3 godziny na poszukiwaniu prezentu, ale Alina była zachwycona!:) Kupił: kolczyki, szampana, truskawki, śmietanę i kwiatka! jak dla mnie stanowczo za dużo, ale ok, chciał jego sprawa!!!! BOYS...;p;p powiedział mi dziś, że wieczór bardzo im się udał, więc ja również się cieszyłam.:)

Wieczór zakończyłam z Sezginem i Barisem pijąc pyszny ayran przez nich zrobiony:) MNIAM!!!!!:) 

Oczywiście czeka mnie zrobienie boreku po raz drugi! chłopcom bardzo zasmakował, więc poprosili o ponowne wykonanie!:) no, a jak mogłam im odmówić?:) zwłaszcza, że nic nie będzie mnie to kosztowało, lubię gotować i spędzę z nimi fajny czas...same pozytywy:) wstępnie termin został ustalony na czwartek:) ale się cieszę, że im smakował...!!!!!:):):)

Dziś byłam z Marteczką na uniwerku w nadzieji załatwienia jakiś dokumentów. No coooooooś tam załatwiłyśmy, ale musimy jechać jeszcze w środę! mam nadzieję, że to będzie mój ostatni raz! obawiam się, że spędzę tam cały dzień, bo mam zamiar AMBITNIE poszukać materiałów do mojej pracy licencjackiej..:) zobaczymy czy mi się uda!:)

czyli, tak w sumie, zostal mi tu tydzień!!!! w następny poniedziałek będę spędzała 5 godzinę w busie do Barcelony!!!! na każdy dzień mam już coś zaplanowane!!!!!hahaha..:D matko..nie wiem jak ja się ogarnę!!!!:) dziś wymieniłam wszystkie moje plany...i zapomniałam o czasie jaki muszę poświęcić na pakowanie...hehe:) a, jakby nie patrzeć, to dość istotna sprawa! Po tym jak widziałam ostatni dzień Andreei stwierdziłam, że muszę to tak zaplanować, żeby w poniedziałek nie robić nic! W niedzielę będę całkowicie spakowana, a w poniedziałek tylko wstanę, ogarnę się i pojadę na autobus!!!! ehhh...to tak szybko minie..:( no, ale nie myślmy o tym jeszcze! jeszcze całe 7 dni, 168 godzin:)

no i jeszcze troszkę, na koniec, o hiszpańskim karnawale:) Mianowicie wygląda to zupełnie inaczej niż w Polsce. 

1) nie ma tłustego czwartku!offfffff...co to była za katorga, gdy wiedziałam, że wszyscy w Polsce objadają się pączkami, a ja nawet nie mogę sobie kupić, bo to, co tu nazywane jest pączkami do naszych ( a zwłaszcza maminych!!!) się nie umywa!!!

2) tu widać na ulicach, że jest karnawał! ludzie chodzą poprzebierani (krowy, mimowie, pszczoły, motyle, zorro, spierman, kowboje, cyganki, dzieci, diabły, a nawet spotkaliśmy Dr. Housa, itp.) i jest to całkowicie powszechny widok!:) nikt się nie dziwi, ludzie się uśmiechają...bardzo sympatycznie!

3) w Hiszpanii ostatnim dniem karnawału jest wtorek! i w sumie wydaje mi się to logiczne, gdyż post zaczyna się w środę. Tak więc we wtorek idziemy zobaczyć jak to tu wygląda!:) relacje zdam na pewno!

4) dla nich typowymi słodyczami są orejas ( ciastka w kształcie uszu, stąd nazwa) i fijoas:) żadnych jeszcze nie spróbowałam, ale mam zamiar jutro:) również napiszę co to takiego:)

No, to tyle..:) Moi współlokatorzy (Alba i Javier) przebrali się za mimów! wyglądali fantastycznie!!!!!! podoba mi się ten zwyczaj:) teraz jestem ciekawa karnawału w Rio de Janeiro...ehhh..:) kolejne marzenie do spełnienia???:)

ufff....koniec notki na dziś..:)

zabieram się za szukanie literatury do mojej thesis..:)

besosssssssssss..:*:*:*

0 komentarze:

Prześlij komentarz